NajnowszeAmeryka Południowa. Szutrami przez wiatr na koniec świata

Ameryka Południowa. Szutrami przez wiatr na koniec świata

-

Trzęsienie ziemi, a to nie koniec

Ostatnim miejscem gdzie się zatrzymujemy na dłużej w Chile jest San Pedro de Atacama. Typowo turystyczne miejsce, same hostele i knajpki. Ale nie można go pominąć, gdyż jest bazą wypadową na Salar de Atacama – ogromnego solniska leżącego na wysokości około 2400 m npm. Jedziemy tam bezpośrednio z trasy i w Laguna de Chaxa oglądamy różowe flamingi szukające pożywienia w płytkich i bardzo słonych wodach laguny. W ciągu dnia upał jest ogromny.

ar_180Zostawiamy wszystkie ciuchy na parkingu, a i tak prawie gotujemy się od słońca, przed którym nie ma gdzie się schować. Na horyzoncie w odległości około kilkudziesięciu kilometrów widać ośnieżony szczyt wulkanu Lascar (5500 m. npm.) i kilka innych.

Następnego dnia, pomimo chęci, nigdzie nie jedziemy. Przyczyną jest padnięty akumulator. Postanawiamy zostać jeden dzień dłużej i spróbować kupić go w miasteczku. Niestety, jak się okazuje, nie ma na to szans. Na dodatek w trakcie sprawdzania przyczyny awarii akumulatora wychodzi, że winę ponosi regulator napięcia, który daje około 17 V. To jest już większy kłopot.

Dopóki nie dostaniemy się do Salty lub Cordoby w Argentynie nie będziemy mieć szansy na zakup tych części. A to jeszcze około 1000 km! Na dodatek motocykl z powodu zbyt wysokiego napięcia zaczyna „świrować” – powyżej 2000 obrotów dławi się i krztusi…

Próbując różnych metod chociażby czasowego rozwiązania problemu, kupujemy używany akumulator od lokalnego mechanika. A pod gniazdko zapalniczki podłączam ogrzewane rękawice, które odbierają trochę napięcia z zepsutego regulatora. Nie rozwiązuje to sprawy w 100%, ale o dziwo działa i można w miarę sprawnie jechać. Mam nadzieję, że sprawdzi się to jutro, bo czeka nas przejazd drogą do granicy, a najwyższy punkt położony jest ponad 4790 m. n.p.m.

Wieczorem… łóżko nagle zaczyna się trząść. Po chwili do mnie dociera, że się trzęsie, ale nie łóżko, tylko ziemia. Trzęsienie ziemi! Wyskoczyłem na równe nogi. Podłoga w prawo i w lewo się unosi. Szybko naciągamy spodnie na siebie, w tym samym momencie gaśnie światło. Wyłącza się prąd w całym mieście. Wybiegamy z pokoju. Na parkingu stoi już właściciel ze swoja żoną i dzieckiem. Nikogo więcej w tym małym hotelu nie ma poza nami.

arg_51Właściciel jest bardzo zdenerwowany. Mówi nam, że to się nie zdarza, żeby tutaj, w San Pedro de Atacama były wstrząsy. Jeśli są, to znaczy że to wstrząsy wtórne, a gdzieś dalej, na wybrzeżu, było naprawdę duże trzęsienie ziemi. Daje nam diodową lampę, idziemy do pokoju, znowu się kładziemy i próbujemy zasnąć. Trochę z tym kiepsko po tak niecodziennych i emocjonujących dla nas przeżyciach. Przygotowujemy sobie na wszelki wypadek w pobliżu ubranie, kasę i dokumenty, żeby w razie czego chwycić co najważniejsze i uciekać z budynku. Na szczęście wstrząsy się już nie powtarzają. śpimy naprawdę dobrze.

Rano oglądamy telewizję. W Iquiqe trzęsienie ziemi, którego echa odczuliśmy wczoraj wieczorem. Ogromne ewakuacje ludzi z miasta i zniszczenia. Gdybyśmy nie zmienili planów i jechali do Peru wzdłuż chilijskiego wybrzeża, kto wie, co by się działo. Na całym wybrzeżu chilijskim ogłoszono alert tsunami. To naprawdę nie są żarty.

Granicę pokonujemy w miarę sprawnie, pomimo niesprawnego ładowania. Motocykl czasem przerywa, ale jakoś można jechać. Widoki są niesamowite, ośnieżone szczyty wulkanów i słone jeziora pośród nagich skał. Robiąc fotki i chodząc łapiemy zadyszkę. Powietrze jest na tej wysokości mocno rozrzedzone. Nie mamy objawów choroby wysokościowej, ale przy dłuższym pobycie na tej wysokości kto wie co by było.

Ponownie w Argentynie

W północnej części Argentyny jesteśmy trochę krócej niż planowaliśmy. Z powodu jesieni w tym rejonie i trochę chłodniejszych dni odwiedziliśmy tylko kilka najważniejszych dla nas miejsc. Po drodze z granicy zatrzymujemy się na Salinas Grandes. Niesamowita jest tu możliwość zrobienia ciekawych zdjęć. Z powodu jednostajnie płaskiej powierzchni wychodzą ciekawe efekty na fotkach. Robimy małą przejażdżkę jadąc po prawie idealnie płaskiej nawierzchni z soli. Tuż przez Purmamarcą, jakieś kilkanaście kilometrów, musimy bardzo ostro zjechać w dół do 2.192 metrów n.p.m., a byliśmy na około 4200. To oznacza ostre zakręty przez długi, długi czas. Raj dla motocyklistów!

chile_96Po dotarciu do Salty udaje nam się kupić regulator napięcia i akumulator. Wreszcie możemy naprawić nasz niesprawny jeden motocykl i bez stresów jechać już dalej. Przy okazji zauważam też luźne szprychy w jednym kole i trochę bardziej zużytą oponę. Pewnie już od jakiegoś czasu koło „chodzi” na boki i stąd zużycie opony. Oddajemy koło do naprawy koło hoteliku, a wieczorem skręcam wszystko. Po dokładnym obejrzeniu łańcuchów i zębatki tylnej wygląda na to, że nie obędzie się bez w miarę szybkiej ich wymiany.

Przed dotarciem do Cordoby odwiedzamy jeszcze Cafayate, gdzie zostajemy na trzy noce chłonąc atmosferę tego miasteczka i okolic, a także próbując smak tutejszego wina. Spotykamy tam znajomych z rejsu przez Atlantyk, parę francuzów w Defenderze. Nasze drogi rozeszły się w Montevideo po zejściu ze statku. Pijemy kawę w knajpce na głównym placu i opowiadamy sobie nasze przeżycia.

W ostatnich dniach nasze plany trochę się zmieniają. Podejmujemy decyzję, że wracamy nad wybrzeże Atlantyku do Willa Gessell, gdzie byliśmy na samym początku wyprawy, do przyjaciół którzy zaprosili nas na święta Wielkanocne i kilkutygodniowy pobyt u nich. W drodze przejeżdżamy przez Salinas Grandes, Cordobę, Rosario. Odległość około 1500 km pokonujemy nie spiesząc się za bardzo i zatrzymując się na trochę we wszystkich tych miejscach.

Na trzy noce zostajemy w Miramar. Miasteczko to jest urokliwie położone nad równie ciekawym Mar Chiquita. To największe jezioro w Argentynie jest piątym co do wielkości jeziorem na świecie. Jego średnia głębokość wynosi około 12 m. Jedziemy na obrzeże miasteczka do stojącego tam nad samym brzegiem ogromnego niszczejącego budynku. Jest to dawny ekskluzywny hotel Viena. Po południu idziemy pochodzić po ruinach starej części wioski…

[sam id=”11″ codes=”true”]

Gdy w 1977 niewielka wioska została zalana, usypano ogromny wał i za nim zbudowano nowe domy. Pozostałości po starych zabudowaniach do dziś są częściowo pod wodą. Na powierzchnię wystają niektóre fragmenty murów i straszą rozsypane cegły. Wygląda to nieco przygnębiająco, a jednocześnie daje wyobrażenie o sile żywiołu, który zabrał część wioski.

Pobyt w Willa Gessel nie obfitował w za wiele podróżniczych elementów dlatego można go pominąć. Może tylko godnym wspomnienia jest fakt, że udzielamy wywiadu do lokalnego programu motoryzacyjnego w TV. Trochę jest z tym stresu, bo wszystko po hiszpańsku, a nasza znajomość tego języka nie jest jeszcze perfekcyjna… Zajmujemy się też motocyklami. Wymagają już wymiany oleju, filtrów i gruntownego czyszczenia. Kupujemy drugi akumulator, na którego sprowadzenie czekamy ponad tydzień. Z uwagi na trudność w znalezieniu innych części kolejne prace przy nich zostawiamy na potem.

argen_41

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

2 KOMENTARZE

  1. To fakt, 8 miesięcy to już jest kawałek czasu i można poczuć smak przygody i wolności…
    Ale apetyt był ciągle na więcej :)
    Niestety właśnie proza życia przeszkodziła :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ