śr., 19 sty 2022

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

-

Historia, na którą się właśnie natknęliście, traktuje o charakterach ludzi, trudach letniej, trwającej miesiąc podróży po pięknej, zaskakującej i nieprzewidywalnej Turcji. Przed wami ósma część moich przygód…

Autor tekstu i zdjęć: CeloFan

Jeżeli spotykacie się z moją wyprawą dopiero przy tej części, wklejam od razu linki do poprzednich, czyli: pierwszej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.1: Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria]

drugiej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.2: Bułgaria, Turcja – Stambuł]

trzeciej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.3: Eskisehir, Mikrodrogi, Morze Czarne]

czwartej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.4: Of, Bayburt, Góry Pontyjskie]

piątej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.5: pasterz, przebita opona, bordowe błoto nad przepaścią…]

szóstej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.6: Góry Munzur, wąwóz Karanlik i Goreme – serce Kapadocji]

siódmej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.7: Göreme, Demirkazık, Adana]

ósmej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.8: lepki upał, serwis Obeliska, śródziemnomorska plaża]

dziewiątej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.9: łamanie prawa, kara oraz niezłe loty]

oraz dziesiątej

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.10: niespodziewana naprawa i przepiękna trasa]

 

Jesteście na bieżąco? Ruszamy po kolejne przygody!

Dzień 24

Na sofie w holu siedzi dziewczyna. Skromnie siedzi. Noga na nogę, dłonie na kolanach przytrzymują małą, skórzaną torebkę. Długa sukienka w stonowanych kolorach przykrywa nogi, aż do szpilek. Czas wyrysował już nieliczne zmarszczki, jednak wciąż jest bardzo atrakcyjna. Szczupła twarz, duże, zielone oczy, podkreślone nienarzucającym się makijażem. Kobieta z klasą – myślę. Zauważyłem ją, kiedy wchodziłem na górę po resztę bagażu. Hol mały. Trudno nie zauważyć.

– Jest pan Polakiem – zagaiła czystą polszczyzną, kiedy zszedłem z piętra.
– Tak – odpowiedziałem zaskoczony, bo wstała z gracją i podeszła na wyciągnięcie dłoni.

Zaciągnąłem się przyjemną wonią perfum. Jest wysoka i mimo nieobcisłej sukienki, widać, że jest bardzo zgrabna. Z początku, przez zaskoczenie, onieśmieliła mnie swoją otwartością. Po kilku zdaniach, jakby w tę polszczyznę wdarł się jakiś taki akcent niechciany. Sporadycznie. Przedstawiła się i choć imienia nie pamiętam, poprawiła je zaraz na bardziej polskie. Odzyskałem pewność siebie.

Jest polką, bizneswoman i podróżuje jak ja, tylko nie motocyklem. Od dawna nie była w kraju. Mówi też po bułgarsku, po angielsku i po niemiecku. Wyraziła żal, że nie spotkaliśmy się wczoraj wieczorem, bo nocowała w tym samym hotelu, a że miło usłyszeć rodowity język, z przyjemnością zajęłaby sobie czas pogawędką. Dziś jedzie do Grecji. Nasza rozmowa trwała piętnaście, może dwadzieścia minut. Przez ten czas wymieniliśmy poglądy na przeróżne, neutralne tematy, a w każdym miała coś do powiedzenia. Swoje argumenty snuła z logiczną precyzją nie do podważenia. Nieudawany, lecz stonowany podziw dla motocyklistów, wyraziła w sposób wdzięczny i nienachalny. Mówiąc, zawsze patrzyła w oczy. Właściwe słownictwo, kultura, błyskotliwość, ogłada i inteligencja. Można by opisać ją w samych superlatywach. Kobieta – erudyta. Na dodatek piękna, zadbana, bez sztucznych paznokci, jak to w Bułgarii modne, pewna siebie, a jednocześnie sympatyczna, ciepła i naturalna. Bez pozerstwa. Pożegnaliśmy się i odeszła, odwracając się jeszcze raz, zanim zniknęła za rogiem budynku.

Kobieta wolnego zawodu, potrafi spowodować, że w każdym mężczyźnie krew zawrze, obudzą się demony, opiekuńczość, albo wyjdą na jaw słabości, jakby ich nie skrywał. Potrafią jak kameleon, dostosować się do każdej okoliczności. To najlepsze aktorki na świecie.

***

Bardzo chciałem przepłynąć Dunaj, innym promem niż w Nikopolu. Ciągle tylko Nikopol i Nikopol, albo most w Ruse. No to pojechałem do Swisztow. To między Nikopolem a Ruse.

– Prom odpłynął pół godziny temu. Następny będzie za 4 godziny. Jedź do Ruse – oznajmił znużony celnik.

Pojechałem do Nikopola. Tutaj poczekałem godzinę i bez przeszkód przeprawiłem się do Rumunii.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Zatrzymałem się dopiero w Corbeni, przy drodze DN7C. Chyba każdy motocyklista zna tę drogę. Jutro odświeżę sobie pamięć o Transfogaraskiej.
P.s.: Wieczorem jest rześko. Trochę stęskniłem się za tą rześkością.

Dzień 25 i 26 i tak dalej aż do końca…

– Jest blisko stacja benzynowa? – pytam chłopaka, który wczoraj wręczył mi klucz do pokoju.

– Jest, ale lepiej tam nie tankować – odpowiedział z absolutną pewnością w głosie.

Rezerwa jeszcze się nie świeci, ale benzyny jest mało w bakach. Nie wrócę do Sebes i nie zaryzykuję po takiej rekomendacji, tankowania na jedynej stacji na drodze Transfogaraskiej od południa na północ. Została mi benzyna z zapasu, który wożę ze sobą. Niech się przyda. To da mi pewność, że przejadę te 100 kilometrów.

Samej DN7C, zwanej Transfogaraską, nie trzeba opisywać. Dość wspomnieć, że przyjeżdża tu masa motocyklistów z różnych końców Europy w różnym celu. Jedni chcą podziwiać widoki, innych przyciągają zakręty i serpentyny tuż przy przepaści, choć torowych prędkości się tu nie rozwinie. Są i tacy, co chcą zaliczyć tę trasę, żeby odhaczyć ją sobie w osobistym zeszycie chwały. Sam za pierwszym razem pojechałem tam, bo jeżdżą tam wszyscy miłośnicy Rumunii i jej atrakcji. Co motocyklista, to inna przyczyna.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Trudność Transfogaraskiej zależy jedynie od prędkości. Swoje opony zdzierają tam wszelkiej maści motocykle. Sporty, szosowe turystyki, enduromaszyny, trzystukilowe cruisery z biegiem wstecznym i z klubowymi kanapami, oldskulowe klasyki z koszem i bez kosza, skutery, czopery z manetkami wyżej kasku, Harleye. Wszystko, co ma dwa koła i silnik, było tu, jest, albo będzie tędy jechało.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Dziś rano przypomniałem sobie nieco statystyk związanych z budową tej drogi. Powstała za czasów dyktatora rumuńskiego Nicolae Ceaușescu. Na jej budowę zużyto 6 tysięcy ton dynamitu. Jak podaje Wikipedia, przez cztery lata budowy, życie straciło na niej… kilkuset żołnierzy. Po takich informacjach nieco inaczej podchodzi się do radosnego pląsania asfaltem wśród starodrzewu, wjeżdża w tunele, forsuje silnik, rozpędzając maszynę pod górę.

Tak sobie rozmyślam z aparatem w dłoni na jednym z wiraży, a tu jadący motocykli zmienia właśnie trajektorię. Wielkie BeeMWu GS, ląduje na „mojej” łączce. To Tomek i jego pasażerka, Wiola. Od nich dowiedziałem się, że 10 minut jazdy stąd, przy drodze, stacjonują niedźwiedzie.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

***

Niedźwiedź

To koniec lata i niedźwiedź szykuje się do długich miesięcy bez pożywienia. Do pierwszych śniegów, musi podwoić swoją masę. Ta strategia pozwoli mu przygotować swój metabolizm na długą, samotną zimę w gawrze.

Doświadczony niedźwiedź wie, gdzie wodopój z krystalicznie czystą wodą i gdzie pożywić się najłatwiej. Na jego terytorium pojawił się nowy gatunek. Słabe to i bojaźliwe stworzenia, na które za chwilę zapoluje. Okupują niezarośnięty, długi, ale wąski obszar, między stokiem a stromym wzniesieniem, po którym niedźwiedź schodzi z chaszczy na łowy. Tylko ten wąski pas twardego podłoża, nadaje się do egzystowania dla przyszłych ofiar drapieżnika. Organizmy te, są tak nieprzystosowane, że mogą tylko tam bytować. Przemieszczają się w ryczących, śmierdzących i niejadalnych skorupach. Są za to bardzo łatwe do schwytania i mają dużo kalorii. Powolne, wylęknione i bezradne tak, że kiedy niedźwiedź jest godny, wystarczy… że się pokaże.

Wtedy, skorupy, które są w pobliżu, zatrzymują się na swoim życiodajnym pasie, a szkodniki ze swych skorup, w panice wydobywają wszystko, co tak skrzętnie gromadziły. Wszystko, co nadaje się do jedzenia, ląduje wprost pod potężne łapy niekwestionowanego króla zalesionych gór Fogaraskich.

Bez wysiłku, niedźwiedź łupi naiwnych, póki nie oddadzą wszystkiego, nawet nie musząc ich samych atakować.

Jego ofiary w tym czasie wyjmują pudełka i błyskają nimi, próbując w geście uniżoności i chęci pojednania przetrwać spotkanie z drapieżnikiem. Przeważnie to działa. Ludzie, bo tak nazywa się ów wykorzystywany gatunek, wiedzą, że nie mają żadnej szansy z potęgą mięśni i pazurów leśnego potwora. Nawet w stadzie czują się zagrożeni. Niedźwiedź zna zwyczaje tych pokrak i zmusza do zatrzymania stado, nigdy jednego osobnika. Jeden osobnik ma zbyt mało pożywienia. Kiedy zatrzymana zgraja odda wszystko, puste skorupy pierzchają ze szkodnikami w środku, a na ich miejsce niedźwiedź zatrzymuje następne, jeśli nadal głodny.

Najedzony do syta niedźwiedź nie czeka, aż błyskające pudełka znikną z łap szkodników. Niespiesznie odchodzi, majestatycznie stąpając po runie. Jest u siebie. Tu żyje i jest bezlitosny dla konkurencji. Głodny potrafi zaatakować konia. Jego pazury zrywają korę najtwardszych drzew. Nie ma silniejszej bestii w tym regionie. Czemu słabe i bezbronne istoty miałyby stawiać jakikolwiek opór? Teraz ich wąski, płaski pas po którym się przemieszczają, stał się jadłodajnią niedźwiedzia…

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

***
Droga DN7C jest zbyt krótka. Nie nadaje się na całodniowe przemieszczanie się po niej. Mimo że wiele czasu spędziłem tam na wszystkim, tylko nie na jeżdżeniu, i tak do zmierzchu zostało dużo czasu.

Na stacji benzynowej uzupełniłem paliwo i przecinając główną szosę, pojechałem w poszukiwaniu nieutwardzonej drogi.

Rumunia to taka kraina, że jadąc huczącą i dudniącą szosą, za kilka chwil można znaleźć się w enklawie spokoju i harmonii, gdzie przyroda zdaje się domem, nie cyrkiem do oglądania. W enklawie ciszy, ciszę burzy tylko silnik motocykla. Jednak kiedy go wyłączyć, kiedy ustanie ostatni grzmot z tłumika, natura natychmiast przejmuje pierwsze skrzypce. Ptaki znowu śpiewają trele niosące się po łąkach, zwierzyna płowa skubie soczyste źdźbła, drzewa szepczą w rytm letnich tchnień wiatru, a człowiek zaciąga się pachnącym łąką powietrzem, patrzy z niedowierzaniem na to wszystko i myśli… Co ja tu robię? Taki niepasujący, inwazyjny, destrukcyjny i słaby.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Tutaj właśnie, na liczniku obeliska wyświetliło się 190 tys. kilometrów przebiegu.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

***
Po niespełna dwudziestu kilometrach szutrowania, zjeżdżania i wjeżdżania po kamienistym szlaku, omijania kolein, rozpadlisk wydrążonych wodą, telepania się pod górę i w dół, znienacka wyjechałem między domami na wioskę z asfaltem, wymalowanym liniami jakby wczoraj.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Droga ta zaprowadziła mnie do starego, zapuszczonego dworca bez okien, zardzewiałych szyn kolejowych i zarośniętego torowiska. Po peronie chodzi dziewczyna. Myślę sobie, umówiła się tu z chłopakiem i czeka. Zająłem się fotografowaniem.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Jak nagle coś zaryczy!

To maszynista ostrzegł mnie w ten sposób, że dziś daruje mi życie
Dworzec może nie działa. Tory może i zarośnięte. Szyny zardzewiałe, ale dziewczyna czekała na pociąg… Nie na chłopaka.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

***
Droga zaprowadziła mnie do miasta Targu Mures. W zasadzie to dobrze, bo czas rozejrzeć się za noclegiem. Niedobrze jednak, bo peryferie miasta to jedno wielkie zbiorowisko fabryk, magazynów, słupów, kurzu, elektrowni, remontów, szarzyzny, korków i wszędobylskiego pyłu. W centrum oczywiście tego nie widać, ale wrażenie postapokaliptycznego chaosu pozostało. Choćby i w pałacach, tutaj nie zostanę. Do Casa IRIS Petresti mam jakieś 150 kilometrów. Tam zawsze jest swojsko, cicho i spokojnie. Można bezpiecznie zaparkować motocykl, pogadać z Mircea, napić się kawy i odpocząć. Istnieje tylko ryzyko, że może nie być miejsca w pokoju. Jest sezon, a Casa Iris leży na samym początku znanej trasy motocyklowej – Transalpiny. Zaryzykuję. Nawet jeśli nie będzie miejsca, nie zostanę przecież na ulicy.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

I tak, o zmierzchu skończyłem swoje zmagania z drogą, w jednym z najbardziej przyjaznych i odpowiednich do odsapnięcia miejsc w Rumunii. Łóżko się znalazło, a i towarzystwo dopisało. Obelisk jest czwartym motocyklem na posesji z tablicami z Polski

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju] Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Dzień 26

Ociągałem się, wyjeżdżając z Casa Iris. Wiem, że i tak tam znów przyjadę, jednak opóźniałem wyjazd, jak się dało. Przede mną wizja pędzących samochodów, nużąca monotonia autostrad i ekspresówek. To przeze mnie samego. Tak dzieliłem czas, żeby jak najdłużej zostać w Turcji, a i w Rumunii, żebym nie skończył na dwóch pasach w jedną stronę. Teraz czas przeskoczyć jednym susem do Polski.

I tak po zachodzie słońca, znalazłem się pod Krakowem u kolegi, niejakiego Raffika, który nie wahał się przyjąć pod dach zdrożonego, zakurzonego turystę z lekko rannym KaTeeMem.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Dzień 27 i 28

Spod Krakowa, niemal samymi autostradami, przejechałem do Porażyna, gdzie na następny dzień zacznie się zlot motocyklowy właścicieli Yamahy TDM. To tak stara tradycja, że większość z zacnego grona, TDM już tylko wspomina. Ostoją przyjaźni i dobrych znajomości nie są jednak same motocykle, tylko charaktery ich posiadaczy. Nikomu więc nie przeszkadzało to, że część przyjechała innymi jednośladami, a część nawet czterokołowcami. I uwaga. Najmłodszy członek zlotu ma niecały rok. Najstarszy, nie wiem. Mam nadzieję, że to nie ja. Z dinozaurów robi się paliwo, nie towarzystwo.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

A droga do Porażyna wyglądała tak: deszcz, deszcz, ulewa, siąpi, deszcz, ulewa, większa ulewa, potop, siąpi, deszcz ulewa, słońce, ulewa, deszcz. Dopiero na miejscu przestało się mieszać pogodzie i pozostała przy słońcu.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Nie wdając się w dzień 29 i w szczegóły, 30-go dnia, po raz pierwszy od miesiąca włożyłem klucz do drzwi, za którymi mieszkam.

KONIEC!

Podsumowanie

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

Lubimy cyfry, dane, średnie i w ogóle statystyki. Przyzwyczajeni też jesteśmy, że nie ma wyjazdu bez podsumowania. Zacznę jednak od bagażu. Od tego, co zabrałem ze sobą, a było bezużyteczne, albo pełniło inną niż zamierzona funkcję:

Dwa statywy fotograficzne. Jeden mały, do kamery, błąkał się po torbie przez 30 dni.
Drugi, pełnowymiarowy z masywną głowicą, służył za usztywnienie torby. Nie wyjąłem go ani razu.

Filtry ND do filmowania. Nie da się dobrze robić zdjęć i jednocześnie filmować. Uznałem tym razem zdjęcia za ważniejsze i filtry zajmowały tylko miejsce.

Buty do chodzenia po jeżowcach. Przejechałem wybrzeżem Morza Czarnego i Śródziemnego. Nie dotknąłem wody nawet palcem.

Przez 30 dni, przejechałem trochę ponad 10 tys. km. Tankowałem motocykl 43 razy.
Trzy razy zatrzymałem się na dłużej niż jedna noc. W Stambule, w Goreme i w Oludeniz.
Wyłapałem jeden mandat za prędkość.

Motocykl:

Motocykl spalił średnio trochę ponad 6 litrów paliwa na 100 km.
Jeden raz złapałem kapcia.
Kontrolka oleju, groźnie pobłyskiwała kilkukrotnie. Po wymianie oleju w KTM Adana, wszystko wróciło do normy.
Jeden raz pękł kolektor wydechowy. Doraźna naprawa potrwała 15, może 20 minut.

Cyfry jednak są nieważne. To tylko wypadkowa tego, co robimy i dokąd jedziemy. Powinienem napisać o najważniejszym. Ilu i jakich ludzi nie zdołałem poznać, czego nie zrozumiałem, nie zauważyłem, ominąłem i o czym zapomniałem. Tego jednak nie wiem.
Po raz pierwszy nie potraktowałem Turcji asfaltowo. Starałem się jak najczęściej omijać nie tylko autostrady i ekspresówki, ale też podrzędne drogi. Po raz kolejny Turcja zaskoczyła mnie tym, co zobaczyłem. Zobaczyłem, jak wiele mnie ominęło, kiedy jeździłem tylko asfaltowymi drogami.

Kilka razy bałem się. Raz zupełnie poważnie, przynajmniej o zdrowie. Na mojej górze strachu, kiedy tylne koło znalazło się na krawędzi przepaści.

Czasem odczuwałem niepokój. Lubię samotność, jednak jak uprzytomniłem sobie, że zdany jestem tylko na siebie, zasięgu w telefonie nie ma, to musiałem się do tego przyzwyczaić. Tak już mam. Pustkowie, żar lejący się z nieba, droga od dawna nieuczęszczana, powodują dreszcze i jednocześnie jest to niepowtarzalnie ekscytujące. Już do tego tęsknię.
Mam wrażenie, że Turcja jest motocyklowo nieodkryta. Na palcach jednej ręki mogę policzyć motocyklistów, których widziałem poza utartymi szlakami i miastami. Nie widziałem ani jednego jednośladu na nieutwardzonych drogach.

Wszystko, co zobaczyłem, zostanie ze mną, póki pamięć nie zawiedzie. Jak zawiedzie, zostaną zdjęcia. Rozterki, radości, kłopoty i dylematy, w drodze są zupełnie inne niż te życiowe, codzienne. W drodze wszystko jest prostsze i zerojedynkowe.

Złapiesz kapcia, musisz go naprawić. Jest wieczór, trzeba poszukać noclegu. Jesteś głodny, trzeba zatrzymać się, żeby zjeść. Brakuje benzyny, od razu na stację. Nie odłoży się niczego na potem. Nie da się zrobić czegoś na raty, odłożyć na jutro. Wszystko jest proste, ale obowiązkowe. Dlatego myślę, że podróżowanie to swoisty sprawdzian. Tępi lenistwo, podnosi samoocenę, wymusza obowiązkowość, wyostrza zmysły, wzbudza emocje i powoduje, że przestajemy być obojętni. No i poszerza horyzonty. Tym razem przekonałem się, że nie każdy biednie ubrany jest biedny. Że nie każde bogactwo to luksus i pieniądze. Że wracając w znane miejsca, można poznać je na nowo, albo dokładniej. Że mimo pozornej samodzielności, w podróży potrzebni są ludzie. Że ludzie byli, są i będą z gruntu pozytywni, porządni i uprzejmi, poczciwi i uczciwi.

Myślę, że kto chce pojechać, spełniając swoje marzenie, nie obawia się drogi, kłopotów, granic, awarii. Gdzieś tam z tyłu głowy obawia się siebie i swoich wyimaginowanych ograniczeń. Niepotrzebnie. Przełamując się raz, przełamie się na zawsze. Jedyna rada, jaką mogę tu dać, to: UWAŻAJ! Podróżowanie wciąga. Czasami na długie lata albo i na zawsze.
Doświadczeni motowłóczędzy wiedzą o tym dobrze. Ja dowiaduję się za każdym razem, kiedy koła zaczynają się kręcić.

Motocykl po turecku – wyprawa starym KTM-em 990 ADV do Wschodniej Anatolii [cz.11: spotkanie z piękną Polką, niedźwiedziem, powrót do kraju]

P.s.: Sam nie przygotowałbym motocykla do drogi. Przyczyniła się do tego firma Szkolenia Motocyklowe. Pod okiem Szparaga, który mam wrażenie urodził się razem z narzędziami, mogłem zrobić wszystko co trzeba, żeby pojechać i wrócić na kołach. I tak się stało. Dziękuję za pomoc i przekazaną wiedzę.

Ha! Miło było poznać wesołą ekipę z KTM Adana w Turcji, których stąd pozdrawiam.
Czekam niecierpliwie do następnego wyjazdu. Dokądkolwiek pojadę, kiedy by to nie było, już chciałbym się pakować.

Teraz już naprawdę KONIEC!

CeloFan

Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas treści nastawionej jedynie na kliki, która nie wnosi niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Kierowcy wysłali policji rekordową liczbę nagrań video w ramach akcji Stop Agresji Drogowej

Videorejestratory szturmem trafiają do samochodów, ale także coraz chętniej motocykliści korzystają z różnego rodzaju kamer, które rejestrują drogę. Wobec tego zeszły rok okazał się...

Junak 121 2022 – powrót króla pragmatycznej uniwersalności… [dane techniczne, cena, opis, opinia]

Junak 121 to motocykl, który spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem przez polskich motocyklistów i to już chwilę po jego premierze na rynku. Jego...

Kim jest polski motocyklista? – ankieta i konkurs Dobrych Sklepów Motocyklowych

Dobre Sklepy Motocyklowe już kolejny raz zapraszają motocyklistów do ankiety „Kim jest polski motocyklista?”. W tym roku nagrodą główną za jej wypełnienie jest topowy...

Prawo drogi – interaktywna, motocyklowa powieść cykliczna. Odcinek 1: Amnezja

Droga to dla wielu tylko środek dotarcia do celu. Dla motocyklisty to cel sam w sobie. Może to i frazes, ale właśnie wokół drogi...

Pierwszy, wzorcowy salon motocyklowej marki premium – MV Agusta otwarty w Poznaniu przez Grupę Karlik

MV Agusta Poznań to autoryzowany salon i serwis kultowej marki motocykli, która powstała we Włoszech w 1945 roku. Prowadzony jest przez Grupę Karlik -...