_SLIDERBest of Romania. Kultowe drogi, pyszne wino i motocyklowe kufry pełne szczęścia...

Best of Romania. Kultowe drogi, pyszne wino i motocyklowe kufry pełne szczęścia [RELACJE]

-

Piękny zamek góruje nad tym obrazem dumny i niewzruszony, ale wszechobecna tłuszcza bez najmniejszego skrępowania zalewa i tę ostoję – aby dostać się do wnętrza zamku czekamy w kolejce około pół godziny, a następnie posuwamy się w żółwim tempie przez kolejne komnaty. Przyznaję – oczekiwanie warte jest zachodu. Wnętrza zamku są przepiękne – mimo wielu pomieszczeń, charakter jest bardzo kameralny, niemal intymny. Brak tu ogromnych sal, przepastnych korytarzy czy monstrualnych dziedzińców. W zamian są urokliwe pokoje, miłe krużganki i balkony oraz zaciszne kąty, w których można poczuć atmosferę tego miejsca.

Zamek Bran
Zamek Bran

Zmęczeni i zdrożeni pakujemy się na motocykle i jedziemy do pobliskiego hotelu Wolf, gdzie czekają na nas pokoje. Wieczorem biesiadujemy i dyskutujemy o naszych przeżyciach – to ostatnia noc w tym gronie. Jutro wraz z Lennartem wracamy okrężną drogą w stronę Polski.

Śmierć z fasonem

Rano żegnamy naszych przyjaciół, życzymy sobie tego, czego zwykle życzy się w podróży i szybkim tempem zmierzamy w stronę kanionu Bicaz – kolejnej atrakcji, bez której nie wyobrażam sobie wizyty w Rumunii. Jedziemy piękną, łagodnie krętą drogą E578 przez Sfantu Gheorge i Miercurea-Ciuc do Gheorgheni, gdzie skręcamy na wschód, w stronę Lacul Rosu – Czerwonego Jeziora.

Tuż za miastem droga zaczyna wić się w cudownych zakrętach, które wznoszą nas coraz wyżej. Lennart oczywiście już na trzecim winklu znika mi z oczu, a ja w swoim tempie rozkoszuję się bogatą harmonią tej trasy. Urzekająca symbioza wstęgi asfaltu i nieprzebranego bogactwa widoków prowadzi do pięknego finału w postaci Czerwonego Jeziora – urokliwej, choć koszmarnie obleganej atrakcji turystycznej. Z powodu tłumów nie zostajemy tutaj długo. Na deser serwujemy sobie pobliski kanion Bicaz – krótki fragment drogi leżącej między wysokimi na 300 metrów stromymi ścianami.

Rumunia Raf (23)Ze względu na spore natężenie ruchu, posuwamy się dość wolno. Takie tempo pozwala jednak kontemplować ten cud natury. Znów czuję się jak w Czarnogórze, w kanionie Tary – mam wrażenie, że ściany niczym matczyne ręce obejmują mnie i starają się zatrzymać, uchronić przed popełnieniem jakiegoś głupstwa. Miejscami ściana jest tak blisko, że mogę dotknąć jej ręką. Dołem, tuż poniżej drogi, płynie maleńki strumyczek – trudno uwierzyć, że to właśnie Bicaz – nurt, który wyrzeźbił ten skalny przesmyk.

Objuczeni zapasem wrażeń ruszamy w stronę ostatniego już punktu na naszej rumuńskiej liście – Wesołego Cmentarza w Sapancie. Szybko zdajemy sobie sprawę, że do celu nie dotrzemy przed zmrokiem. Niezrażeni jedziemy wprost w objęcia zachodzącego słońca. Teren wokół robi się coraz bardziej górzysty, drogom przybywa zakrętów, a widoki coraz głębiej wrzynają się w naszą wrażliwość.

Rumunia Raf (29)Nagle stajemy przed wielką drewnianą bramą. Oto właśnie osiągnęliśmy wrota Maramureszu.

Marmaroskie wioski mają niepowtarzalny urok – charakterystyczne, bogato zdobione domy często zapraszają gości wielkimi drewnianym bramami, podobnymi do tej, która powitała nas na granicy krainy. W dobrym tonie jest pokazać się w ludowym stroju, zaś turystyka jest oczkiem w głowie zarówno tutejszych władz, jak i samych mieszkańców, którzy jeden przed drugim otwierają pensjonaty i gospodarstwa agroturystyczne.

Dwaj smutni panowie na Wesołym Cmentarzu
Dwaj smutni panowie na Wesołym Cmentarzu

Jest już dobrze po zmroku, kiedy znajdujemy przytulne gospodarstwo u babinki, która nie zna ani słowa w języku innym niż rumuński. Na kolację nie ma szans – jest sobota i wszystkie knajpy zapełnione są weselnymi gośćmi. W pobliskim sklepie zaopatrujemy się w kaskaval (ser), kiełbasę i piwo. Tyle musi wystarczyć.

Z samego rana, uraczeni pyszną kawą przygotowaną przez gospodynię, ruszamy dalej w stronę Sapanty. Drogi, którymi się poruszamy są na mapie zaznaczone na biało i nie mają żadnych numerów. Mimo tego mają nienajgorszą jakość – oprócz niezliczonych łat i sporadycznych wybojów są całkiem przewidywalne.

Choć można by uznać mijane przez nas wsie za koniec świata, miejscowości tętnią życiem – tłumy ludzi ubranych w ludowe stroje zdążają do kościołów, gospodynie krzątają się po obejściach, a gospodarze stoją w małych grupkach rozprawiając Bóg wie o czym. Młodzi chłopcy popisują się rowerowymi umiejętnościami przed dziewczętami – kto by pomyślał, że to głęboka rumuńska prowincja…

Rumunia Raf (22)Wkrótce potem docieramy do Wesołego Cmentarza w Sapancie – unikalnej nekropolii, gdzie niemal każdy nagrobek pomalowano w charakterystyczne wzory i ozdobiono scenką z życia zmarłego. Swoją niezwykłą formę cmentarz zawdzięcza miejscowemu artyście Stanowi Ioanowi Patrasowi, który w 1935 roku jako pierwszy wykonał charakterystyczny nagrobek.

O popularności tego miejsca świadczą trzy grupy motocyklistów z Polski, których spotykam pijąc kawę w barze obok cmentarza.

Jest południe, do domu mamy 700 kilometrów. We’re gonna do it! – mówi Lennart, a ja mu wierzę. Podczas tej wyprawy pokazał, że nie takie wyczyny są dla niego jak bułka z masłem. Faktycznie – tuż przed 22.00 zmęczeni i szczęśliwi meldujemy się w moim domu w podczęstochowskim Olsztynie.

Rumunia Raf (19)
Lennart – mój kompan i motocyklowy guru

Nie warto podróżować w grupie  – zwykle trzeba się do kogoś dostosowywać lub znosić czyjeś humory. Ten wyjazd obalił jednak i ten stereotyp. Taka forma podróżowania w grupie doświadczonych bikerów okazała się świetną przygodą i całkiem miłym przeżyciem. Dzięki wybornemu towarzystwu mogliśmy na bieżąco dyskutować o własnych wrażeniach. Niestety – wyprawa trwała o wiele za krótko i nie zdążyłem się nacieszyć – ani przyjaciółmi, ani Rumunią. A zatem – do zobaczenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ