Siedzę przy stoliku i przyglądam się porannemu życiu mieszkańców małego przygranicznego miasteczka. Ludzie otwierają swoje sklepy, bary i restauracje. Towarzyskie psy obwąchują każdy kąt przechodząc z miejsca na miejsce chyba w poszukiwaniu śniadania. Po krótkim oczekiwaniu dostaję miniaturową kawę i szklankę wody oraz chrupiący tost. Zjadam to wszystko, popijając wodą. Musi wystarczyć. Patrzę na przejeżdżających motocyklistów. Ani jeden nie ma na głowie kasku. Dla nich to chyba norma. I nie ma różnicy czy mknie małym skuterkiem, czy przeciska się ciężkim sprzętem. Policja nikogo nie zatrzymuje. Widocznie robi to, co do niej należy, czyli strzeże porządku i łapie złodziei, a nie motocyklistów, żeby ratować budżet.
Zagaduję do właściciela baru, w którym jem śniadanie. Opowiada o życiu. Jest zdziwiony gdy się dowiaduje, że zamierzam jechać do Albanii. Pyta po co tam jadę. Mówi, że nigdy jeszcze tam nie był. Pytam co sądzi o Albańczykach. Trudno mu ich określić, mówi, że są po prostu dziwni. Kończę pogawędkę i jadę dalej. Przejeżdżam puste drogi kierując się w stronę granicy z Albanią. Mijam kilka straganów z owocami. Na jednym z nich kupuję przepysznego melona. Będzie na później jak się gdzieś zatrzymam na odpoczynek. Pytam właścicielki straganu czy dobrze jadę na Albanię. Dobrze, cały czas prosto. Mówi że też jest Albanką. Przyjeżdża tu do Grecji i handluje owocami.
Jadę dalej. Zbliżam się do granicy albańskiej. Ostatnia krótka przerwa na wzniesieniu z pięknym widokiem na dolinę i morze. Wcinam zakupionego u Albanki melona. Smakuje wybornie. Wiem, że zaraz za następnym wzniesieniem musi się już znajdować Albania. Podjeżdżam pod granicę. Najpierw odprawa grecka, która idzie sprawnie, potem kilkaset metrów i granica albańska. Podjeżdżam pod okienko. Pan pyta mnie grzecznie jaki jest cel mojej wycieczki? Odpowiadam zgodnie z prawdą, że dużo słyszałem o tym kraju i chciałbym go zobaczyć na własne oczy. Pan oddaje mi paszport, wręcza mi mapkę Albanii i uśmiechając się życzy mi miłego pobytu – oczywiście wcześniej wprowadza wszystkie dane mojego motorka do komputera.
Wkładam wszystkie dokumenty w tankbag, odpalam silnik i kieruję się na przygraniczny parking. Musze się dowiedzieć gdzie mogę dostać ubezpieczenie, bo moja polisa nie obejmuje Albanii. Ledwo zsiadam, a już podbiega do mnie jakiś facet i proponuje ubezpieczenie. No to fajnie. Daję mu paszport, a ten gdzieś z nim zmyka do budynku przejścia granicznego. Idę za nim bo jeszcze mi gdzieś polezie i będę szukał wiatru w polu. Odnajduję go w pokoiku bez jakichkolwiek oznaczeń ani reklam. Mówi, że niedawno otworzył to biuro. Doradzam mu żeby na zewnątrz zrobił sobie reklamę że sprzedaje ubezpieczenia, bo tak to nikt o tym nie wie.
Daje mi polisę, płacę i żegnamy się miło. A więc jestem w Albanii. Kraj ciekawy – z jednej strony wiele biednych ludzi a z drugiej strony można zauważyć wielkie bogactwo. Prężnie rozwija się też turystyka, choć na szczęście nie jest jeszcze tak rozwinięta jak w innych krajach. Postanawiam przejechać Albanię trasą nadmorską przez Sarande, Vlore, Durres. Mijam piękne widoki, plaże i przełęcze górskie. Przy drogach stragany z pysznym swojskim miodem w przeróżnych kształtem buteleczkach.
Niestety boję się wieźć taki szklany nabytek by nie mieć problemów z bagażami całymi w miodzie. Jadę powoli nie spiesząc się i podziwiając kraj. Upał wielki, toteż kask ląduje przyczepiony do bagażu. Pół Albanii przejeżdżam tylko z okularami słonecznymi na nosie ciesząc się wolnością i otaczającymi mnie zewsząd miłymi zapachami. Wieczorem przybywam do Fier. Miedzy Fier a Apolonia śpię w hotelu GP. Hotel na wysokim poziomie. Cena 30 euro za noc. Wieczór spędzam z przyjaciółmi szefa na dole w restauracji. O dziesiątej kładę się spać do łózka pierwszy raz odkąd wyruszyłem w drogę.

Bardzo fajna relacja. Miło się czytało. Pozdrawaiam :)
Bardzo fajna relacja. Miło się czytało. Pozdrawiam !
W lipcu byłem nad Gibraltarem, część trasy się nam pokrywa, kto wie może gdzieś po drodze sie mijaliśmy. Pozdrawiam,
PS. ja z Polski zrobiłem 12 tyś km, a Ty z Anglii 12 jadąc do Albanii. dziwne te kilometry :)
Super opis dobrze się czyta!
Świetnie się czytało. Pomaga w czekaniu na nowy sezon.
Byle do wiosny!
Pozdro
Ho ho, gratuluje wyprawy, opisu i cierpliwości do dętek.
Witam ziomala. Ja mieszkam w Glasgow. W przyszlym roku rowniez planuje swoja samotna podroz. Swietnie to opisales i wiele przezyles. Jak bedziesz kiedys przelatywal przez Glasgow to zapraszam.
Dziekuje wszystkim za pozdrowienia.
Chcialbym skorzystac z okazji i rowniez wszystkich Was pozdrowic, oraz zyczyc Wam zdowych radosnych Swiat Bozego Narodzenia oraz szczesliwego nadchodzacego roku 2015, aby spelnily sie w nim wszystkie Wasze marzenia oraz abyscie mogli zrealizowac wszystkie Wasze plany podroznicze.
Pozdrawiam rowniez serdecznie Redakcje.
Wesolych Swiat!
Super się czyta takie relacje. Oby przyszłe wyprawy były równie epickie i udane ;)
No no. Super ,tylko pozazdrościć. Świetnie się czyta. Pozdrawiam
https://www.youtube.com/watch?v=KubFlhPvG5g
Traktujcie te filmy jako informacje turystyczną:)
https://www.zonerama.com/frag/Photo/769083/29965339?secret=aNA2e6FXgnAsPUg599MEOqc4w
sprzęt nieważny,grunt to dobra zabawa! :)