_SLIDERGrecja, Albania i Kosowo czyli jak motocyklem spełniać marzenia

Grecja, Albania i Kosowo czyli jak motocyklem spełniać marzenia [WYPRAWA]

-

Nagle zakręty zaczynają się prostować, lasy przerzedzać, a droga stopniowo prowadzi nas w dół. Ufff – myślę. Wreszcie koniec tej mordęgi. Nic z tego, po pokonaniu niewielkiej dolinki znów czeka na nas komplet – ponad 180-stopniowe agrafki, w tym także szutrowe, które pojawiają się znienacka jak kanary w tramwaju.

Po zdecydowanie zbyt wielu kilometrach tego piekielnego doświadczenia zdaję sobie sprawę, że gdzieś tam po lewej stronie trwa budowa pięknej, równej drogi. Widok ten cieszy mnie jak pierwsze promienie wiosennego słońca po długiej zimie.

Moja radość okazuje się uzasadniona – po kilku kilometrach dwie serpentyny kierują nas prosto na ukończony już odcinek. Jak cudownie jest nacieszyć się tak równiutką i pachnącą bitumem nawierzchnią! Jedziemy jak w amoku ciesząc się boską gładkością asfaltu.

Naprzeciwko Ochrydu

Grecja, Albania i Kosowo czyli jak motocyklem spełniać marzenia [WYPRAWA]
Pogradec – wesołe miasto nad jeziorem Ochrydzkim

Do Pogradca docieramy wczesnym przedpołudniem. Zabawne – rok wcześniej byliśmy w Ochrydzie, która jest stąd dosłownie na wyciągnięcie ręki. Z Macedonii albański brzeg wydawał nam się ponury i tajemniczy, tymczasem jest tutaj wesoło i gwarnie.

Krążymy dłuższą chwilę po bulwarze nad brzegiem jeziora. Zależy nam na kwaterach z ładnym widokiem. Odkąd zdaliśmy sobie sprawę, że upolowanie noclegu nie stanowi zazwyczaj żadnego problemu, staliśmy się wybredni.

Dhoma me qera – tabliczka informująca o wolnych pokojach wpada nam w oko dosłownie na początku bulwaru. Paweł idzie oglądać, jest ok. Bierzemy. Na dole jest jakiś podejrzany lokal z zakładami sportowymi, ale tuż obok pachną nam grillowane ryby. Przebieramy się i idziemy ich próbować.

albania motocyklem
Droga Struga – Debar to wspaniała motocyklowa trasa

Ten wieczór mocno nam się przedłuża, wypijamy nieco za dużo, więc następnego ranka przed wyruszeniem w dalszą drogę idziemy na długi spacer w poszukiwaniu burka – pysznej bałkańskiej buły nadziewanej mięsem, serem lub szpinakiem.

Po śniadaniu zjedzonym nad brzegiem jeziora ochrydzkiego pakujemy maszyny, ja dokręcam stelaż kufra i ruszamy w stronę Kosowa. Ze względu na brak przyzwoitej trasy przez Albanię, decydujemy się przejechać przez Macedonię. Tutaj zaskakuje nas wspaniała droga ze Strugi do Debar, biegnąca doliną Czarnego Drinu.

Dobrej jakości nawierzchnia pozwala po prostu cieszyć się jazdą. Brak tutaj trudnych technicznie agrafek, profile wszystkich zakrętów pozwalają składać się dość głęboko, a jednocześnie zapewniają spory margines bezpieczeństwa. Piękna, relaksująca trasa.

Nie możemy nacieszyć się tym krótkim odcinkiem, więc kiedy w Debar okazuje się, że Paweł zostawił gdzieś w połowie drogi szczękę swojego kasku modularnego, z radością wracam jej szukać.

W Peshkopii zatrzymujemy się w przydrożnym barze na szybką przekąskę i doskonałe espresso. Jestem zaskoczony, że w takim miejscu ktoś potrafi przygotować kawę zgodną z wszelkimi standardami espresso italiano. Okazuje się, że właściciel przez lata pracował we Włoszech. Gadamy chwilę, uśmiechamy się do uroczych Albanek, które z ciekawością oglądają nasze motocykle. Jest miło, czujemy się tutaj naprawdę dobrze.

albania motocyklem
Albania pożegnała nas piękną drogą

Albania żegna nas najlepiej jak potrafi. Droga z Peshkopii do Kosowa to cudowna mieszanka bajkowych widoków, szalonych zakrętów i nawierzchni tak gładkiej, że aż trudno nam w to uwierzyć. Szaleństwo! Od czasu do czasu przystajemy zdumieni szczęściem, które otrzymujemy na do widzenia.

W drodze po marzenia

Granica albańsko-kosowska to fikcja. W Vermice posterunki graniczne są tylko po stronie kosowskiej, a i to chyba tylko dlatego, że w Kosowie nie obowiązuje Zielona Karta i policja sprawdza czy kierowcy mają wykupione ubezpieczenie graniczne.

Jedziemy w stronę Peja. Chcę skorzystać z okazji i spełnić jedno ze swoich największych podróżnych marzeń – odwiedzić kanion Rugova. Kosowskie drogi są nudne i zatłoczone. Uwagę zwraca tylko większy niż w Albanii porządek i wszechobecne amerykańskie flagi.

Do Peja dojeżdżamy popołudniem, więc nie tracąc czasu jedziemy obejrzeć kanion. Dziwna i ekscytująca jest świadomość, że oto doświadczam czegoś, o czym marzyłem od lat, oglądałem filmy, zdjęcia, czytałem relacje. Wydaje się, że znam to miejsce na wskroś, a jednak zachwyca mnie ono tak, jakbym widział je po raz pierwszy.

albania motocyklem
Kanion Rugova – jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi
Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ