Trasa będzie nudna – tymi słowami nasz przewodnik opisuje dzisiejszy dzień. Nie brzmi to specjalnie zachęcająco, jednak możliwość obserwacji rumuńskich realiów podczas niespiesznego przejazdu jest nie do przecenienia. Na każdym kroku odnajduję podobieństwa do Polski sprzed 30 lat – zaniedbane sklepy, porzucone tu i ówdzie sprzęty gospodarstwa domowego i trafiające się od czasu do czasu wozy konne przywołują wspomnienia z dzieciństwa.
Zupełnie inaczej niż wsie, wyglądają rumuńskie miasta. Tutaj widać już ogromne środki, zainwestowane w ramach unijnych dotacji. Nowiutkie drogi, centra handlowe, czyste i odnowione ulice – ten świat jest zdecydowanie bliżej zachodniej Europy.
Szalony bębniarz

Spokojnym tempem, najpierw wzdłuż Dunaju, potem Aluty zbliżamy się do Dragasani. Tutaj, w pobliskiej winnicy, czeka na nas nocleg. Wąską drogą wspinamy się na niewielkie wzgórze i nagle naszym oczom ukazuje się całkiem inny, niemal bajkowy świat. Czuję się trochę tak, jakbym gdzieś po drodze mimochodem przekroczył taflę lustra, zostawiwszy zwykły świat po drugiej jej stronie. Oczarowany pięknem winnicy dłuższą chwilę nie mogę dojść do słowa, rozglądam się zachwycony chłonąc niezwykłe sielskie widoki.
Na rozległej polanie stanowiącej szczyt pagórka, wybudowano dwa niezwykłe budynki. Pierwszy z nich to obłożony kamieniem kompleks noclegowy z pięknymi pokojami nazwanymi od różnych winnych szczepów. Urządzone ze smakiem pokoje wykończone są bardzo starannie – gospodarze zadbali, by każdy szczegół pasował do ekskluzywnego charakteru ich winnicy.

Drugi budynek to rodzaj sztucznego pagórka, w którego wnętrzu mieszczą się pomieszczenia produkcyjne i magazyny. Po drugiej stronie tego sztucznego wzgórza znajduje się restauracja, w której do późnego wieczora degustujemy rozmaite gatunki tutejszych win. Cechą wspólną wszystkich jest niezwykła lekkość – białe wina są niezwykle świeże; pijąc je czuję jakbym zanurzał się w porannej rosie. Czerwone tworzą idealny balans między słodyczą a posmakiem garbników, w żadnej chwili nie pozwalając któremukolwiek ze smaków na natarczywość.
Winnicę Avincis do świetności doprowadzili spadkobiercy, budując ogromnym kosztem profesjonalną infrastrukturę. Odbudowano także wspaniały dom, który wraz z nowymi budynkami tworzy unikalną harmonię i prawdziwie bajkową atmosferę. Nie przypuszczałbym, że w Rumunii znajdę tak sielskie miejsce – chętnie zostałbym tutaj kilka dni dłużej.
Po śniadaniu w towarzystwie zapachów poranka pakujemy się i ruszamy na Transalpinę – jeden z największych przebojów Rumunii i miejsca niemal kultowego wśród motocyklistów. Pogoda nie sprzyja nam zbytnio – ciężkie chmury grożą deszczem, a wszechobecna szarość nie zachęca do robienia zdjęć.
Aura okazuje się jednak łaskawa – choć chmury srogo łypią na naszą grupę, moczą nas tylko trochę. Przed nami pierwsze zakręty Transalpiny – niesamowitej drogi, która jeszcze kilka lat temu była celem wypraw miłośników szutrów. Dziś, w całości wyasfaltowana, jest jedną z największych atrakcji turystycznych Rumunii.
