Prawie straciłem nogę – wyznaje Joki. Ten doświadczony podróżnik i motocyklista doskonale wie, co oznacza bezpieczeństwo. Jeden, jedyny raz nie zadbał o ochronę – jechał tylko do kolegi.
Joki opowiada dziś o tamtych wydarzeniach z uśmiechem, ale wiem, że było mu ciężko. W jednej chwili runęły plany podróży do Australii, a cały dotychczasowy porządek życia pękł nagle jak szkło. Uratowała go niezwykła pogoda ducha, wspaniała dziewczyna i niezachwiana wiara, że musi być dobrze.
Jokiego poznaję kilka lat temu podczas wrocławskich targów motocyklowych. Uśmiechnięty, trochę skryty, ale pełen dziecięcej radości i ciekawości życia. Wraz z Liwią, jego dziewczyną, opowiadają o swoich podróżach, na które przeznaczają każdy grosz. Pamiętam, że trochę zazdroszczę im tej bezkompromisowości, wolności podejmowania decyzji i absolutnego poświęcenia idei, w którą wierzą – podróżom.

Wkrótce po pierwszym spotkaniu zdradzają mi swoje plany.
– Jedziemy do Australii – pisze Liwia.
– Jak? Motocyklem? – pytam, bardziej oszołomiony śmiałym planem niż zaskoczony. Mają pomysł – Joki jako programista może pracować gdziekolwiek, podobnie Liwia – grafik komputerowy. Kibicuję im ze wszystkich sił.
