I kolejna…
Wstaję rano. Piękny dzień. Zjadam śniadanie po raz pierwszy od 10 dni. Pakuję się i w drogę. Jadę do Rzymu poszukać nowej opony i dętki. Jeżdżę ze trzy godziny, pytam w kilku sklepach. Nigdzie nie mają opony – mogą mieć co najwyżej na jutro. Dętki też nie mają. Rezygnuję z poszukiwań. Może koło wytrzyma jeszcze trochę? Kieruję się do Bari, skąd planuję promem udać się do Grecji. Mijam przepiękne widoki i pola środkowych Włoch. Mijam Monte Cassino z klasztorem na szczycie góry. Kilka kilometrów za Cassino za miejscowością San Pietro Infine znów strzela dętka.
Upał jak cholera, ani jednej chmurki, 36 stopni, a ja muszę pchać te prawie 300 kilogramów w skórzanych spodniach i butach parę kilometrów z powrotem do centrum miasteczka. Tam zatrzymuje się motocyklista i oferuje pomoc. Kupuje mi nawet wodę. Mówi, że motocykliści to jedna rodzina i musimy sobie pomagać. Chce nawet pomóc pchać mi motor. Jedziemy do jego przyjaciela – również zagorzałego motocyklisty, który razem z braćmi i ojcem prowadzi stacje benzynową, warsztat i restaurację.
Wymontowujemy koło. Okazuje się, ze dętka strzeliła, ale na wentylu. Niech to szlag. Trzeba kupić nową dętkę. Opona może być dopiero na jutro, więc przyjdzie mi chyba spać na ulicy. Massimo – bo tak ma na imię chłopak – wykonuje parę telefonów do znajomych, a po chwili jego ojciec jedzie skądś odebrać nowa dętkę. Po pół godzinie przyjeżdża z powrotem i Massimo bierze się za naprawę starej opony. Potem składamy motocykl do kupy. O 18.30 wszystko gotowe. Massimo kasuje tylko za nowa dętkę 20 euro, nic nie chce za robociznę. Honorowy człowiek, bardzo dobry i serdeczny. Obiecuję mu, że jeśli kiedykolwiek znów pojawię się w tych stronach, przywiozę mu dużą butelkę whisky. Wymieniamy się adresami mailowymi i serdecznie żegnamy. Prosi mnie, żeby mu przysłać zdjęcia z mojej podroży.
Całą resztę wieczoru spędzam w siodle, by ok godziny 23. dotrzeć do Bari. Niestety, wszystkie promy już odpłynęły bądź właśnie odpływają i nie ma szans kupić biletów, więc czas spędzam pod chmurką podziwiając odpływające dokądś statki. Ponoć agencje sprzedające bilety mają być otwarte o 8. rano następnego dnia.
Żądłem na powitanie
W nocy śpi mi się znakomicie na ławce w głębi portu. Nikogo poza mną nie ma. Rano idę porównać ceny biletów do Albanii i do Grecji. Bilety do tych krajów są sprzedawane w dwóch oddzielnych terminalach oddalonych od siebie o jakieś trzy kilometry. Zwycięża Grecja. Cena – 127 euro za osobę z motocyklem. Prom odpływa o ósmej wieczorem. Mam więc sporo czasu, a upał znów daje w kość. Postanawiam udać się na miejską plażę. Po drodze spotykam dwóch policjantów na motocyklach stojących przy plaży. Podjeżdżam więc do nich i pytam, czy nie wiedzą przypadkiem gdzie tu można wymienić oponę w motocyklu. Myślą przez chwilę, coś ze sobą rozmawiają i po chwili każą mi jechać za sobą. I tak oto pod ich eskortą udaję się wspólnie do najlepszego ich zdaniem warsztatu, który wymienia opony w motocyklach.
Dojeżdżamy na miejsce. Właściciel prowadzi poważny i ładny zakład oponiarski. Ma mój rozmiar, markę i może wymienić. Po ustaleniu ceny bierze się za robotę. Robi to naprawdę porządnie, nie gorzej gdybym to ja sam sobie robił. Oczywiście okazuje się, że też ma motocykl i jest zagorzałym motocyklistą. Z salonu wyjeżdżam już w końcu z nową oponą i dętką.
Wreszcie koniec problemu. Mam jeszcze trochę czasu, wiec jadę na plażę, potem wracam do portu i obserwuję sobie co się dzieje dookoła. A dzieje się wiele. Jeszcze niedawno nikogo tu nie było a teraz jak na jarmarku dominikańskim. W cieniu czekam sobie na statek. Wreszcie jest. Trzy godziny trwa ładowanie tirów i samochodów. Nareszcie odpływamy. Wsuwam kolacje w restauracji i idę na górny pokład. W nocy znajduję fajne miejsce na lądowisku dla helikopterów i zakapturzony w śpiworze idę spać. Noc jest ciepła, gwiaździsta i miła.
Rano budzi mnie steward mówiąc że dopływamy. Otwieram oczy. Wita mnie piękny widok przycupniętych w wodzie greckich wysepek śpiących jeszcze w brzasku ledwo wstającego dnia. Po pewnym czasie prom cumuje w porcie. Żegnam się ze starszym Niemcem podróżującym na BMW, którego poznałem na statku. Był na Sycylii, teraz ma zamiar objechać Grecję. Żegnam się również z czterema starszymi Brytyjczykami, którzy od siedmiu tygodni meandrują na swoich wysłużonych motocyklach po Europie, a teraz udają się do Turcji. Po wyjeździe ze statku radośnie chłonąc rześki poranek udaję się w dalszą drogę w stronę miejscowości Ioannina.
Jadę w krótkich spodniach i koszulce. To głupi pomysł – już po dwóch minutach wpada mi do nogawki pszczoła, których setki fruwają w porannym słońcu i dziabie mnie w nogę. Musze parę kilometrów podróżować z nią w spodniach autostradą do najbliższego zjazdu, żeby ja wydostać. Zjeżdżam na stację benzynową. Ściągam spodnie. Jeszcze przebiera nóżkami wbita w moja nogę. Natychmiast przebieram się w skórzane spodnie. Zatrzymuję się na poranne śniadanie. Odtąd już nigdzie nie muszę się śpieszyć. Ten dzień jest punktem zwrotnym w mojej podroży. Robi mi się trochę smutno, dopada mnie nostalgia, choć wiem, że jeszcze wiele przede mną. Od dziś będę się już tylko kierował w stronę północno-zachodnią, w stronę domu.

Bardzo fajna relacja. Miło się czytało. Pozdrawaiam :)
Bardzo fajna relacja. Miło się czytało. Pozdrawiam !
W lipcu byłem nad Gibraltarem, część trasy się nam pokrywa, kto wie może gdzieś po drodze sie mijaliśmy. Pozdrawiam,
PS. ja z Polski zrobiłem 12 tyś km, a Ty z Anglii 12 jadąc do Albanii. dziwne te kilometry :)
Super opis dobrze się czyta!
Świetnie się czytało. Pomaga w czekaniu na nowy sezon.
Byle do wiosny!
Pozdro
Ho ho, gratuluje wyprawy, opisu i cierpliwości do dętek.
Witam ziomala. Ja mieszkam w Glasgow. W przyszlym roku rowniez planuje swoja samotna podroz. Swietnie to opisales i wiele przezyles. Jak bedziesz kiedys przelatywal przez Glasgow to zapraszam.
Dziekuje wszystkim za pozdrowienia.
Chcialbym skorzystac z okazji i rowniez wszystkich Was pozdrowic, oraz zyczyc Wam zdowych radosnych Swiat Bozego Narodzenia oraz szczesliwego nadchodzacego roku 2015, aby spelnily sie w nim wszystkie Wasze marzenia oraz abyscie mogli zrealizowac wszystkie Wasze plany podroznicze.
Pozdrawiam rowniez serdecznie Redakcje.
Wesolych Swiat!
Super się czyta takie relacje. Oby przyszłe wyprawy były równie epickie i udane ;)
No no. Super ,tylko pozazdrościć. Świetnie się czyta. Pozdrawiam
https://www.youtube.com/watch?v=KubFlhPvG5g
Traktujcie te filmy jako informacje turystyczną:)
https://www.zonerama.com/frag/Photo/769083/29965339?secret=aNA2e6FXgnAsPUg599MEOqc4w
sprzęt nieważny,grunt to dobra zabawa! :)