Noc w Lizbonie
9 czerwca o godz. dziewiątej lecimy Autovią pod Sevillę, gdzie następnie nawigacja prowadzi już do samej Lizbony drogą krajową, dwukierunkową przez pasmo niewysokich gór. Drogi przypominają te z Polski. Stan techniczny dróg też odbiega od tych w Hiszpanii. Pomimo tego utrzymujemy to samo tempo, a podróż mija ciekawiej niż ta po autostradzie. Na Camping Lisboa dojeżdżamy na godzinę 19.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Po szybkim rozpakowaniu wsiadamy do autobusu i po 30 minutach jesteśmy w centrum Lizbony. Wow, super miejsce! Pomimo poniedziałku miasto jest wypełnione ludźmi. Podobnie bary i kawiarnie, które mają niepowtarzalny klimat, dlatego też do namiotów udaje nam się wrócić dopiero nad ranem.
Kolejny dzień spędzamy w Lizbonie. Do wczesnego popołudnia relaks przy basenie i w promieniach słońca. Na obiad jedziemy autobusem do miasta. Dużo chodzimy i staramy się zobaczyć jak najwięcej. Miasto robi na nas ogromne wrażenie i już dziś mówimy sobie, że trzeba tu wrócić na dłużej. Domy wyklejone kaflami, po wąskich uliczkach kursują stare tramwaje… Coś innego niż w dotychczas odwiedzonych miejscach. Wracamy taksówką i zbieramy siły na kolejny dzień jazdy do Cambados – dystans 500 km.
11 czerwca wyjeżdżamy z Lizbony o godz. 9. Po kilkunastu kilometrach wskakujemy na autostradę płatną, ponieważ ruch na lokalnych drogach jest bardzo duży, żar leje się z nieba a prędkość nie przekracza 70 km/h. Płatną 20 euro autostradą szybciutko dolatujemy do Porto. To kolejne piękne stare miasto położone u ujścia rzeki Douro. Szkoda, że jesteśmy tu tylko przejazdem i nie mamy możliwości zobaczenia tego co ciekawe.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Po przerwie na obiad ruszamy dalej. Za kolejne 10 euro dojeżdżamy Autopistą do Cambados. Tam mieszka i czeka na nas moja koleżanka z pracy, Maria. Udostępnia nam swoje miejsce parkingowe w podziemnym garażu i każdy z nas dostaje w jej dużym mieszkaniu po pokoju. Normalnie luksus. Słyszeliśmy, że Hiszpanie są gościnni, a ona potwierdza to w stu procentach.
Wieczór spędzamy przy zakrapianej kolacji, a na kolejny dzień planujemy wraz z Marią przejażdżkę motocyklami po okolicznych dróżkach.
Wyjeżdżamy w południe w kierunku Corunii. Rejon bardzo ładny, wśród wysokich gór i małych rybackich wiosek. Jest jednak tak gorąco, że po ok. 80 km jazdy decydujemy o nawrotce, przerwie na obiad w miasteczku Riveira i powrocie do Cambados. Na następny dzień mamy przed sobą długą drogę do San Sebastian, ok. 750 km i nie chcemy zbyt długo siedzieć w siodle. Tak czy inaczej dzień mija bardzo przyjemnie i kończy się kolacją w lokalnej restauracji serwującej owoce morza. Pyszne.
[sam id=”11″ codes=”true”]

Ciekawa trasa,ekipa też zacna :) Gratulacje
Super traska. Jechałem tak… no sporo lat temu, czyli 13-ice hehe… i mam podobne wrażenia :-) Gratulacje!
tutaj jest dopełnienie artykułu
https://www.youtube.com/watch?v=pXOTa_G_BEs&list=UU2dmnHmlEKt6FZJFzDTZY4g