_SLIDERSuzuki GSX-S1000A . Cztery szklanki szaleństwa czyli husarz ortalionu

Suzuki GSX-S1000A [TEST]. Cztery szklanki szaleństwa czyli husarz ortalionu

-

Konie nie dla osła

Suzuki GSX-S1000 (3)Najwięcej frajdy daje jazda bocznymi, krętymi drogami o małym natężeniu ruchu. Znalazłem w mojej okolicy sieć dróg technicznych wokół pobliskiej autostrady, które dzięki świeżemu asfaltowi, dużej ilości ostrych winkli i oddaleniu od jakichkolwiek zabudowań dają namiastkę zabawy na torze.

Suzuki GSX-S1000A jest tam w swoim żywiole. Odnoszę wrażenie telepatycznego kontaktu z maszyną, która jedzie dokładnie tam, gdzie chwilę wcześniej padł mój wzrok, a prędkość wchodzenia w zakręt zdaje się nie mieć znaczenia.

Doskonale zdaję sobie sprawę z pułapek, jakie niesie ze sobą zbytnia pewność siebie, dlatego odpuszczam znacznie poniżej granic przyczepności. Niech eksplorują je fachowcy od wręcz niemożliwych złożeń – dla mnie ważne jest, że motocykl daje bardzo szeroki margines bezpieczeństwa przy szybkim pokonywaniu łuków w normalnych sytuacjach drogowych.

Patrząc jeszcze ogólniej, kolosalna moc i świetna manewrowość GSX-a jest czynnikiem wpływającym na ogólny poziom bezpieczeństwa podróży. Po prostu w sytuacji awaryjnej jestem w stanie dosłownie teleportować się w inne miejsce.

Oczywiście ten kij ma drugi koniec i bardzo łatwo taką sytuację sprowokować samemu. Cóż, jak mówi stare japońskie porzekadło, nawet 145 koni nie da rady na jednego osła za kierownicą.

Suzuki GSX-S1000 (4)Zapominam na chwilę o torowych predyspozycjach motocykla i zgodnie z duchem naszego portalu, który jest zadziwiająco zgodny z moim własnym (do tego stopnia, że zrezygnowałem z budzika, wyczuwając kiedy Wicenaczelny wita dzień w odległym Olsztynie), szukam turystycznych zalet tej maszyny.

Otóż tutaj przywołam częsty obrazek ze środowiska kitesurferów. Stateczny Pan Prezes właśnie zamyka kwartał i przy okazji szykuje się do przejęcia jakiejś mało znaczącej konkurencji.

Jeden telefon od kumpla i stos papierów ląduje na podłodze, a Prezes jest już w drodze do jednej z miejscówek, gdzie właśnie pojawił się znakomity wiatr.

Podobnie jest z turystyką na Suzuki GSX-S1000A. Szybko przemieszczamy się w miejsce, gdzie stadnie występują Winkle, najlepiej w miarę udomowione – czytaj dobrze utrzymane. Intensywnie korzystamy z ich uroków przez jeden, góra dwa dni, po czym wracamy do domu.

Suzuki GSX-S1000A nigdy nie będzie motocyklem na dłuższe wyprawy, a raczej na chirurgiczne uderzenia w celu zebrania jak największej ilości wrażeń. Grzeczna jazda w sznurze aut jest męczarnią dla kierowcy i samego motocykla.

Dodatkowym problemem jest brak jakiejkolwiek ochrony przed warunkami atmosferycznymi. Na żadnym innym jednośladzie nie zebrałem takiego zestawu insektów na kasku i odzieży.

Suzuki GSX-S1000 (2)

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Konrad Bartnik
Konrad Bartnik
Motocyklista, perkusista, ojciec, wielbiciel dobrej kuchni i dużych porcji. Jego największa miłość to motocyklowe podróże – bliskie i dalekie, po asfalcie i bezdrożach. Lubi wszystko, co ma dwa koła, a najbardziej klasyczne nakedy ze szprychami i okrągłą lampą. Na co dzień drapie szutry starym japońskim dual sportem. Nie zbiera mandatów i nigdy nie miał wypadku. Bywa całkiem zabawny.

2 KOMENTARZE

  1. Nie no po prostu nie do wiary…
    Dlaczego ten zajebisty artykuł nie ma ani jednego komentarza??!!
    Facet opisał przesuper ten sprzęt i z humorem i z jajem i cisza.
    Dlaczego?!
    Świetny artykuł!
    Czy mogę prosić autora/perkusistę (sam też grałem kilka lat) o kontakt?
    Mam pytanie, bo zastanawiam się nad Hondą CB1000R i YAMAHA MT-09 i tym motocyklem.
    Pozdrawiam serdecznie.
    igi

  2. Mam. Potwierdzam praktycznie wszystko z wyjątkiem odpustowego wyglądu (co kto lubi) i nieprzydatności w dalszych wycieczkach. Da się i jest całkiem wygodnie. Ale wyłącznie samemu ;-)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ