Mówi się o tym miejscu Riwiera Szwajcarska i rzeczywiście jest pięknie. To właśnie w tym miasteczku komik Charlie Chaplin spędził swoje ostatnie 25 lat życia. Po obiedzie ok godziny 17 ruszamy w drogę powrotną na camping. Mijamy wiele winnic na zboczach gór. Ze spraw technicznych rodzi się problem zużytego łańcucha w Kawie Piera. Jest tak wyciągnięty, że w jednym miejscu wisi jak szmata, a w drugim aż koło blokuje. Pozostaje zamówić nowy komplet z zębatkami w Lozannie w serwisie Kawasaki, do odbioru na następny dzień.
O godzinie 19. idziemy do Brydzi. Częstuje nas pysznym, typowo szwajcarskim jedzeniem. W specjalnej maszynce topi się 3-kilogramowy ser. Do tego ziemniaki i pyszne wino. Wieczór jest bardzo udany, kończy się na 12 butelkach wina, a śmiechu jest co niemiara. Wracamy do namiotów o północy i idziemy spać.

27 maja w piątek wstajemy dość wcześnie, bo o ósmej, a tego dnia zaplanowana jest tylko wymiana łańcucha w SX-ie Kamila. Jedziemy do serwisu Kawy, łańcuch z zębatkami już czeka. Boimy się trochę, że chłopaki od „Zielonych” nie będą mieli czasu na zmianę i będziemy musieli dłubać sami, co zabrałoby nam trochę czasu, ale okazuje się, że służą pomocą. Umawiamy się na telefon jak będzie do odbioru. Piero wskakuje na Olkowego GS-a i jedziemy stromo w dół do Lozanny nad brzeg jeziora Genewskiego.
Lozanna to stolica kantonu Vaud. Swoją siedzibę ma tutaj od 1914 roku Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Trochę spacerujemy, ale jest tak ciepło, że i znajduje się czas na leżankę w parku. Hubert od czasu do czasu dodaje, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i nie dziwimy mu się, bo też to czujemy, początek wyprawy, ekipa, pogoda, widoki na medal i do tego wszystkiego nasze motocykle. O 15 dzwonią z serwisu, że moto gotowe. Po obiedzie ruszamy z powrotem odebrać sprzęt.

Kamil zadowolony, my też. W planach na wieczór jest grill przy namiotach, więc po drodze zahaczamy o Aldi, żeby zrobić drobne zakupy. Na camping zajeżdżamy na 18:30. Kiełbasa na grillu nie smakuje tak samo jak ta nasza polska, ale wszyscy się najadamy i o 23. idziemy spać. Na kolejny dzień zaplanowany jest dojazd do Kanionu Verdon, a to całe 500 km. Droga wiedzie przez Alpy, więc to niemało.
Sobotę 28 maja zaczynamy o 6. rano pakowaniem motocykli. Tomek pobyt zaplanowany ma do niedzieli ze względu na brak dłuższego urlopu, lecz prognozy pogody na niedzielny powrót do Hagen nie są ciekawe. Jak na złość, w zapowiedziach huragany i liczne ulewy. Tomek rusza w drogę powrotną do domu w sobotę. Szkoda, ale co zrobić. Jeden odpada.
Do Verdon w deszczu
Jak później się okazuje, prognozy nie kłamią – leje tak, że autostrady w Niemczech zamykają. O 8. na bramie campingu czeka na nas Olek i ruszamy razem do Chamonix-Mont Blanc. Po drodze zatrzymujemy się przy moście Pont De Gueuroz o wysokości 187 m, zbudowanym w 1934 roku. Podobno Szwajcarzy mówią o nim „most samobójców”, bo bardzo często ludzie skaczą z niego odbierając sobie życie. Prowadzi do niego fajna, wąska i kręta droga.
