Portugalskie serca
Poranek wita mnie mokry i brzydki. Nocleg, jak się okazuje, jest jakieś 150 kilometrów od granicy z Hiszpanią. Całą drogę koło Zatoki Biskajskiej pada deszcz. Dopiero w Hiszpanii, w okolicach miejscowości Vitoria rozpogadza się całkowicie. W jednym z ostatnich miasteczek we Francji, tuż przed granicą z Hiszpanią jedząc śniadanie w przydrożnym sklepie przy stoliku wystawionym na zewnątrz, zaprzyjaźniam się z pewnym Serbem imieniem Thomas.
Opowiada, że już prawie 50 lat mieszka w tym miasteczku. Bardzo miły gość. Chce mnie ugościć jak może – kupuje drugą kawę, przy której miło spędzamy czas na porannej rozmowie i Coca-Colę na drogę. Wymieniamy się numerami telefonów. Chce żebym się jeszcze kiedykolwiek do niego odezwał, a jeślibym wracał przypadkiem tą samą drogą, to żebym go odwiedził.
Północna część Hiszpanii to obszary górzyste lub typowo rolnicze z przewagą upraw słonecznika lub widokami pustych rżysk po wyciętym już o tej porze zbożu. Koło południa upal zaczyna się robić nieznośny. Mijam pojedyncze wioski i opuszczone gospodarstwa, kraj trochę przypomina mi Meksyk widziany w telewizji. Wybieram opcje dróg z dala od autostrad. Kiedy po dwóch godzinach orientuję się, że moja nawigacja głupieje, a z moich map wynika, że kręcę się ciągle wokół miasta Valadolid zmieniam decyzję i do Portugalii podążam już autostradami. Wieczorem podziwiam Porto oraz Ocean Atlantycki. Postanawiam zanocować na polu namiotowym w miejscowości Espino niedaleko Porto. Nareszcie cywilizacja, prysznice…
Następnego dnia postanawiam zrobić dzień „techniczny” i pocieszyć się okolicą i oceanem. Dzień spędzam głównie na leżeniu na plaży i wieczorem czuję tego skutki. Naciągam i smaruję łańcuch oraz podciągam sakwy boczne bo pod ciężarem wożonego dobytku i jeździe w deszczu we Francji skóra jest wyciągnięta i istnieje ryzyko że sakwy uwędzą się od tłumików.
Dzisiejszy przebieg wynosi nie więcej niż kilkanaście kilometrów. Tego dnia zaprzyjaźniam się z chłopakiem z Holandii, który z biletem na pociąg podróżuje sobie z namiotem. Był parę dni w Hiszpanii, a teraz przyjechał pociągiem do Porto. Gadamy o życiu ze dwie godziny. Częstuję go piwkiem, a on chce mnie w rewanżu uraczyć kolacją, ale będąc już wcześniej po sytym posiłku na mieście odmawiam grzecznie.
Tego dnia wcześniej również przydarza mi się przesympatyczna historia ukazująca, że Portugalczycy są bardzo gościnnym i sympatycznym narodem. W restauracji chcę zamówić coś do jedzenia, a że pora jest zbyt wczesna na główne posiłki, usiłuję zamówić cokolwiek. Znienacka całkiem spontanicznie zostaję zauważony i zaproszony do stołu przez biesiadującą tam grupę kilkunastu Portugalczyków. Pytają skąd i dokąd jadę, doradzają co jest dobre i osiągalne o tej porze do jedzenia oraz chcę żebym wzniósł z nimi toast winem. Jako kierowca tego uczynić nie mogę, do czego oni podchodzą z pełnym zrozumieniem i toast odbywa się sokiem.
W podziękowaniu za tak mile przyjecie stawiam im kolejną butelkę dobrego wina, na co oni w dowód wdzięczności kolejno wstają od stołu podchodzą, dziękują mi i życzą udanej podroży. To bardzo miły to akcent, którego nigdy nie zapomnę.
Dzień kończy się bardzo przyjemnie. Noc jest ciepła i gwiaździsta. Postanawiam jutro rano jechać dalej. Przynajmniej skóra odpocznie po opalaniu.


Bardzo fajna relacja. Miło się czytało. Pozdrawaiam :)
Bardzo fajna relacja. Miło się czytało. Pozdrawiam !
W lipcu byłem nad Gibraltarem, część trasy się nam pokrywa, kto wie może gdzieś po drodze sie mijaliśmy. Pozdrawiam,
PS. ja z Polski zrobiłem 12 tyś km, a Ty z Anglii 12 jadąc do Albanii. dziwne te kilometry :)
Super opis dobrze się czyta!
Świetnie się czytało. Pomaga w czekaniu na nowy sezon.
Byle do wiosny!
Pozdro
Ho ho, gratuluje wyprawy, opisu i cierpliwości do dętek.
Witam ziomala. Ja mieszkam w Glasgow. W przyszlym roku rowniez planuje swoja samotna podroz. Swietnie to opisales i wiele przezyles. Jak bedziesz kiedys przelatywal przez Glasgow to zapraszam.
Dziekuje wszystkim za pozdrowienia.
Chcialbym skorzystac z okazji i rowniez wszystkich Was pozdrowic, oraz zyczyc Wam zdowych radosnych Swiat Bozego Narodzenia oraz szczesliwego nadchodzacego roku 2015, aby spelnily sie w nim wszystkie Wasze marzenia oraz abyscie mogli zrealizowac wszystkie Wasze plany podroznicze.
Pozdrawiam rowniez serdecznie Redakcje.
Wesolych Swiat!
Super się czyta takie relacje. Oby przyszłe wyprawy były równie epickie i udane ;)
No no. Super ,tylko pozazdrościć. Świetnie się czyta. Pozdrawiam
https://www.youtube.com/watch?v=KubFlhPvG5g
Traktujcie te filmy jako informacje turystyczną:)
https://www.zonerama.com/frag/Photo/769083/29965339?secret=aNA2e6FXgnAsPUg599MEOqc4w
sprzęt nieważny,grunt to dobra zabawa! :)