Dwie twarze Rumunii
Rano, pewni, że koszmarne remonty mamy już za sobą, ruszamy dalej. Niestety – to, co przeżyliśmy wczoraj okazuje się ledwie przedsmakiem dzisiejszych zmagań z wszelkimi dostępnymi formami interakcji drogowniczej techniki i ruchu ulicznego. Kolejne 90 km to totalny chaos będący połączeniem bezładnej pracy różnych maszyn, próbami przeciskania się przez wolne miejsca na drodze i całkowicie bezsensownymi działaniami osób kierujących ruchem.
Co ciekawe Lennart lawiruje między tymi przeszkodami z gracją chińskiej gimnastyczki, co chwilę znikając mi z oczu na żwirowo-frezowanych fragmentach naprawianej drogi. Jego BMW R1200RS wydaje się przelatywać nad głębokimi na 10 cm wykrotami i ogromnymi łachami kopnego żwiru. Niesamowity facet!
Mój Kawasaki Versys 1000 też radzi sobie nienajgorzej, ale wobec ogromnego doświadczenia mojego szwedzkiego przyjaciela jestem bezradny. Lennart ma za sobą 50 lat w na motocyklowej kanapie i jest instruktorem jazdy w szwedzkim klubie BMW.

Od miejscowości Brad droga robi się coraz lepsza, wkrótce, dla nadrobienia czasu, wskakujemy na autostradę. Rumuńskie autostrady przypominają trochę to, co mieliśmy w Polsce 20 lat temu – kilka pociętych kawałków, z których trzeba potem zjeżdżać do zatłoczonych wiosek. Do bani. Mimo takich przeszkód udaje nam się utrzymać niezłe tempo i około 19.00 meldujemy się w Bukareszcie.
Tutaj czekają już na nas Maria, Anca i Adi – nasi gospodarze, z którymi przez kolejne 7 dni poznawać będziemy piękno Rumunii. Witamy się także z resztą ekipy – Mark, Adrian i Adam przylecieli do Bukaresztu aż z Australii – Romania Motorcycle Tours wynajmuje także motocykle i nasi kompani mają już wybrane swoje maszyny.
Rano, wraz z pozostałą częścią ekipy – Alainem (Francja), Ianem (Północna Irlandia) i Salihem (Turcja) ruszamy bocznymi drogami na wschód. Rumuńska prowincja nie przypomina świata z mrożących krew w żyłach opowieści moich rodziców. Nie widać wszechogarniającej nędzy, biegających boso dzieciaków i podejrzanych grupek Cyganów czekających na okazję do łatwego zarobku.
Zamiast tego widać zadbane, choć czasem biedne gospodarstwa, a czyste i uśmiechnięte dzieci, wykorzystują każdą okazję, by do nas pomachać. Tu i ówdzie budowane są nowe domy, a przed wieloma bramami stoją dobre samochody. Jedyne, co naprawdę rzuca się w oczy, to wszechobecny brud na drogach – niesprzątane resztki zwierzęcych odchodów tworzą długie jasne ślady na asfalcie. Miejscami trzeba bardzo uważać, by nie trafić kołem w świeżą pamiątkę po przechodzącym niedawno stadzie owiec.

Jakość dróg nie jest tak zła, jak można by oczekiwać. Owszem – niezliczone łaty i frezy świadczą o bogatej historii napraw oraz o podobieństwach do technologii stosowanej w Polsce, ale jazda nie przysparza większych problemów – jeśli nie podróżujesz sportem, jest zdecydowanie do wytrzymania.
