_SLIDERGrecja, Albania i Kosowo czyli jak motocyklem spełniać marzenia

Grecja, Albania i Kosowo czyli jak motocyklem spełniać marzenia [WYPRAWA]

-

Plan na dzisiaj jest ambitny: chcemy odwiedzić Meteorę i dotrzeć do albańskiej riwiery. Pierwsza część naszej trasy (droga nr 13) biegnie obrzeżami Parku Narodowego Góry Olimp. Na mapie to nic specjalnego, ale w rzeczywistości droga ta jest ujmująco widokowa i ma w sobie coś niezwykle dzikiego.

Problemem jest fatalne oznakowanie tutejszych dróg, które, przy braku dobrej mapy lub nawigacji, może zaprowadzić w bardzo dziwne miejsca. Nasza nawigacja TomTom Rider 410 radzi sobie nienajgorzej, ale kilka razy wjeżdżamy na czyjeś podwórko albo w uliczkę tak ciasną, że wątpimy czy uda nam się przejechać.

albania motocyklem
Greckie wioski sprawiają smutne wrażenie

Mijane wioski przypominają dekoracje do filmów historycznych. Zaniedbane gospodarstwa, opuszczone domy i łażące bez opieki owce i kozy wyglądają tak absurdalnie teatralnie, że czujemy się jak w skansenie. Zatrzymujemy się w przydrożnej kawiarni Elia w Deskati. Po kilometrach nędznych wioseczek i wszechobecnego dziadostwa knajpa wygląda tutaj dziwnie nie na miejscu, niemal surrealistycznie.

Mam plan, by do Meteory dotrzeć „od zaplecza”, czyli od strony gór. W tym celu muszę dokładnie zaplanować trasę w nawigacji, żeby nie kazała nam jechać objazdem przez Kalampakę. Udaje się, więc kończymy bardzo dobre espresso i ruszamy dalej. Im bliżej Meteory, tym droga robi się bardziej malownicza. Zakręty nabierają rumieńców i pozwalają na sporo zabawy.

Szosa coraz ciekawszymi łukami pnie się wyżej i wyżej, odsłaniając coraz piękniejsze krajobrazy regionu. Gubię Pawła i rzucam się w rozkoszną zabawę z winklami. Asfalt jest znakomity, klei niczym tor i sam prowadzi mnie w objęcia frajdy. Podekscytowany tą wspaniałą jazdą i mającym za chwilę pojawić się celem – Meteorą, oddaję się emocjom całkowicie.

Meteory, meteoryty

albania motocyklem
Piękna droga w stronę Meteory

Odcinek od Skepari do Meteory to pierwsza taka motocyklowa droga na naszej trasie. Prawdziwa orgia zakrętów, przeplatana oszałamiającymi widokami. Żal się zatrzymywać i robić zdjęcia, żal gubić tego niesamowitego rytmu, który kołysze motocykl z prawej na lewą stronę, każe ostro przyspieszać i hamować tuż przed zakrętem. Odpuszczam sobie używania biegów innych niż dwójka. Silnik śpiewa zachwycony, uwalniając endorfiny oktanów, jesteśmy jak jeden organizm, jak duet idealny.

Nagle w oddali dostrzegam coś, co sprawia, że mimowolnie krzyczę w wizjer z radości. Na wielkich skalnych słupach wyrastających kilkadziesiąt metrów z ziemi stoją stłoczone ciasno zabudowania klasztorów. Zobaczyć to miejsce było moim marzeniem od zeszłego roku. Oglądałem zdjęcia i filmy, czytałem na temat Meteory i planowałem tę chwilę. Jakże cudownie jest widzieć to na żywo, jak pięknie spełniać marzenia!

albania motocyklem
Klasztor Świętej Trójcy. Olśniewający widok!

Jak w amoku objeżdżam kilka klasztorów, przystaję by zrobić zdjęcia, oglądam wszystko z otwartymi ustami. Nie mogę uwierzyć, że taki cud mam na wyciągniecie ręki, jestem tuż obok. Tabuny turystów i konieczność pokonania setek schodów studzą mój zapał do zwiedzania. Krętą drogą podjeżdżam jeszcze pod cudowny klasztor Varlaam, by z bliska obejrzeć choć jedną z niezwykłych budowli.

Ze szczęściem w sercu, bananem na twarzy i litrami endorfin we krwi opuszczamy niezwykłą Meteorę i kierujemy się w stronę Albanii. Za Joanniną mijamy zjazd na wąwóz Vikos wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako najgłębszy na świecie. Szkoda, że tym razem nie mamy czasu na jego zwiedzanie. Niedługo potem przekraczamy albańską granicę w Kakavii i zmierzamy w stronę Sarandy.

Albania to piękny, górzysty kraj, w którym mieszkają niespełna 3 miliony mieszkańców, z czego jedna trzecia w stolicy – Tiranie. Oznacza to bardzo niewielką gęstość zaludnienia i ogromne połacie czystej, nieskalanej natury. Mamy w planie doświadczyć jej za kilka dni, tymczasem chcemy na własne oczy zobaczyć jeden z największych motocyklowych cudów tego kraju – albańską riwierę czyli drogę SH8.

albania motocyklem
Drogi zachodniej Albanii są gładkie jak stół

Zanim dotrzemy do Sarandy czeka nas kolejna motocyklowa przygoda, których podczas tej wyprawy nie brakuje. Niesamowity, potwornie kręty odcinek łączący Jorgucat i Krongji (droga SH78 i SH99). Tyle frajdy jednego dnia? Cóż poradzić, rzucamy się w kolejne zakręty nie zwracając uwagi na zmęczenie. W zeszłym roku spodobało mi się w Albanii, ale teraz jestem pewien, że pokocham to miejsce jak niegdyś Czarnogórę i Słowację.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ