_SLIDERMocna ekipa z całej Europy. Przez Alpy i kanion Verdon na Lazurowe...

Mocna ekipa z całej Europy. Przez Alpy i kanion Verdon na Lazurowe Wybrzeże [RELACJE]

-

Kolejną przełęczą którą zaliczamy jest Gavia Pass, wznosząca się na wysokość 2621 m.npm. Nie jesteśmy w stanie zliczyć ile razy się zatrzymujemy, aby zrobić co rusz to lepszą fotkę. Dalej przez Ponte di Legno, Dimaro i duży, znany ośrodek narciarski Madonna di Campiglio zajeżdżamy nad Gardę na godzinę 21. Przestaje padać jakieś 50 km do celu, jakość nawierzchni znacznie się polepsza, jedziemy dość dynamicznie i czujemy jak po całym dniu w deszczu robi się coraz cieplej.

lazurowe wybrzeże motocyklem
Przełęcz Stelvio

Na kolejne dwie noce naszej wyprawy wybieramy camping Al Lago, na którym stoi też hotel. Postanawiamy spać wygodniej oraz się porządnie wysuszyć. Dziwne uczucie – dosłownie dwie godziny wcześniej jechać przez górskie, zaśnieżone przełęcze, gdzie temperatura sięga maksymalnie 11 stopni, a nad Gardą już po zmroku termometr pokazuje 25 stopni.

Po zameldowaniu w pokojach, głodni idziemy do miasta. Do centrum spacerkiem 15 minut. Od samego początku miasteczko zachwyca. Mnóstwo tu wysokich palm, na ulicach bardzo czysto i dużo ciekawej zieleni. Do tego góra Monte Baldo o wysokości 2218 m.npm., która wręcz graniczy z miastem i nie daje zapomnieć, że jesteśmy w pięknych Dolomitach.

Relaks nad Gardą

Na kolację jemy piadinę – włoski placek przypominający tortillę, podawany na ciepło z szynką, pomidorem, mozzarelą i czym tam kto lubi. Pyszne. W jednym z barów, gdzie kontynuujemy degustację grappy, właściciel daje nam wejściówki na zwiedzanie wodospadu Varone. Gdyby nie on, nawet byśmy nie wiedzieli, że taka atrakcja czeka na turystów w Riva del Garda. Wieczór kończymy o drugiej w nocy w disco RivaBar. Jest nam mało, ale w całym miasteczku dyskoteki i bary zamykają o tej godzinie. Zdecydowanie za wcześnie.

lazurowe wybrzeże motocyklem
Kąpiel w Gardzie zaliczona

Niedzielny ranek 5 czerwca rozpoczynamy od śniadania, które podawane jest do 10. Za oknem żar z nieba. Jak sie okazuje nasz camping graniczy z jeziorem Garda i kamienistą plażą. Hubert bez namysłu wskakuje do wody sprawdzić temperaturę – nie jest tak źle. Myjemy trochę motocykle z błota i jedziemy na małą przejażdżkę po okolicy, zaczynając od wodospadu Varone.

Jest on wynikiem spływu do doliny górskiej rzeki Magnone. Woda spada z wysokości około 90 metrów i jest atrakcją turystyczną od 1847 roku. Drabinki i podesty umożliwiają podejście bardzo blisko, ale nie należy liczyć się z tym, że powrót będzie na sucho. Tak czy inaczej warto. Na kasie biletowej spotykamy barmana, który poprzedniego wieczoru rozdał nam wejściówki. Jak się okazało jest współwłaścicielem tej atrakcji.

Dalej jedziemy w górę drogi na taras widokowy,z którego widać Gardę w większej odsłonie. Jezioro to jest największe i najczystsze we Włoszech. Ma długość 55 km, więc ciężko dostrzec drugi brzeg. W przydrożnym barze w ramach lunchu jemy kolejną piadinę, która wszystkim smakuje i zjeżdżamy z powrotem do miasta. Ze względu na wysoką temperaturę nie mamy ochoty na długie ujeżdżanie, a chcemy też zobaczyć za dnia urocze miasteczko. Odstawiamy motocykle i całą już grupą idziemy na plażę trochę odpocząć. Woda rzeczywiście jest przyjemna i każdy z nas do niej wskakuje. Następnie idziemy pospacerować po zadbanych i czystych ulicach Riva del Gardy.

lazurowe wybrzeże motocyklem
Palmy nie tylko na Karaibach – Riva del Garda

Stare kamienice w stylu alpejskim, wszelkie szczegóły architektoniczne dopracowane są do ostatniego detalu. Na kolację jemy spaghetti z owocami morza, a obsługuje nas kelnerka z Polski mieszkająca tutaj 17 lat. Podczas powrotu do hotelu kosztujemy prawdziwych włoskich lodów – przepyszne! Wstępnie pakujemy motocykle, bo na drugi dzień mamy w planie wystartować najpóźniej o 8 rano. Wspólnie stwierdzamy, że Riva del Garda to bardzo atrakcyjne miejsce i musimy jeszcze raz, a może i więcej to miasteczko odwiedzić. O 23 mówimy sobie dobranoc.

Poniedziałek 6 czerwca jest ostatnim dniem przygody z Alpami, ponieważ tego dnia chcemy dojechać do Prien am Chiemsee w Niemczech. Do pokonania jest dystans 520 kilometrów. Zgodnie z planem wyruszamy znad Gardy o godzinie 8 kierując się na przełęcz San Boldo. Leży na wysokości 706 m.npm. i, w stosunku do poprzednich jakie zaliczyliśmy, jest niedługa, bo 17 km.

lazurowe wybrzeże motocyklem
Wjazd i wyjazd – San Boldo

Droga ma 5 tuneli i 6 mostów, a ruch na niej odcinkami regulowany jest światłami ze względu na jej szerokość. Takiej drogi jeszcze nikt z nas wcześniej nie pokonywał. Każdy z tuneli wydrążony w skale i w każdym z nich nawrotka 180 stopni. Naprawdę niesamowite. Szybko niestety atrakcję przejeżdżamy robiąc przy okazji parę fajnych fotek. Ruszamy dalej na przełęcz San Antonio. Pogoda dopisuje i jedziemy jak zwykle pięknymi, krętymi drogami wśród gór. Na szczyt przełęczy 1489 m.npm. zajeżdżamy na godzinę 13.

Następny postój robimy na granicy włosko-austriackiej, dopytując o winiety. Uprzejma pani na stacji benzynowej informuje nas, że jeśli nie planujemy jechać autostradami, to winiet nie potrzebujemy. Dla pewności otwiera mapę, zerka na naszą traskę i potwierdza, że będziemy jechać tylko drogami lokalnymi. Dalej przejeżdżamy przez Lienz i zaczynamy wspinać się na Grossglockner Hochalpenstrasse.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ