Po paru fotkach wsiadamy na motocykle i do Chamonix docieramy na godzinę 10. W oddali widać najwyższy szczyt Alp – Mont Blanc – 4809 m.npm. Skała robi niesamowite wrażenie. Tutaj pozostaje nam pożegnać się również z Olem, ponieważ też musi od poniedziałku do pracy, a na lipiec ma zaplanowany wyjazd na Nordkapp. Po kawce przybijamy „piąteczki”, ustawiamy nasze nawigacje na Castellane i ruszamy w kierunku tunelu Frejus. Na początku trasy witają nas kręte drogi, po czym na chwilę wskakujemy na płatną autostradę. Po godzinnej szybszej jeździe dojeżdżamy do tunelu łączącego Francję z Włochami.
Został oddany do użytku w 1980 roku i mierzy 13 km długości. Na bramce płacimy 28 euro za przejazd od motocykla i ruszamy. Tunel przebiega pod przełęczą Col du Frejus. Jazda w nim jest ciekawa, lecz ograniczenie prędkości do 80 km/h sprawia, że staje się monotonna. W środku dużo kamer, a po wyjeździe okazuje się, że warto jechać przepisowo, ponieważ Policja prowadzi pomiar prędkości i na wylocie niegrzecznie jadących wyłapuje. Dalej jedziemy w kierunku Briancon, ponownie wjeżdżając do Francji. Jedziemy już tylko krętymi górskimi drogami, zaliczając przełęcz Col d’Allos.

Na szczycie 2250 m.npm. przejeżdżamy przez wiele ośrodków narciarskich, które zapewne zimą uginają się od narciarzy. Jedziemy dokładnie takimi drogami, o jakie nam w tej wyprawie chodzi. Pięknie! Lekko wieczorową porą udaje nam się dotrzeć do Castellane na godzinę 22. Rozstawiamy się z namiotami na polu campingowym, kupujemy parę winek i zmęczeni idziemy spać.
Na niedzielę, 29 maja mamy zaplanowane zwiedzanie kanionu Verdon, łącznie ze spływem pontonowym. Wstajemy o 9, wsiadamy na moto i jedziemy do miasteczka na śniadanie. We Francji naprawdę warto próbować różnego rodzaju bagietek, są świeże i pyszne. Weekend, w który jesteśmy w Castellane, obchodzony jest hucznie Dzień Dziecka. Centrum małej mieściny zamienia się w plac zabaw na wysokim poziomie – jest spore wesołe miasteczko i wiele atrakcji dla najmłodszych.
Napotykamy też wiele małych biur turystycznych oferujących rafting po kanionie Verdon. Niestety nasz plan spędzenia czasu na pontonie psuje deszcz. Nieoczekiwanie zaczyna lać i chęci idą na bok. Wracamy na camping. Rozjaśnia się dopiero około godziny 14, więc decydujemy się wejść na szczyt góry, gdzie stoi kaplica Chapelle Notre Dame Du Roc. Miasteczko położone jest 700 m.npm. Aby dojść na szczyt musimy pokonać kolejne 200 m w górę. Oczywiście deszczu nie brakuje, ale warto, bo widok ze szczytu jest zacny.

W dole miasteczko, w oddali kanion. Wejście zajęło nam około godzinki. Po zejściu na dół zaliczamy obiad i niechcący napotkamy na paradę, w której głównie uczestniczą dzieci, rozsypując z przystrojonych niczym z bajek pojazdów kolorowe kwiatki. Dzień, mimo że nie po naszej myśli, mija szybko, a padać przestaje tuż przed tym, jak idziemy spać.
Następnego dnia, w poniedziałek, w planie mamy dojechać na Lazurowe Wybrzeże, a dokładnie do Saint Tropez. Z racji tego, że jeszcze nie widzieliśmy kanionu Verdon, ruszamy o 8 rano na spokojnie trasą turystyczną – bez deszczu i w słońcu. Już po kilkunastu kilometrach rozumiemy dlaczego kanion ten jest unikatem w Europie. Wąwóz rzeki Verdon, która spływa z alpejskich gór, miejscami osiąga wysokość 700 metrów i ma długość 21 km, a kolor wody jest szmaragdowy – przepiękny. Jedziemy krętymi drogami tuż przy kanionie, aż docieramy do ujścia rzeki – sztucznego jeziora Sainte-Croix.

