Łyk sado-maso
Mało zabawnym tematem jest użycie Suzuki GSX-S1000A do jazdy we dwoje. Rozmiar drugiego siodełka i brak jakichkolwiek uchwytów sprawiają, że jazda z pasażerką jest jak sypialniana zabawa z użyciem lekkiej przemocy i niemieckich mundurów – obie strony muszą to lubić i się na to godzić.
Jeśli natomiast zdecydujemy się zabrać kolegę, następny przystanek czeka nas niechybnie po drugiej stronie tęczy. Charakter motocykla i rakietowe przyśpieszenia pozwolą naszym plecaczkom poczuć się jak dzieci obrońców Głogowa, przywiązane do pocisków katapulty, a komfort niestety również jest porównywalny.
Siodełko pasażera można zdjąć i coś pod nim schować, np. jeden baton i paczkę draży. Tym sposobem dotarłem do kolejnego zagadnienia, czyli przestrzeni bagażowej i błyskawicznie wyczerpałem temat.
Na tym motocyklu po prostu jeździ się bez bagażu, można sobie ewentualnie pozwolić na plecak i jakiś mały tankbag, w sam raz na szybką wyprawę do McDonaldsa w Ostródzie i z powrotem.
Pewnym kłopotem może być przeliczenie odpowiedniej ilości gotówki na taką podróż, tak żeby starczyło na paliwo i zestaw z wieśmakiem. Suzuki GSX-S1000A jest tym typem motocykla, który spala dokładnie tyle, na ile mu pozwolimy.
Komputer pokładowy pokazuje średnie spalanie i aktualny zasięg, wszystko zależy jednak od stylu jazdy. Mocne odkręcanie prawej manetki, szybkie wyjścia z zakrętów, ostre hamowanie i ponowny atomowy start potrafią wywindować spalanie na dwucyfrową wartość.
Spokojna jazda w jednostajnym tempie obniża je drastycznie. Najbezpieczniej będzie więc opisać tę właściwość w przedziale 6-10 litrów/100 km.
Można oczywiście na temat zachowania motocykla w poszczególnych fazach przyśpieszania, skrętu i hamowania pisać elaboraty długie jak przedwojenna matura. Podać milion kosmicznych wartości i porównać z maszynami konkurencji, żeby w końcu przyznać, że Suzuki GSX-S1000A może być tylko podnóżkiem dla austriackiego Super Księcia.
Ale co z tego? Wartości przyśpieszeń i frajda z jazdy są już na prawie abstrakcyjnym poziomie, więc doszukiwanie się kolejnych kilku koni w codziennym użytkowaniu jest zajęciem zupełnie niepotrzebnym.
Jeśli miałbym wskazać grupę docelową dla tego modelu, to są to mieszczuchy lubiące po pracy przelecieć się obwodnicą, w nocy spotkać z kumplami w jakiejś modnej miejscówce, w weekendy wyskoczyć na tor lub mazurskie winkle i od czasu do czasu stracić prawo jazdy na 3 miesiące.
Niestety, Suzuki GSX-S1000A mocno kusi do złego, a cyfry pokazujące prędkość na wyświetlaczu zmieniają się w absurdalnym tempie. Zadowolone będą również panie.
Motocykl jest wygodny, w miarę lekki (209 kg) i łatwo się prowadzi. Jeśli więc przyjdzie chęć na dawkę szaleństwa na muskularnym golasie, a w domu czeka tylko zrzęda z piwnym brzuchem, wybór jest oczywisty.
Kilka dni spędzone w towarzystwie niezbyt urodziwego, ale piekielnie skutecznego Suzuki GSX-S1000A dało mi wreszcie odpowiedź, skąd wziął się sukces sportowych dryblasów odartych z owiewek. Podstawowym powodem jest wręcz uderzeniowa dawka przyjemności z jazdy.
Trzy sekundy do setki bez jakiejkowiek bariery dzielącej mnie od napierającego wiatru, deszczu, owadów i fruwających liści uruchamia pierwotne instynkty. Oczywiście, w plastiku można szybciej i bez ewentualnych konsekwencji, ale czy przyjemniej?
Odpowiedź na to pytanie z pogranicza motoryzacji i antykoncepcji jest dla mnie oczywista.
Suzuki GSX-S1000A plusy-minusy
+ atomowe przyspieszenia
+ wygodna pozycja
+ bardzo skuteczne hamulce
+ ogromna frajda z jazdy
– odpustowy wygląd
– spore spalanie
– nieprzydatność do dalszych wyjazdów
Suzuki GSX-S1000A kosztuje 45 500 zł i jest to dobra cena, pod warunkiem, że nabywca jest całkiem świadomy swojego wyboru. Dla mnie osobiście nie jest to motocykl pierwszej potrzeby i raczej bym go nie kupił.
Jeśli natomiast nagle okazałoby się, że mam krewnych w Arabii Saudyjskiej, którym zupełnie nie przeszkadza mój brak sympatii do islamu, to czemu nie? Mieć w garażu takie narzędzie służące wyłącznie dawaniu przyjemności to bardzo kusząca wizja, której nie muszą wspierać swoim wizerunkiem przebrzmiali celebryci.
Suzuki GSX-S1000A to po prostu motocyklowy odpowiednik litra czystej.

Nie no po prostu nie do wiary…
Dlaczego ten zajebisty artykuł nie ma ani jednego komentarza??!!
Facet opisał przesuper ten sprzęt i z humorem i z jajem i cisza.
Dlaczego?!
Świetny artykuł!
Czy mogę prosić autora/perkusistę (sam też grałem kilka lat) o kontakt?
Mam pytanie, bo zastanawiam się nad Hondą CB1000R i YAMAHA MT-09 i tym motocyklem.
Pozdrawiam serdecznie.
igi
Mam. Potwierdzam praktycznie wszystko z wyjątkiem odpustowego wyglądu (co kto lubi) i nieprzydatności w dalszych wycieczkach. Da się i jest całkiem wygodnie. Ale wyłącznie samemu ;-)