Konie nie dla osła
Najwięcej frajdy daje jazda bocznymi, krętymi drogami o małym natężeniu ruchu. Znalazłem w mojej okolicy sieć dróg technicznych wokół pobliskiej autostrady, które dzięki świeżemu asfaltowi, dużej ilości ostrych winkli i oddaleniu od jakichkolwiek zabudowań dają namiastkę zabawy na torze.
Suzuki GSX-S1000A jest tam w swoim żywiole. Odnoszę wrażenie telepatycznego kontaktu z maszyną, która jedzie dokładnie tam, gdzie chwilę wcześniej padł mój wzrok, a prędkość wchodzenia w zakręt zdaje się nie mieć znaczenia.
Doskonale zdaję sobie sprawę z pułapek, jakie niesie ze sobą zbytnia pewność siebie, dlatego odpuszczam znacznie poniżej granic przyczepności. Niech eksplorują je fachowcy od wręcz niemożliwych złożeń – dla mnie ważne jest, że motocykl daje bardzo szeroki margines bezpieczeństwa przy szybkim pokonywaniu łuków w normalnych sytuacjach drogowych.
Patrząc jeszcze ogólniej, kolosalna moc i świetna manewrowość GSX-a jest czynnikiem wpływającym na ogólny poziom bezpieczeństwa podróży. Po prostu w sytuacji awaryjnej jestem w stanie dosłownie teleportować się w inne miejsce.
Oczywiście ten kij ma drugi koniec i bardzo łatwo taką sytuację sprowokować samemu. Cóż, jak mówi stare japońskie porzekadło, nawet 145 koni nie da rady na jednego osła za kierownicą.
Zapominam na chwilę o torowych predyspozycjach motocykla i zgodnie z duchem naszego portalu, który jest zadziwiająco zgodny z moim własnym (do tego stopnia, że zrezygnowałem z budzika, wyczuwając kiedy Wicenaczelny wita dzień w odległym Olsztynie), szukam turystycznych zalet tej maszyny.
Otóż tutaj przywołam częsty obrazek ze środowiska kitesurferów. Stateczny Pan Prezes właśnie zamyka kwartał i przy okazji szykuje się do przejęcia jakiejś mało znaczącej konkurencji.
Jeden telefon od kumpla i stos papierów ląduje na podłodze, a Prezes jest już w drodze do jednej z miejscówek, gdzie właśnie pojawił się znakomity wiatr.
Podobnie jest z turystyką na Suzuki GSX-S1000A. Szybko przemieszczamy się w miejsce, gdzie stadnie występują Winkle, najlepiej w miarę udomowione – czytaj dobrze utrzymane. Intensywnie korzystamy z ich uroków przez jeden, góra dwa dni, po czym wracamy do domu.
Suzuki GSX-S1000A nigdy nie będzie motocyklem na dłuższe wyprawy, a raczej na chirurgiczne uderzenia w celu zebrania jak największej ilości wrażeń. Grzeczna jazda w sznurze aut jest męczarnią dla kierowcy i samego motocykla.
Dodatkowym problemem jest brak jakiejkolwiek ochrony przed warunkami atmosferycznymi. Na żadnym innym jednośladzie nie zebrałem takiego zestawu insektów na kasku i odzieży.


Nie no po prostu nie do wiary…
Dlaczego ten zajebisty artykuł nie ma ani jednego komentarza??!!
Facet opisał przesuper ten sprzęt i z humorem i z jajem i cisza.
Dlaczego?!
Świetny artykuł!
Czy mogę prosić autora/perkusistę (sam też grałem kilka lat) o kontakt?
Mam pytanie, bo zastanawiam się nad Hondą CB1000R i YAMAHA MT-09 i tym motocyklem.
Pozdrawiam serdecznie.
igi
Mam. Potwierdzam praktycznie wszystko z wyjątkiem odpustowego wyglądu (co kto lubi) i nieprzydatności w dalszych wycieczkach. Da się i jest całkiem wygodnie. Ale wyłącznie samemu ;-)