NajnowszeDo Albanii przez Portugalię. Triumphem Bonneville po marzenia

Do Albanii przez Portugalię. Triumphem Bonneville po marzenia

-

Żar chorwackiego nieba

Wanderer (53)Pobudka wcześnie rano i znów zapowiada się upał. Sprawnymi już wyćwiczonymi ruchami pakuję namiot, mocuję wszystko do kupy i jazda. Postanawiam jechać do Novalij na wyspie Pag. Zawsze ciągnie mnie do tego miejsca. Bylem już tam kilkakrotnie, ostatni raz na moim osiołku we wrześniu zeszłego roku. Rozbijam się tym razem na kempingu Sv.Duch, który prowadzi zagorzały motocyklista Anton. Tam poznaję wielu przesympatycznych ludzi. Postanawiam, że zostaję tu przez kilka kolejnych dni.

Wieczorem spotykam się z siostrą i jej rodziną. Przy zimnym arbuzie i chłodnym piwie siedząc wieczorem na tarasie z widokiem na nabrzeże rozmowom nie ma końca. Po powrocie na kemping jeszcze nocna kąpiel w morzu. Wszechogarniająca cisza zabarwiona dźwiękiem cykad działa jak balsam na zmysły. Rozgwieżdżone niebo nade mną dopełnia chwilę.

Wanderer (56)Kolejne dni nie różnią się niczym szczególnym od siebie. Czas spędzam na błogim plażowaniu urozmaiconym wieczornymi wypadami do siostry i szwagra na piwko i cevapcici – lokalny przysmak i pysznego arbuza. Lenistwo totalne. Tam i z powrotem jeżdżę tylko w klapkach i koszulce. Upał skutecznie zniechęca do zakładania spodni i butów Zresztą kto by się tym przejmował.

Wybieram się do Zadaru w celu nabycia nowego kasku. Stary jest już mocno sfatygowany – swoje przeżył, w dodatku pękł zawias wizjera, przez co otwieranie i zamykanie go było mocno utrudnione. Kupiłem nowy kask za stosunkowo niewielkie pieniądze. W czasie powrotu z Zadaru, na wyspie Pag spotkałem dwóch Polaków – Mariusza i Michała, którzy odpoczywali w cieniu pod wiatą autobusową. Na objuczonych rowerach z Polski kierują się na Makarską. To jest wyczyn!

Wanderer (57)Pobudka szósta rano. Upał tak nieznośny, że nie da się wysiedzieć w namiocie. Słońce wygania bezwarunkowo. Przez wszystkie dni pobytu w Chorwacji nie ma ani jednej chmurki na niebie. Poranna kawka przy stole z nowymi przyjaciółmi z Czarnogóry i Chorwacji, przy jedynym stole stojącym w cieniu w głębi kempingu przy recepcji. Nad głową cykady zakłócają rozmowy. Czas płynie leniwie. Stół obstawiony kubkami z kawą i szklankami z wodą. Woda to taki zwyczaj w niektórych częściach Chorwacji, podobnie jak w Grecji. Dodają ją do kawy. Dymek z papierosa trzyma się wokół naszego towarzystwa, ponieważ nie ma żadnego ruchu powietrza. Parno. Ręczniki od wczoraj nie powysychały, trzeba czekać do południa. Wieczorami, jak jest ciemno, mimo że jest nadal 30 stopni Celsjusza, motocykl pokryty jest tak grubą rosą jakby padał deszcz.

Ludzie leniwie wyłażą ze swoich kamperów i przyczep i kierują się do umywalni. Kot kręci się miedzy nogami. Pies obok na łańcuchu cieszy się z względnego chłodu leżąc w cieniu przyczepy, bo za chwile będzie tu jak na patelni. Wysokie trzciny rosnące dookoła kempingu nie dają ani trochę cienia czy orzeźwienia. Motocykl stoi w oddali przy namiocie pokryty białożółtym pyłem utrwalonym nocna wilgocią. Temperatura w ciągu dnia jest nieznośna i gdyby nie było możliwości siedzenia w wodzie, byłaby nie do wytrzymania. Wieczorem jak zwykle odwiedziłem siostrę z rodzinką.

Wanderer (54)Dziś ostatni dzień w Chorwacji, więc relaksuję się przed podrożą. Jadę do siostry i idziemy z całą rodzinką na plażę, po czym żegnamy się życząc sobie szybkiego zobaczenia. Wracam na mój kemping dalej relaksować się w wodzie. Wieczorem z przyjaciółmi oblewamy mój szczęśliwy powrót do domu, a oni przygotowują scenę, na której za dwa dni ma się odbyć koncert z okazji zlotu motocyklowego. Żegnam się z nimi około północy i idę spać, bo rano, sądząc po prognozie pogody, czeka mnie wyzwanie.

Wstaję wcześnie rano, pakuję się i ruszam w drogę. Ileż razy to już robiłem. Jakieś 50 kilometrów za wjazdem na autostradę kolo Zadaru zaczyna się deszcz. Wkrótce temperatura spada do 15 stopni. Całą Chorwację, Słowenię i większą część Austrii pokonuję w deszczu. Na Słowenii wszędzie widzę pola i okolice domostw pozalewane żółtą, gliniastą wodą. Rzeki wylewają się z koryt. Temperatura spada do 11 stopni Celsjusza, co nie jest przyjemne. W okolicach Passau w Niemczech przejaśnia się, ale koło Norymbergi ponownie leje. Całe szczęście że na krótko. Nocleg znajduję na polu, jak zwykle pod namiotem.

Wanderer (51)Pobudka o 6 rano – tym razem z zimna. Na zewnątrz ciężkie chmury i przelotny deszcz. Temperatura to tylko 7 stopni Celsjusza. Nieprzyjemnie w porównaniu do 37 stopni jeszcze niedawno, tym bardziej, że czeka mnie autostradowy przelot. W końcu po kilkuset kilometrach się ociepla do 12 – 15 stopni i cały czas oscyluje w tych granicach. Deszcz łapie mnie jeszcze kilka razy. Przelatuję Belgię, Holandię, Francję. Bilet na Eurotunnel kupuję bezpośrednio w okienku. Nie mogłem kupić go wcześniej, gdyż nie wiedziałem kiedy będę wracał. Płacę 95 funtów – drogo. W okolicach Londynu ociepla się wreszcie do upragnionych 20 stopni. Wieczór z przelotnym deszczem ale ciepły, więc postanawiam jechać ile się da. Przystanek robię zaraz za granicą Szkocji na parkingu przy restauracji o drugiej w nocy. Rozbijam namiot i idę spać. Jutro ostatni dzień podroży.

Pobudka o szóstej rano i tym razem ostatnie pakowanie namiotu. Dziś w nocy będę już spał we własnym łóżku. Odjeżdżam o 6.40 żegnany przez panią sprzątająca parking. Jest bardzo zimno – tylko 8 stopni i nie chce się rozgrzać bardziej. W Glasgow sprawdzam na stacji benzynowej – jest 10 stopni. Na stacji patrzę na nawigację – zostało mi już tylko 238 kilometrów do pokonania.

Podsumowanie

Liczba mórz i oceanów 6
Liczba odwiedzonych krajów 16
Liczba nocy spędzonych
pod namiotem 20
w hotelu 1
Koszt paliwa i przejazdów 6500 zł
Koszt napraw 1300 zł
Całkowity koszt wyjazdu ok 11 000 zł 

Moja podroż się kończy. Robi mi się smutno. Ostatnie dwie godziny i będę w domu. Mijam mgliste, mokre szkockie pola i łąki, tak rożne od hiszpańskich sadów cytrusowych, czy rozgrzanych upałem pól Albanii. Zmagam się z przejmującym chłodem. Rozgrzewa mnie tylko myśl o gorącej kąpieli. Od Dundee do Aberdeen towarzyszy mi wreszcie słońce. Przez ostatnie kilometry silny wiatr pcha mnie z tyłu, jakby chciał pomóc dojechać do celu. Wreszcie jest dom. Stoję i robię pamiątkowe zdjęcie. Dotarłem, udało się, zrobiłem to. Koło się zamknęło – 7240 mil, czyli 11650 kilometrów.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

13 KOMENTARZE

  1. Witam ziomala. Ja mieszkam w Glasgow. W przyszlym roku rowniez planuje swoja samotna podroz. Swietnie to opisales i wiele przezyles. Jak bedziesz kiedys przelatywal przez Glasgow to zapraszam.

  2. Dziekuje wszystkim za pozdrowienia.
    Chcialbym skorzystac z okazji i rowniez wszystkich Was pozdrowic, oraz zyczyc Wam zdowych radosnych Swiat Bozego Narodzenia oraz szczesliwego nadchodzacego roku 2015, aby spelnily sie w nim wszystkie Wasze marzenia oraz abyscie mogli zrealizowac wszystkie Wasze plany podroznicze.
    Pozdrawiam rowniez serdecznie Redakcje.
    Wesolych Swiat!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ