Jako opcję awaryjną zabieramy puchowe swetry – cienkie kurtki wypełnione gęsim puchem, które bez większego problemu da się upchnąć pod kurtką motocyklową. To rozwiązanie sprawdzone przez wspinaczy wysokogórskich, którym gęsi puch nie raz ratował już skórę. Swetry okażą się strzałem w dziesiątkę – zwłaszcza podczas powrotu.
Przygotowania kończymy ryzykownym manewrem – do Kawasaki Z250 zakładamy najtańsze chińskie zimówki od skutera – głównie z powodu bojowego bieżnika i oznaczenia „M+S” charakterystycznego dla opon zimowych.
Czasem słońce, czasem deszcz
Prognozy pogody zmieniają się jak polityczne stanowiska – co drugi dzień nadchodzą wiadomości, że będziemy jechać lub wracać w śnieżycy. Na miejscu, w Bawarii będzie na nas czekać – w zależności od prognozy – 10-stopniowa sielanka lub mroźna gehenna.
W czwartek rano, w dniu naszego wyjazdu, jest słonecznie i ciepło. Przez chwilę wahamy się czy jest sens brać tak dużo ciepłych ciuchów. Ostatni raz sprawdzamy check-listę i ruszamy. Mamy w planie dotrzeć w pobliże niemieckiej granicy, ale – mimo dobrego tempa – okaże się to trudniejsze niż zakładamy.
Po kilku kilometrach postój – wkładamy na siebie to, co uznaliśmy za zbędne, czyli kominiarki i cienkie rękawice od Brubecka. Uszczelniamy także wszystkie miejsca, gdzie może przewiewać – głównie połączenie kurtki ze spodniami i szyję.
Podróż idzie bardzo zgrabnie – obciążony sporym bagażem i ciężkim kierowcą Kawasaki Z250SL bez najmniejszego problemu osiąga autostradowe prędkości. Yamaha XJ600 ze znacznie większym silnikiem czuje się jak ryba w wodzie.

Dzięki zestawom termoaktywnym Brubeck (link) było nam naprawdę ciepło. Używaliśmy dwóch kompletów – syntetycznego Thermo (Mariusz) i wykonanego z wełny merynosów Wool (Rafał). Świetnie sprawdziły się także pozostałe akcesoria – kominiarki, rękawiczki i skarpety.
Tuż za Brnem zjeżdżamy w boczną drogę prowadzącą na Jindrichuv Hradec. Jedziemy wolniej, ale za to nie nudzimy się – droga jest naprawdę piękna. Tuż przed miejscowością Telcz zaczyna mżyć, robi się zimno i ciemno. Decydujemy się przenocować i kontynuować jazdę następnego dnia.
Pierwsza napotkana osoba prowadzi nas na piękny rynek Telcza i wskazuje niedrogie kwatery. Cóż za wspaniała gościnność!
