Dzień 5
Dzień prawdy. Decyzja o wyjeździe do Albanii nastąpiła po obejrzeniu filmu z objazdu pętli Theth. Dojechałem tu od strony Koplik, wyjechać chcę dłuższą drogą na Szkodra. O ósmej jem śniadanie i ruszam wzdłuż rzeki. Mam dwie butelki wody mineralnej plus pół litra w camelbagu. Podchodzę do trasy z respektem, prawdopodobieństwo zaliczenia gleby nie jest małe, ale najgorsze jest ewentualne podnoszenie 300kg. Polacy których spotkałem wczoraj twierdzili, że trasa jest na wiele godzin. Liczę, że przejadę ją w maksymalnie sześć. Ruszam… Droga przebiega spokojnie, powoli wczuwam się w trasę, mijam trzy terenówki z policjantami.

Na początku jedzie się lekko. Później droga zaczyna się zmieniać. Przyjeżdżam przez strumień i mostek. Droga biegnie w zasadzie wzdłuż strumienia. Trudno jest mi teraz opisać to wszystko we właściwej kolejności, ale od drewnianego mostku zaczyna powolny podjazd, winkle, kamienie – wszystkie rodzaje nawierzchni kamienno – kamiennej. No, może nie wszystkie. Jazda w górę to 1-2 bieg, skręt w lewo, w prawo i tak w kółko. Momentami podnoszę głowę i oglądam widoki. Czasem się zatrzymuję, aby zrobić zdjęcie. Kilometry mijają bardzo powoli. Zakręt i kamienie. Dobrze, że jest sucho i temperatura nie jest wysoka, na tej wysokości 23 stopnie. Po dwóch godzinach zaczynam odczuwać ból karku i dłoni. W sumie od dwóch godzin prawie z całej siły ściskam metalową rurkę…

Staram się dużo pić, polewam woda apaszkę na karku i jadę dalej, teraz zjazd. Myślałem, że zjazdy są łatwiejsze i pewnie są, pod warunkiem, że nie trwają sam nie wiem ile czasu. Czasem mijam jakieś zabudowania, robię fotki. Droga czasem usypia, mówiąc: „jest teraz płaski odcinek możesz się rozpędzić, może nawet usiąść, żeby dać odpocząć dłoniom” i nagle pojawia się niespodzianka. Ostry zjazd, inne podłoże, ostry podjazd, cała masa niespodzianek i kolejny podjazd. I ponownie usypia… i kolejny raz przeszkadza. Podjazd, na górze czeka mnie nagroda, wspaniały widok, jestem prawie na szczycie wzniesienia, stoi tu krzyż i jest wspaniały widok na doliny i pobliskie góry. Mam może trzy godziny za sobą, może nie i powoli zaczynam mieć tej drogi dosyć. Może bardziej tego, że ma ona trwać kolejne 3 godziny, a mi już powoli brakuje sił. Jestem cały mokry. Odkręcam gaz, dalej góra, dół i znowu górka . Trafiam na jakieś zabudowania i „caffe bar”. Staję, kupuję dwie puszki coli. Facet bez nogi parzy mi kawę w kubku na kuchence turystycznej. Jak on do cholery utrzymuje równowagę?!.

Piję tę kawę (do wieczora będę jeszcze pluł fusami) przyglądając się koniowi z drewnianym siodłem na grzbiecie. Jeszcze łyk coli i ruszam. Baterie siadają jednak szybko. Droga robi się chyba coraz trudniejsza, albo ja jestem coraz bardziej zmęczony. Mijam busy, które dowożą ludzi do pobliskiej miejscowości, a jeden z nich o mało nie spycha mnie z drogi. Przechylił się, a mocno dociążony tył auta dotknął mojego kufra. Taki “dotyk” dla GS-a to przeważnie gleba, ustałem jednak. Jadę dalej, mijam dziesiątki uli, pszczoły bzyczą koło mojej twarzy. Szukam zacienionego miejsca na postój – jest. Staję, to jest moja druga 15-minutowa przerwa w ciągu tych czterech godzin. Zsiadam z motocykla i cały się trzęsę. Piję ostatnią colę i zastanawiałam się, ile jeszcze tej drogi zostało?! Zostało mi tylko 0,5 litra wody. Ruszam naładowany i może po piętnastu minutach widzę wieżę białego kościoła. Przy tym kościele kończy się grunt i zaczyna piękny nowy asfalt, który zaprowadzi mnie do Szkodry, a później autostradą do Kukes.

Droga nie była bardzo wymagająca. Najtrudniejszy był czas, około 4,5 godziny jazdy. Około 80% drogi to zjazdy i podjazdy. Jak zwykle trzymałem się swojego tempa i jechałem bez przerw i to był błąd. Trzeba się częściej zatrzymywać na przerwy, a będzie OK. Na tę chwilę mam dosyć pętli Theth i nie zamierzam już kiedykolwiek nią jechać. No, może jeśli ktoś mi zapłaci, albo z moim synem, kiedy podrośnie i będzie bardzo chciał… a co tam, przyjadę tu za rok! Tego samego dnia wieczorem jestem w Kukes. Kukes to muzułmańskie miasto przypominające trochę miasteczka z centralnej i wschodniej Turcji. Z tą różnicą, że piwo jest tu swobodnie dostępne w sklepach i ludzie bardziej europejscy. Kręcę się trochę w okolicach hotelu, robię małe zakupy i idę spać.


Super wyjazd
Tez bylem. Super wyprawa i wspanialy kraj. I z perspektywy czasu wiem ze jeden raz to malo, tam trzeba wrocic. Super tak trzymaj pozdrawiam. Olo
„…Ze szkód pęknięty uchwyt halogenu, szkiełko kierunkowskazu i najgorsze… nadszarpnięte EGO” – sprawdź w boxer-parts lub Tauratechu, może będą mieli oryginalne… Bierz polskie, skoro EGO takie samo jak niemieckie, chińskie czy japońskie a dużo tańsze – po co przepłacać? :) :)