Jazda w trasie
W trasie liczy się stabilność, ochrona przed czynnikami atmosferycznymi (której jednak z założenia pozbawione są nakedy) oraz oczywiście ergonomia. Nikt nie ma ochoty rozcierać tyłka po długiej trasie. Jako że do międzymiastowych wojaży nakedy nie są w ogóle przystosowane, to pisanie o ich niedociągnięciach w tej kwestii też byłoby dla nich krzywdzące, bo lista braku udogodnień byłaby dłuższa niż ten tekst… Jak w poprzedniej kategorii, skupię się na zwycięzcach. Zatem od końca:
III miejsce – Suzuki GSX-S 750

Czterocylindrowy piec nadaje się na trasy jak żaden inny. Pozawala utrzymywać bez wysiłku prędkość przelotową 140 km/h, ciągnie równo i bez zająknięcia. Do tego specyficzna budowa reflektora, pełniącego w GSX-S-ie rolę elementu odchylającego strugi powietrza od kierowcy, sprawia, że jazda z taką prędkością jest możliwa bez wielkiego obciążenia. Fakt, przesadą byłoby powiedzenie, że jest cicho i wygodnie, ale jest zdecydowanie lepiej niż na większości porównywanych motocykli. Do tego masa, która w trasie stabilizuje pojazd, nawet przy bocznym wietrze. Suzuki zdecydowanie nadaje się na bliższe i dalsze trasy.
II miejsce – BMW F 900 R

Kolejne podium tego motocykla już nie zaskakuje… Ale dlaczego zajął znów tak wysoką lokatę, skoro wszyscy narzekają na jego krótki silnik? Ergonomia! Ta okazała się kluczowa. W rozmowach kuluarowych, po głosowaniu, testerzy prawie zgodnie przyznali, że najwygodniejszym motocyklem dla nich była właśnie beemka! A przecież dziewięciu różnych motocyklistów miało od 176 aż do 190 wzrostu… Tak, BMW odwaliło kawał dobrej roboty w temacie ergonomii, a w końcu to wygoda gra pierwsze skrzypce w turystyce, prawda?
I miejsce – Kawasaki Z 900

A właśnie że nie! Są inne aspekty, które potrafią wygrać z ergonomią – Kawasaki pokazuje środkowy palec nie tylko beemce, ale i innym konkurentom. Czym wygrali zieloni w tej kategorii? Silnikiem, stabilnością i… dopiero później ergonomią! Kawasaki to prawie wygoda BMW połączona z cechami prezentowanymi przez Suzuki. Kamil, który przyjechał z Warszawy na Kaszuby, potem wrócił do domu na Z900 właśnie, powiedział – Fakt, moja Afryka jest dużo wygodniejsza, ale ja wręcz bałem się tej podróży na nakedzie, myślałem że urwie mi głowę i będę musiał się co chwila zatrzymywać, by rozprostować nogi. Zaskoczyło mnie to, że naprawdę nie było się czego bać, a w 400 kilometrowej trasie zatrzymywałem się jedynie na tankowanie, no i fajka… – kończy Kamil.
