Paris, Paris
Trzynastego dnia naszej wyprawy żegnamy się z Marią i startujemy. Odczuwamy już, że jesteśmy w drodze powrotnej do domu. Czas ucieka nieubłaganie. Po drodze zaskakuje nas bardzo gęsta mgła, przez którą przebijamy się półtorej godziny żółwim tempem 60-80 km/h. Po tej męczarni robimy postój nad morzem i sprawiamy sobie chłodzącą kąpiel w Atlantyku.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Dalsza droga aż do San Sebastian przebiega też we mgle, lecz już nie tak gęstej i u celu jesteśmy na godzinę dzięwiętnastą. Pogoda nie zachęca do pozostania na campingu i mamy chęć jechać dalej w kierunku Paryża. O godzinie 20.30 po kolacji ruszamy. Po pół godzinie jazdy przekraczamy granicę z Francją, pobieramy bilet na autostradę i ciśniemy.
Jedzie się bardzo przyjemnie i tak aż kolejne 300 km, gdzie na stacji benzynowej o godzinie 1 w nocy rozstawiamy namioty i idziemy spać. Dziś pyknęło 1100 km i należy odpocząć. Pomimo spania na dziko, nikt do nas się nie przyczepia.
Dnia kolejnego kontynuujemy jazdę do Paryża od godz.10.30. Mamy do zrobienia 500 km- pikuś. Droga zlatuje na tyle szybko, że w Paryżu na campingu jesteśmy już o godz. 16. Tego samego dnia udaje nam się zobaczyć Luwr i katerdę Notre Dame. Spędzamy fajny wieczór w centrum Paryża, na kolację oczywiście jemy żabie udka.
Następnego dnia i zarazem ostatniego dnia wyprawy dla Mili i Tomka musimy dotrzeć do Hagen ok. 550 km. Przedtem jedziemy zapakowanymi w pełni motocyklami pod wieżę Eiffla. Każdy z nas widzi ją po raz pierwszy. Oczywiście nie ma problemu z zaparkowaniem sprzętów tuż obok wieży. Podobnie jak w Hiszpanii, miejsc parkingowych dla motocykli mnóstwo.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Po sesji zdjęciowej żegnamy się z Paryżem przejeżdżając obok Łuku Triumfalnego. Autostradami przez Francję i Belgię droga się trochę dłuży – znów mijamy dużo fotoradarów a Belgia ma na złość ograniczenie do 120 km/h. Trzeba uważać jeszcze bardziej. Sytuacja się zmienia, kiedy wjeżdżamy do Niemiec. Jedziemy tak jak lubimy tempem 180-200 km/h. O godzinie 20 jesteśmy w domu Mili i Tomka. Nie jesteśmy tak szczęśliwi jak dwa tygodnie temu, kiedy to naszą podróż dopiero zaczynaliśmy.
16 czerwca to ostatni dzień naszej podróży. Żegnamy się z przyjaciółmi i o 10 startujemy do Kołobrzegu. Autostrada jest mniej zatłoczona niż wtedy, gdy jechaliśmy w przeciwnym kierunku, więc narzucamy dość szybkie tempo. Ze swoimi najbliższymi witamy się w domach o godz. 18.
Wszystko poszło zgodnie z planem, dokładnie tak jak było ustalane, może z wyjątkiem przeprawy do Maroka. GPS pokazał po powrocie przebieg 8076 km, a mój Zygzaczek 8246 km. Hayka Pawła na liczniku miała 8600 km, więc przekłamanie znacznie większe. Po drodze nie mieliśmy żadnych sytuacji niebezpiecznych, nie gnębiły nas również patrole policji i żaden z nas nie dostał mandatu, choćby za złe parkowanie.
Przez 16 dni nie spadła ani jedna kropla deszczu, pogoda była wprost wymarzona. Motocykle paliły średnio 6,5 l/100km. Spisały się na medal! Nowe opony Pirelli Angel ST i GT oraz Michelin Pilot Sport dały radę bez problemu. W moim ZZR zużył się jedynie do granic naciągu łańcuch. Pozostało szybko wymienić na nowy, bo nie nadawał się już do dalszej jazdy. Na paliwo wydaliśmy ok. 800 euro przy cenie średnio za litr 1,65 euro i autostrady płatne ok. 150 euro. Campingi kosztowały średnio 10 euro za osobę a hostele 20 euro. Kalkulowaliśmy wydatki dzienne w granicach 50 euro i śmiało się w tym zmieściliśmy. To była nasza pierwsza daleka podróż i wiemy, że nie ostatnia.
[sam id=”11″ codes=”true”]

Ciekawa trasa,ekipa też zacna :) Gratulacje
Super traska. Jechałem tak… no sporo lat temu, czyli 13-ice hehe… i mam podobne wrażenia :-) Gratulacje!
tutaj jest dopełnienie artykułu
https://www.youtube.com/watch?v=pXOTa_G_BEs&list=UU2dmnHmlEKt6FZJFzDTZY4g