_SLIDERMocna ekipa z całej Europy. Przez Alpy i kanion Verdon na Lazurowe...

Mocna ekipa z całej Europy. Przez Alpy i kanion Verdon na Lazurowe Wybrzeże [RELACJE]

-

Formuła 1 na Dzień Dziecka

Dzień Dziecka rozpoczynamy śniadaniem na świeżym powietrzu i mocowaniem bagażu na motocyklach. Szymonowi w Hayce też powoli kończy się łańcuch. Nie jest tak źle, jak u Kamila, ale hałasuje i wymaga coraz częstszego naciągania. O 8.30 Ruszamy wzdłuż wybrzeża kierując się na Cannes. Jedziemy drogą tuż przy morzu, ruch jest spory, ale najbardziej dokuczliwe są skutery – zarówno te małe, jak i maxi.

Ich użytkownicy jeżdżą bardzo niebezpiecznie i szybko, wpychają się na trzeciego. My też lubimy czasem poświrować, ale to, co oni wyprawiają na ulicach to przegięcie. Albo taka wprawa, albo głupota. W Cannes również zatrzymujemy się w porcie przy pięknych jachtach. Miasto słynie z festiwalu filmowego, na którym można podziwiać znane gwiazdy światowego kina.

lazurowe wybrzeże motocyklem
Na plaży Pampelonne

Bulwarem La Croisette docieramy pieszo do odciśniętych dłoni słynnych postaci kina – Angeliny Jolie, Chucka Norrisa, Johna Travolty, Sharon Stone, Andrzeja Wajdy i wielu innych. Wzdłuż promenady usytuowanych jest też mnóstwo ekskluzywnych hoteli, parę ulic dalej, podobnie jak w St.Tropez, znajduje się dużo drogich markowych sklepów. Po dwóch godzinkach przerwy kierujemy się dalej, tym razem do stolicy Lazurowego Wybrzeża – Nicei.

Odległości między tymi miastami nie są duże i szybko, przejeżdżając przez ogromne miasto parkujemy na promenadzie Des Anglais, która ciągnie się wzdłuż miasta i plaży przez 7 km. Tutaj robimy krótką przerwę, bo na zwiedzanie tak dużego miasta trzeba by było poświęcić parę dodatkowych dni, których nie mamy. Widok z promenady jest super i to musi nam wystarczyć.

Jak tylko ruszamy, zauważam u Grzesia w BMW mało powietrza w tylnej oponie. Siedzi w niej wkręt. Na szczęście mamy ze sobą zestaw naprawczy, ale trzeba jak najszybciej dojechać do stacji benzynowej z kompresorem powietrza. Po 3 km zatrzymujemy się na takiej i Grześ z Szymonem kołkują dziurę. Cała akcja trwa może 15 minut.

lazurowe wybrzeże motocyklem
Parę dni po wyścigu F1 w Monaco

Po małej przygodzie jedziemy na pole namiotowe w Menton, aby jeszcze tego samego dnia zwiedzić trochę Monako. Namioty udaje się rozstawić o 16 i po 9 km zajeżdżamy do najbogatszego i najbardziej ekskluzywnego miejsca na Lazurowym Wybrzeżu. Żyją tu milionerzy i miliarderzy ze wszystkich stron świata. Podobno zakupienie małego mieszkania w bloku wiąże się z wydatkiem 1 mln euro.

Mamy szczęście zobaczyć porozstawiane jeszcze trybuny po wyścigu Formuły 1, który odbył się 3 dni wcześniej. Poziome znaki na ulicach nie były jeszcze zamalowane i oczywiście skorzystaliśmy z okazji zrobienia rundy po słynnym torze.

Momentami mamy ochotę odkręcić manetę na maksa, ale na ulicach jest zbyt dużo Policji, więc lepiej nie ryzykować. Kupujemy pamiątki i wracamy do Menton, ponieważ w Monako jest bardzo tłoczno, prawdopodobnie przez kibiców wyścigu. Chcemy odpocząć w bardziej kameralnym miejscu. Menton to właściwie początek Lazurowego Wybrzeża. Miasto leżąca tuż przy granicy z Włochami słynie na całym świecie ze święta cytryny, organizowanego każdego roku. Wokół jest wiele plantacji tego owocu – można tu kupić nalewki, syropy i różnego rodzaju produkty pochodzenia cytrynowego. Do wieczora siedzimy na deptaku blisko plaży, po czym zawijamy się na pole i o 23 idziemy spać.

lazurowe wybrzeże motocyklem
Planujemy dalszą traskę

Kolejnego ranka pobudka 5.30. Przed nami do pokonania około 550 km. Cel – Lugano w Szwajcarii. Ruszamy piękną krętą drogą w kierunku Cuneo. W małej górskiej miejscowości, w przydrożnej restauracji, zaliczamy dobre śniadanko. Próbujemy panini i pysznej bruschetty, a kilkanaście metrów od nas przelatują co rusz grupy motocyklistów.

Odwrót z Nivolet

Granicę francusko-włoską przekraczamy tunelem o długości 3200 m pod przełęczą Col de Tende. Po przejechaniu tego dystansu wjeżdżamy do miasteczka Panice Soprana. Pogoda jest wymarzona do jazdy. Po przejechaniu Cuneo wskakujemy na płatną autostradę w kierunku Turynu, aby tuż za obwodnicą skierować się na przełęcz Colle del Nivolet. To podobno jedna z piękniejszych alpejskich przełęczy.

Niestety, po zjechaniu z autostrady, zaraz na początku naszej wspinaczki zaczyna padać deszcz. Początkowo słaby, ale im dalej i wyżej, tym bardziej zamienia się w ulewę. Podejmujemy decyzję o nawrotce i kontynuowaniu podróży do Lugano. Oczywiście po paru kilometrach deszcz ustaje, ale za nami widać ciemne deszczowe chmury. Wracamy na płatną autostradę i w słońcu, tempem 150 km/h pokonujemy kolejne kilometry.

lazurowe wybrzeże motocyklem
Widoki na przełęczach super

Przejeżdżamy przez wiele długich tuneli. Na stacji benzynowej jemy spaghetti, ale – szczerze mówiąc w Polsce nie raz jedliśmy lepsze. Zwracamy też uwagę na dość drogie paliwo – 1,80 euro. Na granicy włosko-szwajcarskiej, po stronie Szwajcarii widzimy ogromne kolejki na stacjach benzynowych – powodem jest paliwo tańsze o około 0,30 euro za litr.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ