Przez ostatni czas mamy wielki zalew informacji dotyczących epidemii, zakazów, nakazów, kar za nie oraz tego co wolno, a co raczej się odradza. Powstał medialny szum, chaos, w którym niestety my też, jako medium, uczestniczyliśmy. Czas wyprostować pewne tematy, zbierając w jednym miejscu wnioski z ostatniego tygodnia. 

Epidemia to trudny czas dla każdego z nas. Nikt z żyjących czegoś takiego nie przeżył, a jeżeli nawet, to tego nie jest w stanie pamiętać – ostatnia groźna epidemia, hiszpanki, w Europie i na Świecie, miała miejsce w latach 1918-1919. Wielu specjalistów, jak również laików, zabiera głos w sprawie tego co powinniśmy robić, jak powinniśmy się zachować, czy rządowe sposoby są dobre, czy wirus naprawdę jest tak groźny jak mówią, czy też to wszystko to tylko bzdury i próba destabilizacji porządku całego świata.

Jak jest naprawdę? Szczerze powiem, że nie wiem. Wiem jedno, że liczby nie kłamią. Skoro we Włoszech umiera teraz dziennie na Covid-19 1000! osób trzeba zrobić wszystko, żeby do tego nie dopuścić w Polsce. Jak? Po prostu – nie transferować wirusa! Łatwiej to oczywiście powiedzieć, niż zrobić. Ale spróbujmy się zastanowić, czy jedynie siedzenie na dębowo w domu ograniczy rozprzestrzenianie się epidemii? Oczywiście odpowiedź brzmi nie. Co innego, jeżeli z naszych osiedli transporty sanitarne wywoziłyby zarażonych sąsiadów – wtedy wiadomym byłoby, że wirus jest absolutnie wszędzie wokół nas, a jedynym rozsądnym wyjściem byłoby zostanie w domu i uszczelnienie dodatkowo okien i drzwi oraz dezynfekcja wszystkiego wokół siebie.

Przeczytaj koniecznie: 15 rzeczy, które sprawią, że nie jeżdżąc, nie zmarnujesz czasu

Na szczęście takiej sytuacji nie ma w naszym kraju, większość zakażeń SARS-em CoV-2 to przypadki jednostkowe. Co należałoby zatem robić? Po raz kolejny – nie jestem żadnym specjalistą, a po prostu myślącym człowiekiem. Ja przyjąłem prostą zasadę – traktuję wszystko i wszystkich jak potencjalne źródło wirusa. Od ludzi trzymam dystans, zakupy zamawiam przez Internet, unikając wychodzenia do sklepu co chwila. Muszę wychodzić z psem, 3 razy dziennie, więc robię to w porach mniejszego natężenia ruchu pieszego na osiedlu. Nie dotykam poręczy, nie dotykam drzwi – otwieram je stopami – na szczeście nie mają tradycyjnych klamek i otwierają się na zewnątrz. Dezynfekuję domofon przed wstukaniem kodu, myję ręce po powrocie do domu – bo wracając drzwi muszę pociągnąć do siebie, więc złapać za uchwyt.

Czy jeżdżę motocyklem? Szczerze? Pojechałem coś załatwić, oczywiście motocyklem, i nie sprawiło mi to frajdy. Mam poczucie, że w razie jakby coś się stało, to trafię do szpitala, w którym mogę oprócz pomocy dostać też gratis koronkę. To studzi mój zapał do jazdy. Jestem dorosły, staram się być odpowiedzialny, więc ograniczam ruchy do minimum.

Co na to ostatnio wprowadzone przepisy kwarantannowe? Każdy interpretuje je na swój sposób. Inaczej mówi o jeździe motocyklem funkcjonariusz policji dla rzeszowskiego radia (że motocyklem na spacer można), inaczej wiceminister zdrowia (że rowerem tak, ale motocyklem już nie). To w końcu wolno jeździć tym motocyklem dla przyjemności, czy nie? Skoro wolno jeździć rowerem – dla zdrowia fizycznego, to wydaje mi się, że wolno też jeździć motocyklem – dla zdrowia psychicznego. Skoro można spacerować, mijając tłum ludzi – idący maksymalnie po dwie osoby, to wolno też jechać samemu motocyklem. Problem w tym tylko, żeby zachować umiar, żeby nie wyglebić, żeby nie dociążać przeciążonego już systemu opieki zdrowotnej. A tego nigdy nie możecie być pewni… Po to zakładacie kask, rękawice i kurtkę z ochraniaczami – w razie “w”. A teraz jazda na motocyklu, to raczej jak praca sapera – lepiej się nie pomylić.

Przeczytałem gdzieś w mediach informację, że policjanci wystawili już 150 mandatów ludziom łamiącym nowe przepisy kwarantanny. Nie jeździli oni motocyklami, a grupowo pili alkohol, albo spotykali się po kilkanaście osób w celach nieokreślonych, na skwerach, w parkach, czy innych miejscach publicznych. Ktoś nawet dostał grzywnę 5000 zł. I bardzo dobrze, bo to właśnie jest najbardziej niebezpieczne w tym czasie.

Biegacze biegają, spacerowicze spacerują, rowerzyści kręcą korbami, więc dlaczego my, motocykliści mielibyśmy dostać mandat? Nie dostaniemy. Ale akurat nie o mandat tu chodzi. Po prostu, jeżeli nie musicie, to nie jedźcie. Jak musicie coś załatwić – co rozumiem – to lećcie motocyklem, po to on jest, ale wolniej niż zwykle, z rozsądkiem i odpowiedzialnością.

Dziś piękny dzień, jutro już ma się pogoda zepsuć. Nie chcę na stronach regionalnych dzienników przeczytać o wysypie wypadków z udziałem motocyklistów w ten weekend. Zróbcie wszystko, żeby tak nie było – w ten lub inny sposób.

EDIT: No właśnie, niestety się dzieje. Wypadki się zdarzają i będą się zdarzać. Wszystkim osobom komentującym artykuł, że w szpitalach jest ok, nie ma problemów żadnych itd. polecam wpis z FB żony poszkodowanego w wypadku motocyklisty:

wypadek motocyklowy w czasie epidemii

Wpadacie na OIOM i… nikt nie może się z wami skontaktować, bliscy nie do końca wiedzą co się z wami dzieje. Teraz jest dużo gorzej niż zwykle… Uświadomcie to sobie…

2 KOMENTARZE

  1. To chyba telepatia :) Mógłbym dokładnie słowo w słowo napisać jak Ty.
    W pełni się z Tobą zgadzam i popieram. Sam czynię i myślę tak samo.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.