_SLIDERAtlas drogowy – przyjaciel na lata

Atlas drogowy – przyjaciel na lata [Słowo na niedzielę, felieton, mapa]

-

Pachniał papierem, wilgocią, herbatą i kuchnią. Miał też kilka plam, nieznanego już pochodzenia. Atlas samochodowy, wydanie z dziewięćdziesiątego któregoś, leżał rozłożony na całym kuchennym stole. Oczywiście na ceracie z epoki, którą kupowało się „z metra”, jakże by inaczej… Ty i reszta rodziny jedliście kolację gdzie indziej, byle nie pognieść jeszcze bardziej już i tak sfatygowanych stron. Atlas traktowany był z mistycznym niemalże namaszczeniem.

Tekst: Michał Gessler

Co kilka kartek — notatka długopisem, z tych, które nie schodzą z papieru: „serpentyny — tankować przed”, „drewniany kościół po lewej”, „knajpa pod brzozą” (albo Pod Brzozą), otwarte do dwudziestej drugiej”. Notatki cudze i własne, splątane jak korzenie. Atlas, który przeżył więcej tras niż niejeden samochód.


Zrzut ekranu 2026 01 29 181545Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!

Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind


Wieczory przed wyjazdem były osobnym, małym świętem. Linijka, ołówek, palec
po wstążce drogi, którą się wybierało. I te niekończące się rozmowy z samym sobą, która trasa lepsza. Tylko domownicy patrzyli czasami trochę niepewnym wzrokiem, dlatego że cały czas coś się mamrotało do siebie pod nosem. Wybór trasy nie był odhaczaniem zadania — był aktem twórczym. Można było pojechać siódemką i być na miejscu o trzeciej. Można było pojechać przez Krasnobród, Józefów, Susiec czy inne „Koziwólkowice” — i być o ósmej, ale wracać z dwiema historiami i jednym zdjęciem, którego nie miał i nigdy nie będzie miał „wujek G.”.

mapa Polski papierowa atlas samochodowy 3

Święte pamiątki

Atlas miał i ma biografię. Wspomniana już plama z herbaty na stronie czterdziestej siódmej z wyjazdu nad Wigry. Załamanie kartki przy Tatrach — bo tę otwierało się najczęściej. Atrament rozmyty kroplą deszczu na stronie z Bieszczadami, składanej na szybko, na parkingu pod lasem, o pierwszej w nocy, podczas pamiętnego oberwania chmury, albo tłusta plama po paluchu umaczanym w tłuszczu konserwy turystycznej. Atlas pamiętał i pamięta. Telefon też pamięta, ale inaczej — chłodno, anonimowo, w serii zer i jedynek, którą zarządza ktoś, kto nigdy nie był w Krasnobrodzie. Atlas pamiętał Ciebie. Telefon pamięta o Tobie.

mapa Polski papierowa atlas samochodowy 2

A potem przyszedł uchwyt na kierownicy. Głos kobiety, która nigdy w życiu nie była w tej Polsce — ani w żadnej innej — mówi z dwumetrową precyzją. Trasa policzona. Czas dotarcia: dwie godziny czterdzieści siedem minut. Bez serpentyn, bez wątpliwości, bez zaskoczenia. Wszystko, co potrzebne, żeby dojechać. I dokładnie to, co potrzebne, żeby nigdzie nie być.

Bez kontaktu

Bo coś z tego znikło, coś się zmieniło. Nie umiem powiedzieć, kiedy dokładnie. Kiedy każdy telefon dostał GPS i przestało się pytać autochtonów o drogę? Zniknęła knajpa, do której się trafiało. Znikły lokalne odkrycia — bo „wujek G.” odkrył je wszystkie wcześniej, opisał, ocenił i posortował od najlepszego do najgorszego.

mapa Polski papierowa atlas samochodowy 1

Algorytm potrafi policzyć czas. Potrafi policzyć odległość. Potrafi nawet policzyć korki
w czasie rzeczywistym. Czego nie potrafi policzyć, to tego, dlaczego ktoś jedzie inaczej, niż jest najszybciej. Bo dla ridera, który wsiada na motocykl, najszybsza trasa rzadko jest najlepszą. Najlepsza to ta, która ma serpentyny po wschodzie słońca, kawę w połowie drogi i moment, w którym pomyślisz: „nigdzie mi się nie spieszy”. Tego algorytm nie zrozumie, bo tego nie da się zoptymalizować. Można TO tylko mieć — albo stracić.

Atlas drogowy – przyjaciel na lata [Słowo na niedzielę, felieton, mapa]

I tu zaczyna się kontrast, którego z roku na rok jest coraz więcej. Starszy motocyklista wciąż ma mapę pod skórą. Jadąc, recytuje, że „tą drogą przez Wisznice, bo tam zawsze pusto” albo „przez Lubienkę, bo klony jesienią”. Wie, gdzie się zatrzymać, żeby zobaczyć, a gdzie tylko przejechać. Chyba, że to naiwność i motocyklowy romantyzm z mojej strony. Młodszy otwiera komórkę i kopiuje trasę z Instagrama — z dokładnie tymi samymi punktami, w których stało już dziesięć tysięcy motocykli przed nim, każdy w identycznej pozie, każdy z identycznym zdjęciem. Podróż jako kopia. Trasa jako lista do odhaczenia. Tu akurat mam zdecydowanie więcej pewności.

Warto się zgubić

Ty, który masz telefon na uchwycie i ten sam zapisany w nim szlak co wszyscy — kiedy ostatnio zgubiłeś się naprawdę? Nie tak, że nawigacja przeliczała trasę przez minutę. Tak, że stałeś na skrzyżowaniu, którego nie znałeś, w słońcu, które grzało akurat w sam raz, i myślałeś: „w lewo czy w prawo?”. I nie miałeś nic co pomoże Ci w podjęciu tej decyzji oprócz słupka kilometrów i własnego nastroju. Bo zgubienie się — to nie jest defekt podróży. To jej moment kulminacyjny. To stan ducha, w którym dopiero zaczyna się to, co się potem opowiada.

mapa Polski papierowa atlas samochodowy 4

Nie chcę być starym dziadem narzekającym, że kiedyś było lepiej, bo ani ze mnie stary ani dziad (mam przynajmniej taką nadzieję). Nawigacja w telefonie uratowała niejedno życie
i niejedne wakacje. Mam tego świadomość. Ale każda technologia, która coś nam daje, jednocześnie coś zabiera — i obowiązkiem człowieka jest co jakiś czas policzyć rachunek, żeby zobaczyć, czy bilans jeszcze się trzyma. W przypadku map ten rachunek wygląda mniej więcej tak: zyskaliśmy czas, straciliśmy przypadek. Zyskaliśmy precyzję, straciliśmy nieplanowane rozmowy. Zyskaliśmy spokój, że dojedziemy. Straciliśmy spokój, że nie musimy dojechać tam, dokąd planowaliśmy.

Zawsze na miejscu

Mój atlas (mój jako scheda) leży teraz na półce w garażu, między starym kaskiem a książkami motocyklowymi. Otwieram go czasami — na chybił trafił, jak Biblię u tych, którzy nie wierzą w nic poza zbiegiem okoliczności. Strona XYZ, Mazury wschodnie. Notatka długopisem, którego ślad blednie: „Skręcić w lewo przy żółtym domu, droga gruntowa — najlepsze jezioro w okolicy. Nikt tam nie jeździ.” Nie wiem już, gdzie to jezioro. Nie wiem, czy żółty dom jeszcze stoi. Pewnie go nie znajdę, nawet gdybym się uparł.

mapa Polski papierowa atlas samochodowy 5

Ale wiem, że istniał. I wiem, że ktoś tam był. To było wtedy coś, o czym mi się nie śniło, że trzeba będzie pamiętać osobno — bo telefon na uchwycie zaprowadzi cię wszędzie. Tylko nie tam, gdzie sam byś trafił.

Dlatego droga motocyklistko, drogi motocyklisto. Zdejmij swój kaganiec czasu, zerwij się z łańcucha permanentnego kontrolowania swojego życia, telefon schowaj do kieszeni
i spróbuj pojechać gdzieś inaczej. Tak „po staremu”. 

Sami sobie winni, czyli o niepokojącej kulturze komentarzy i osądzaniu ofiar [felieton]

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ