
Nieubłaganie zbliżamy się do Sajgonu. Kontynuujemy podróż w kierunku granicy z Kambodżą, więc staramy się ominąć tę metropolię możliwie najbardziej zewnętrzną obwodnicą. Po raz pierwszy spotykamy kategorie dróg, na które wstępu nie mają jednoślady. Cóż za zdziwienie, wydaje się, że tutaj motocykle wjeżdżają wszędzie.
Południe kraju leży w rozlewisku Mekongu i jego odpływów. Tysiące rzek i rzeczułek, w praktyce ilość mostów jest ograniczona do największych dróg. Podążając mniejszymi szukamy przepraw promowych, co bywa kłopotliwe.
Mija nam 20 dni w drodze i ponad 1600 pokonanych kilometrów, gdy docieramy do przejścia granicznego z Kambodżą. Zobaczyliśmy miejsca, do których nie dotarlibyśmy, gdyby nie własne dwa kola, przy okazji uniknęliśmy frustracji związanej z korzystaniem z komunikacji publicznej, której wiele brakuje do europejskich standardów.
Wietnam opuściliśmy z przekonaniem, że to świetne miejsce na wyprawę motocyklową, szczególnie zimą, kiedy u nas warunki nie pozwalają na czerpanie zbyt wiele przyjemności z jazdy.
Twoja kolej
Bez względu czy masz tydzień, dwa czy miesiąc, znajdziesz trasę dla siebie. Na spokojne pokonanie odcinka północ – południe, czyli Hanoi – Sajgon, lub odwrotnie potrzebować będziesz jakieś 16-17 dni (najkrótsza trasa to 1700km), chociaż jeśli masz żelazny tyłek, to i w 14 dni się da. Kwestia priorytetów. Nie licz jednak, że dosiądziesz sprzętu powyżej 250 cm3, a i taka pojemność będzie kosztowna.
Wietnam to też niezły pomysł na rozpoczęcie przygody z Azją południowo-wschodnią. Nie jest tak ekstremalny dla azjatyckich nowicjuszy jak Chiny, choć Wietnamczycy mają wiele wspólnego ze swoimi północnymi sąsiadami. Z drugiej strony doświadczysz niekończącego się wybrzeża z niesamowitymi plażami, malowniczych gór, orientalnych zabytków i spróbujesz kuchni, która może nie jest wybitna i specjalnie urozmaicona, ale dość łatwa do tolerowania przez nasze żołądki i na pewno nie popsuje wspomnień.
Wietnam jest też tani, o ile nie masz klapek na oczach i nie dajesz sobie wcisnąć każdej ściemy. Poruszając się samodzielnie, poza głównym szlakiem turystycznym, masz duże szanse uniknąć wszelkiej maści naciągaczy i oszustów, których niestety nie brakuje.
Od czego zacząć?
Znaleźć tani bilet do Wietnamu jest łatwo – 1700 PLN w dwie strony to już nic nadzwyczajnego, a można upolować okazję za 1200 PLN. Taniej nigdzie do Azji nie będzie, chyba, że czarterem do Bangkoku, ale w jedną stronę…
Jeśli nastawiasz się na enduro, to musisz się liczyć z dziennym wydatkiem rzędu 25-35 USD za wypożyczenie Hondy CRF250L lub starszej XR (125 lub 250ccm). Warto zabrać się za to jak tylko będziesz mieć w ręku bilet. Takie sprzęty rezerwowane są z dużym wyprzedzeniem. Masz mało czasu, a budżet pozwala na ekstrawagancje? Przejrzyj gotowe oferty wypraw (5 do 20 dni). Zanim wyślesz zaliczkę sprawdź opinie o organizatorze.
Poruszanie się po Wietnamie jest jednak na tyle proste, że spokojnie poradzisz sobie samemu. Drogi, z nielicznymi wyjątkami, są dobrej jakości, a internetowe mapy dość wiernie oddają ich położenie. Wyrób międzynarodowe prawo jazdy, pewnie się nie przyda, ale formalnie jest wymagane.
Jaki sprzęt?
Zdecydowana większość jednośladów poruszających się po drogach Wietnamu nie przekracza 125 cm3, dominują jednak jednocylindrowe stodziesiątki o mocy około 10 KM. Mało? Wystarczy, żeby wieźć twój tyłek i torbę, o ile razem nie macie więcej niż 150 kg. Co bardziej zdesperowani zasiadają w dwójkę wraz z bagażem – da się, tyle, że nigdy nie wiesz ile koni pozostało w maszynie z tych nominalnych 10. Manual, półautomat, skuter? Co kto lubi.
Podróżowanie po Wietnamie na motocyklach jest popularne, wyrosła nawet gałąź handlarzy, którzy specjalizują się w obsłudze budżetowych podróżników. Bezsprzecznie najpopularniejszym sprzętem jest „Honda Win”, która z Hondą wspólną ma tylko podrobioną naklejkę z jej logo. W większości to chińskie klony wspomnianego modelu, czasami wyrób lokalny lub z krajów ościennych. Nie ma to większego znaczenia, te motocykle przechodziły już tyle napraw i remontów, że mogą mieć części z każdej części globu.
Zaletą tego sprzętu, poza manualną skrzynią, którą docenić łatwo w górach, jest też położony w tradycyjnym miejscu duży bak (8l), dający zasięg powyżej 350 km. Więcej zalet próżno się doszukiwać, może poza kosztami eksploatacji, które w naszych warunkach porównać można raczej do roweru.

Jakbyście mogli to rozpropagujcie SUPER FESTIWAL (unikat w skali kraju)https://www.facebook.com/theartofride/photos/a.212361178868351.39932.168228993281570/791670704270726/?type=3