NajnowszeAmeryka Południowa. Szutrami przez wiatr na koniec świata

Ameryka Południowa. Szutrami przez wiatr na koniec świata

-

Szkockie ślady

Kolejne dni były próbą dla naszych motocykli i naszych umiejętności. Setki kilometrów patagońskich szutrów i porywistego wiatru. Miejscami obok drogi szutrowej widzimy fragmenty nowiutkiego asfaltu, albo wyrównanego szutru pod asfalt. Wykorzystujemy te odcinki skrzętnie, chociaż dojazd do nich jest zagrodzony skarpami z ziemi i trudno się tam dostać.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Jednego z popołudni dojeżdżamy do pięknie położonego kanionu gdzie znajduje się Jaskinia Rąk. To malowidła odzwierciedlające widok dłoni na skale. Jest ich setki, duże i małe. Jaskinia nie jest do końca jaskinią. Raczej dużym zagłębieniem w skale gdzie tysiące lat temu koczowały zamieszkujące tę okolice plemiona. Kiedy zapada zmierzch decydujemy się rozbić dziki obóz kilkanaście kilometrów dalej, pośród zupełnego pustkowia. We wzmagającym się wietrze rozbijamy namiot, zabezpieczamy motocykle przed przewróceniem, ustawiam je przodem do kierunku wiatru i idziemy spać. Do namiotu zabieram spory nóż myśliwski, na wszelki wypadek, kilkadziesiąt metrów od namiotu znalazłem padlinę guanaku, nadjedzoną przez jakieś drapieżniki…

arg_111Budzi nas lekki chłód przed wschodem słońca. Wiatr cichnie całkowicie, choć w nocy wiało całkiem porządnie. Rozpalamy ognisko, żeby się trochę rozgrzać i szykujemy się do dalszej drogi. Przed nami kolejne kilometry patagońskich bezdroży. Po dwóch godzinach dojeżdżamy do drogi numer 40, którą kierujemy się do małej miejscowości Perito Moreno. Zostajemy tu na dwie noce korzystając z taniego kempingu i poprawiającej się pogody.

Można powiedzieć, że jest wreszcie ciepło. Jednak ciągle nas gna do przodu i kręcimy się niespokojnie jeśli tylko lekko zaczynamy się nudzić. Z przyjemnością jedziemy dalej. W miarę jak przesuwamy się na północ, wyraźnie zmienia się krajobraz. Przybywa traw, które wyraźnie czujemy podczas jazdy. To jest właśnie przewaga motocykla nad innym środkiem transportu. Widać wyraźnie więcej drzew i pampa robi się żółto – zielona, a nie tylko wysuszona i zniszczona wiatrem. Na noc zatrzymujemy się w Gobernator Costa, a na kolejną w Esquel.

Chcemy tu zobaczyć między innymi stary ekspres patagoński. Kolej nosi nazwę La Trochita i funkcjonuje od 1945 roku. Robi wrażenie. Ciuchcia na parę, w środku grzeje się wielki piec, pełen ognia. Para bucha. Wszystkie wagony drewniane, drewniane ściany, drewniana podłoga, w środku drewniane ławki. O 10.00 pociąg rusza na dwugodzinny tour.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Po efektownym odjeździe kolejki, my ruszamy w stronę Trevelin. To osada założona przez Walijczyków. Walijczycy pod koniec XIX i w XX wieku zaczęli emigrować do Argentyny, a szczególnie do prowincji del Chubut, ponieważ chcieli zachować swoją odrębność kulturową od Anglików. Tak powstały miasta Puerto Madryn, Trelew, Rawson na wybrzeżu wschodnim, a na zachodzie prowincji del Chubut miasta Esquel oraz Trevelin. Trevelin oznacza po walijsku wioskę młynu (velin – młyn), albo może młyńska wioska. Jest zatem rzeczą oczywistą, że młyn musi być.

Młyn, a jakże jest, zabytkowy, oglądamy go i oczom nie wierzymy. Obraz jak z bajki. Widok na przepiękną dolinę, młyn z kołem na wodę i wszystko funkcjonuje. Słuchamy opowieści o jego historii od wnuka założyciela, obecnego właściciela obiektu. Na dziś jeszcze nie koniec atrakcji, odwiedzamy magiczne miejsce. To wodospady Nant y Fall. Wodospady mają w sobie coś tajemniczego, a jednocześnie spektakularnego.

ur_1Ten położony jest na skraju wielkiej doliny, jadąc do niego mijamy urwiste skarpy. Co prawda otoczone drzewami, ale przez 3 kilometry widzimy jedynie czubki drzew, także dolina jest naprawdę ogromna. Wieczorem kilka poprawek przy motocyklach. Zniknął hamulec tylnego koła i odkręcił się korek od zbiorniczka wyrównawczego płynu chłodzącego. Ach, te szutry patagońskie, dają spory wycisk naszym motocyklom.

Zagubieni w Patagonii

Wyjeżdżamy z Esquel dobrze po 11.00. Widoki robią się więcej niż piękne. Droga wymarzona, lekkie zakręty co jakiś czas, trochę pod górę, trochę z góry, dookoła góry, my na ponad 700 m nad poziomem morza. Jedziemy i kontemplujemy widoki. Postanawiamy jechać do Lago Puelo, bo wiemy, że są tam polscy księża i warto ich odwiedzić. Po krótkim szukaniu trafiamy do parafii Naszej Panienki Fatimskiej (Nuestra Seniora de Fatima).

Odnajdujemy księdza, witamy go polskim „dzień dobry” i tak o to jesteśmy w Lago Puelo w parafii. Dostajemy pokoik i decydujemy się tu dziś nocować. Na krzakach dojrzewają jeżyny, dookoła piękne zielone wzgórza. W Lago Puelo jest jesień w pełni. Wody jeziora lodowcowego o tej samej nazwie są bardzo zimne, a dno widać na wiele metrów. Wieczorem uzupełniamy wiadomości na blogu i czytamy doniesienia o sytuacji na Ukrainie…

chile_85San Carlos de Bariloche to miasto niemieckich emigrantów, stare budynki z lat trzydziestych ubiegłego wieku są wykonane z drewna i kamieni. Nadaje to miastu taki tyrolski wygląd. Przez wiele lat Bariloche było uważane za przystań dla nazistowskich zbrodniarzy. My odstraszeni cenami w tym miejscu jedziemy kawałek dalej i rozbijamy się na kempingu w nieco tańszej okolicy, ale ciągle z widokiem na ogromne jezioro.

Nazajutrz spacerujemy uliczkami miasta i czujemy się prawie jak w Bawarii. Jemy lody jak przystało na europejskich turystów… Po południem przeprowadzam ponownie krótką inspekcję motorów. Dolewam wody destylowanej do akumulatorów. Okazuje się, że prąd ładowania jest za duży, a znaczna część wody w jednym wyparowała. Trzeba w miarę szybko rozejrzeć się za nowym regulatorem napięcia.

[sam id=”11″ codes=”true”]

W drodze do San Martin de los Andes lekko nas moczy. Pogoda znowu się psuje. Spotkana para Kanadyjczyków na dwóch motocyklach Suzuki 450 ostrzega nas przed dużymi opadami w tym rejonie. Na dodatek znowu wieje taki wiatr, że nie wiemy jak się nazywamy. Oprócz tego że wieje prosto w twarz, to jeszcze kręci młynki na drodze – nie wiadomo tak naprawdę, z której strony uderzy silny podmuch. Zmusza nas to do stałej koncentracji i balansowania na motocyklach.
Dziś specjalny dzień, 8 marca.

Znajdujemy zatem „wypasiony” domek z salonem, garderobą i kuchnią, a dla naszych motocykli miejsce pod dachem zaraz obok. Z okazji dnia kobiet mojej żonie należy się trochę luksusu, za dzielne znoszenie wszystkich niewygód tej podróży! W urokliwym miasteczku odwiedzamy znaną nam wcześniej cukiernię „Mamusia”. Została założona kilkadziesiąt lat temu przez pana Zbigniewa Fularskiego, polskiego emigranta. Udaje mi się porozmawiać z panem Zbigniewem, niestety tylko przez telefon. Zdrowie i podeszły wiek nie pozwalają już mu wychodzić z domu. Bardzo cieszy się z naszej wizyty w jego cukierni, a my próbujemy czekoladki, które są rzeczywiście wyjątkowe. Już nigdzie potem nie jedliśmy podczas tej podróży równie smacznych.

Rano budzimy się z dziwnym uczuciem miękkości i ciepła. Powoli dochodzi do nas, to że nie śpimy dziś w namiocie, tylko mamy 70 metrów kwadratowych do dyspozycji. Wstajemy, robimy jajecznicę na cebulce i kawę. Zaraz potem niestety proza życia przypomina nam i idziemy naprawiać motocykle. Na forum BMW F650 otrzymujemy kilka podpowiedzi, które chcemy wykorzystać przy naprawie. Ponownie zabieram się za hałasujący silnik, tym razem przekładam napinacze rozrządu z jednego do drugiego sprzęta.

a_35Po chwili jest już wszystko jasne. Błąd mechanika w Rio Grande, przez ostatnie kilkanaście dni kosztuje nas sporo nerwów. Mechanik źle zamontował napinacz w jednym z motocykli. Demontuję błędnie zmontowany napinacz, przekładam zakleszczone tłoczki, a w nich sprężynkę i zaworek kulkowy. Po całej tej operacji motocykl przestaje stukać. Jeden problem miejmy nadzieje mamy z głowy, nie musimy z tego powodu szukać serwisu w Mendozie czy wcześniej w Neuquen, tak jak planowaliśmy. Co prawda motocykl dalej ma problem z porannym zapalaniem, ale jest to innego rodzaju usterka, z którą będziemy musieli powalczyć w najbliższym czasie, bo na tym etapie po sprawdzeniu wszystkiego nie jest źle.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

2 KOMENTARZE

  1. To fakt, 8 miesięcy to już jest kawałek czasu i można poczuć smak przygody i wolności…
    Ale apetyt był ciągle na więcej :)
    Niestety właśnie proza życia przeszkodziła :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ