Barcelona z buta
Kolejny dzień, 4 czerwca zaczynamy podróżą darmowym autobusem do Barcelony. Wysiadamy na Placu Catalunya i na pierwszy cel obieramy kościół Sagrada Familia zaprojektowany przez Antoniego Gaudiego. Budowa świątyni trwa od 1882 roku, a ma zakończyć się ok. 2028. Potężna budowla robi wrażenie.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Następnie taksówką jedziemy na plażę i po krótkim kąpanku w zimnym o tej porze roku Morzu Śródziemnym, wsiadamy do kolejki linowej, która nad portem i częścią miasta wywozi nas na szczyt góry Montjuic. Piękne widoki, z góry widać jak ogromnym miastem jest Barcelona. W naszym napiętym grafiku dnia planujemy również pokaz grającej fontanny przy wzgórzu Montjuic, lecz jak się okazuje fontanna „tańczy” od czwartku do niedzieli, a dziś jest środa.
Tym akcentem kończymy zwiedzanie stolicy Katalonii. Warto wspomnieć o ilości jednośladów poruszających się po ulicach Barcelony. Dominują oczywiście skutery, zarówno te małe, jak i maxiskutery z przewagą pojemności 125-250 cm3. Na skrzyżowaniach wymalowane są specjalne pasy dla motocykli, dające miejsce przed autami. Super rozwiązanie, nie mówiąc o miejscach parkingowych tylko dla motocykli i skuterów, które są wszędzie gdzie tylko się spojrzy.
Piątego dnia czerwca udajemy się w podróż pod Alicante, a dokładnie na camping w El Campello. Do przejechania jest ok. 600 km. Po drodze odwiedzamy Castel Castello, po czym przejeżdżając przez centrum Walencji na campingu jesteśmy o godz. 18. Jak to już zawsze,po rozstawieniu namiotów, udajemy się na spacer, kolację, aby choć trochę zobaczyć.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Następny dzień, 6 czerwca zapowiada się bardzo ciekawie. Celem jest Malaga, ale mamy zaliczyć również wjazd na szczyt Sierra Nevada. Dystans do pokonania to kolejne 650 km.Wyjeżdżamy o godz. 8.30 i szybkim tempem po Autovia jesteśmy na wysokości 2700 m o godz. 15.
Najwyższy szczyt Sierra Nevada to 3478 m.npm., lecz drogą aż tak wysoko dojechać nie można. Dojazd na szczyt odbywa się po pięknej, krętej drodze – co zakręt to bliżej kolanka. Po serii zdjęć lecimy do Malagi, gdzie czeka na nas Ewa z Krzysztofem. To dobrzy znajomi z Kołobrzegu, którzy odbyli na pożyczonym BMW GS800 dziesięciodniową podróż po Maroku.
Wynajęli motocykl w Maladze od polskiej firmy, która organizuje wyprawy po Maroku. Zyskali tym samym na czasie – zamiast dojeżdżać do Malagi na kołach, dolecieli samolotem. Na ich opowieści musiałbym zużyć kolejny zeszyt i parę długopisów. Ważną informacją dla nas jest to, że odprawa do Maroka trwa pół dnia. Mamy w planie przeprawić się na drugi kontynent, lecz tylko na jedną noc, więc po wysłuchaniu Krzycha decydujemy, że Afrykę odpuszczamy.
[sam id=”11″ codes=”true”]
W Maladze nocujemy w hostelu niedaleko centrum miasta. Motocykle zostawiamy przed wejściem, gdzie recepcjonista ma na nie oko. Spędzamy bardzo miły wieczór, a że jest piątek nie brakuje imprezowego klimatu oraz lokalnych drinków. Żegnamy się ze znajomymi późną porą. Następnego dnia wracają do domu, a my mamy przed sobą nasz cel wyprawy – Gibraltar.
Dzień siódmy zaczynamy wypoczynkiem na plaży Malagueta. Bagaże zostawiamy w hotelu i jedziemy motocyklami. Oczywiście znajdujemy miejsca parkingowe przy samym morzu. Fajnie jest leżeć na piasku i widzieć swoje moto pod palmami. Tutaj zaliczamy kąpiel i pierwszą opaleniznę, gdyż wcześniej na leżakowanie czasu nie było.
Wczesnym popołudniem po obiedzie zwijamy się – pakujemy motocykle i ruszamy w drogę. Kierujemy się do bardzo starego miasteczka Ronda położonego po obu stronach wąwozu rzeki Guadalevin. Miasto składa się z dwóch dzielnic połączonych monumentalnym mostem o wysokości 100 m, zbudowanym w 1793 roku.
[sam id=”11″ codes=”true”]

Ciekawa trasa,ekipa też zacna :) Gratulacje
Super traska. Jechałem tak… no sporo lat temu, czyli 13-ice hehe… i mam podobne wrażenia :-) Gratulacje!
tutaj jest dopełnienie artykułu
https://www.youtube.com/watch?v=pXOTa_G_BEs&list=UU2dmnHmlEKt6FZJFzDTZY4g