_WARTO PRZECZYTAĆ„Dzień Świra”, czyli drobne rytuały przed odpaleniem

„Dzień Świra”, czyli drobne rytuały przed odpaleniem [Słowo na niedzielę, felieton]

-

Marek zawsze przed jazdą klepie bak. Nie sprawdza poziomu paliwa czy patrzy na wskaźnik, jak każdy. Klepie. Dokładnie trzy razy. Otwartą dłonią, tak jak się klepie się konia po szyi, w okolicy kłębu. Kiedy go zapytałem, dlaczego to robi, wzruszył ramionami. „Nie wiem, po prostu tak robię od zawsze.” Po chwili dodał, już trochę ciszej, jakby tylko do siebie: „I jeszcze nigdy mnie nie zawiodło.”

Tekst: Michał Gessler

To zdanie utkwiło we mnie bardziej. Nie zawiodło? – spytałem. Sam nie wiem teraz kogo bardziej, siebie czy Marka? Bak nigdy nie zawiódł? 

Klepanie baku i jazda bez przygód — dwa zdarzenia, które nie mają ze sobą żadnego związku przyczynowego. A jednak Marek jest święcie przekonany, że jest dokładnie tak, jak uważa… i nie zamierza ryzykować zmiany metody.


Zrzut ekranu 2026 01 29 181545Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!

Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind


 

Nie pyta, czy działa — czyli magia sympatyczna nie umarła

James George Frazer opisał ją w 1890 roku i nazwał magią sympatyczną. Stanowi ona przekonanie, że „podobne” wywołuje „podobne”, że kontakt przenosi właściwości, że gest ma moc sprawczą. Frazer był przekonany, że ludzkość ewolucyjnie z tego wyrosła. Jak widać po zachowaniu Marka – mylił się.

To, co jest pewne, to fakt, że ludzkość wyrosła z jednego jej elementu – wyrosła
z jej werbalizacji. Z przyznawania się do niej. Sama praktyka ma się świetnie — tylko zmieniła adres. Z ołtarzyków i zaklęć przeniosła się na płaszczyznę mikrogestów, jakie wykonujemy przy motocyklach (i nie tylko) na parkingach, ale też i w innych sytuacjach naszego życia. Psychologowie nazywają to teraz myśleniem magicznym i traktują jako normalny składnik ludzkiego poznania, nie jako patologię.

motocyklista na buspasie

Studia nad myśleniem magicznym u zdrowych dorosłych pokazują konsekwentnie to samo: wykształceni, racjonalni ludzie wykonują rytualne gesty i wierzą, że działają — pod warunkiem, że nikt ich nie obserwuje i nie pyta wprost. Motocykliści w swym postępowaniu, są na tej płaszczyźnie archetypiczni – nie są wyjątkiem.

„Groundhog Day” czy może „Dzień świra”? — pętla, która daje poczucie kontroli 

Bill Murray grający Phila codziennie budził się w Punxsutawney i wykonywał tę samą sekwencję… tak miał zaczynać się ten akapit i tak się zaczyna – mamy jednak na naszym podwórku podobny do Phila przykład, czyli najsłynniejszego Adasia polskiej kinematografii.  I w zasadzie, czy to przygody Phila, czy bliższego naszemu polskiemu sercu Adasia Miauczyńskiego, działają tak samo mocno, bo opowiadają o czymś, co budzi u nas uśmiech na twarzach z jednej strony, ale z drugiej jednak skłaniają nas do głębszych i czasami smutnych refleksji na swój temat. To, o czym piszę, wszyscy robimy dobrowolnie. Tylko że nikt nas do tego nie zmusza, jak to miało miejsce w przypadku naszych sympatycznych bohaterów.

Codzienne rytuały, bo o nich mowa, to pętle, które sami sobie zaprojektowaliśmy (choć nie zawsze świadomie) i sami sobie aplikujemy. Różnica między torturą a komfortem jest tu wyłącznie kwestią sprawczości.

„Dzień Świra”, czyli drobne rytuały przed odpaleniem [Słowo na niedzielę, felieton]

Behawioralna definicja rytuału jest prosta: powtarzalna sekwencja działań wykonywana w stałej kolejności, której zmiana wywołuje dyskomfort nieproporcjonalny do rzeczywistych konsekwencji. To „nieproporcjonalny” robi całą robotę. Marek nie jest spokojniejszy dlatego, że klepnął bak i bak jest pełny. Jest spokojniejszy, bo klepnął bak i świat jest taki, jaki powinien być — na swoim miejscu, poukładany, gotowy do jazdy. 

Rytuał jest maszyną do produkowania poczucia kontroli. Nie kontroli faktycznej — tej nad pogodą, innymi kierowcami czy stanem asfaltu. Kontroli subiektywnej, wewnętrznej, tej, która pozwala nam wyjechać z garażu bez paraliżującego lęku przed losem.

„The Checklist Manifesto” — ale dla duszy, nie dla samolotu

Atul Gawande z kolei napisał swoją słynną książkę o listach kontrolnych po obserwacji chirurgów i pilotów. Teza była prosta: procedury ratują życie, bo ludzki mózg jest za słaby, żeby w stresie zapamiętać wszystko. Ale Gawande zauważył przy okazji coś, czemu poświęcił mniej miejsca: piloci wykonują przedstartową checklistę nawet wtedy, gdy lecą tym samym samolotem od dziesięciu lat i znają go na pamięć. Nie dlatego, że wierzą, że czegoś zapomną. Dlatego, że checklista to moment, w którym przechodzą z trybu „człowiek naziemny” w tryb „pilot”.

To jest dokładnie to, co robi sekwencja Marka z początku tekstu przed odpaleniem motocykla. Spojrzenie na opony — nie dlatego, że spodziewamy się przebicia. Zapinanie kasku tym samym ruchem — nie dlatego, że inaczej się nie zapnie. Ten cichy pomruk „no to jedziemy” — nie dlatego, że ktoś słucha. To są znaczniki graniczne, rytuały przejścia.

motocykl droga motocyklista motocyklem

Antropolog Arnold van Gennep opisał rytuały przejścia jako trójfazowe: wyłączenie ze starego stanu, faza liminarności, włączenie w nowy stan. Motocyklista
w garażu jest w fazie wyłączenia. W siodle, z odpalonym i gotowym do jazdy piecem — jest już w nowym stanie. Cała sekwencja pomiędzy to obrzęd liminarny. Tyle że odprawiany solo, czasami w dresie roboczym, a innym razem przy wtórze sąsiada wyrzucającego śmieci, a jeszcze kiedy indziej zaraz po wciśnięciu się w kombiaka.  

„Drive” — gdy gest zastępuje słowa

Istnieje też inna płaszczyzna zjawiska, jakie dziś przedstawiam. Jest jedna scena w „Drive” Nicolasa Refna, w której Ryan Gosling zakłada rękawiczki przed zleceniem. Bez słowa komentarza. Ta sama sekwencja, zawsze w tej samej kolejności. Widz rozumie wszystko — i rozumie, że to już nie jest człowiek jadący samochodem. To jest kierowca. Twórcy wiedzą od zawsze to, co psychologowie potwierdzają od dekad: ciało pamięta i komunikuje to, czego słowa nie udźwigną.

Klepnięcie baku, o którym pisałem już wyżej, to nie jest sprawdzanie baku. To pożegnanie z tym, kim się jest na „lądzie” i powitanie z tym, kim się jest na maszynie. „Jestem gotowy” — ale powiedziane ręką, nie głosem. Bo głosem brzmiałoby głupio. Ręką jest zupełnie normalne.

„Dzień Świra”, czyli drobne rytuały przed odpaleniem [Słowo na niedzielę, felieton]

Rytuał funkcjonuje jako język ciała skierowany do samego siebie. Badania nad tzw. embodied cognition — poznaniem ucieleśnionym — pokazują, że stany fizyczne realnie modulują i modelują stany mentalne. Przyjęcie wyprostowanej postawy podnosi pewność siebie. Wykonanie znajomej sekwencji motorycznej obniża lęk. Ciało nie kłamie mózgowi, bo mózg nie potrafi odróżnić rytuału od dowodu. Dostaje sekwencję sygnatury „jestem gotowy” i produkuje stan „jestem gotowy”.

Gesty jak widzicie mogą funkcjonować równolegle do wypowiadanych słów. Gest można łatwiej ukryć przed wścibskim wypytującym o wszystko kolegą Marka. 

„Deus ex machina” — czyli z czym tak naprawdę negocjujemy

Starożytni Grecy mieli, dzięki pomysłowości Eurypidesa, boga opuszczanego na scenę dźwigiem, żeby rozwiązać nierozwiązywalny problem fabularny. Deus ex machina — bóg z maszyny. Widzowie (i za pewne czytelnicy Motovoyagera) wiedzieli (wiedzą), że to umowny konstrukt. Ale bez niego zakończenie byłoby nieznośne.

Motocyklista wie, że klepnięcie baku nie zatrzyma ciężarówki wyjeżdżającej z bocznej drogi. Wie to całkowicie i nieodwołalnie. I klepie bak, bo bez tego wyruszenie w drogę byłoby nieznośne. Rytuał nie eliminuje zagrożenia. Eliminuje nieznośność istnienia w obliczu zagrożenia, którego nie możemy kontrolować.

motocyklista

Terror zarządzania śmiertelnością — teoria Greenberga, Pyszczyńskiego i Solomona — mówi, że świadomość własnej śmiertelności jest fundamentalnym źródłem ludzkiego lęku. Wszystkie kultury wytworzyły mechanizmy jego tłumienia: religie, rytuały, ideologie, instytucje. Motocyklista wytworzył swój własny, indywidualny, prywatny mechanizm. Mały, skromny, czasami trochę śmieszny. Ale działa. Przynajmniej ich twórcy są o tym przekonani. 

Negocjujemy z losem, będąc jednocześnie świadomymi, że los nie słucha. Ale negocjowanie jest lepsze od bezruchu. Gest sprawia, że wsiadamy. A wsiadanie — to jest cel. I pamiętajmy, że w tych rytuałach nie ma nic złego, jeżeli chociaż na chwilę pomagają nam poczuć się lepiej…

PS. Marek tak naprawdę jest Jackiem. 

Słowo na niedzielę: Pierwsza granica [felieton, podróże motocyklowe]

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ