Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że przyszłość Toru Poznań jest bezpieczna. Po głośnej decyzji o zamknięciu obiektu z powodu przekroczenia norm hałasu pojawił się projekt zmian w przepisach, który miał chronić tory sportów motorowych przed podobnymi sytuacjami. Teraz okazuje się jednak, że prace nad ustawą zostały zatrzymane, a cały proces może wydłużyć się nawet o sześć lat.
Zamiast szybkiej zmiany przepisów – nowa ścieżka legislacyjna
Projekt zakładający wyłączenie obiektów sportowych spod części przepisów dotyczących hałasu nie będzie dalej procedowany w obecnej formie. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdecydowało o przygotowaniu własnych rozwiązań, które zakładają m.in. obowiązek uzyskiwania decyzji środowiskowych przez tego typu obiekty. Problem w tym, że taka droga jest znacznie bardziej czasochłonna i skomplikowana.
Zdaniem osób zaangażowanych w ratowanie Toru Poznań oznacza to konieczność przejścia przez wieloletnie procedury administracyjne i sądowe. W praktyce może to oznaczać nawet 4–6 lat niepewności co do przyszłości obiektu.
To problem nie tylko jednego toru
Sprawa Toru Poznań od początku wykracza daleko poza granice Wielkopolski. To jedyny w Polsce pełnowymiarowy tor z homologacją FIA, na którym odbywają się krajowe mistrzostwa, treningi oraz liczne szkolenia. Korzystają z niego nie tylko zawodnicy motorsportu, ale również policja, straż pożarna, wojsko, instruktorzy techniki jazdy oraz organizatorzy wydarzeń poprawiających bezpieczeństwo na drogach.
Dla motocyklistów oznacza to również ograniczenie dostępu do miejsca, w którym można bezpiecznie trenować jazdę torową, doskonalić technikę i sprawdzać możliwości swoich maszyn z dala od ruchu ulicznego.
Czas działa na niekorzyść
Choć wykonanie decyzji o zamknięciu Toru Poznań zostało wcześniej wstrzymane, problem nie zniknął. Jeżeli nowe przepisy nie zostaną szybko uchwalone, przyszłość obiektu ponownie stanie pod znakiem zapytania. A to może mieć konsekwencje nie tylko dla sportu motorowego, ale również dla szkoleń kierowców, lokalnej gospodarki i całego środowiska motoryzacyjnego w Polsce.
Dla nas sprawa jest dość oczywista. Tory wyścigowe to nie tylko miejsce rywalizacji zawodników. To przede wszystkim przestrzeń, w której można legalnie i bezpiecznie rozwijać swoje umiejętności. Im mniej takich miejsc będzie w Polsce, tym trudniej będzie przekonywać kierowców i motocyklistów, że tor jest lepszym miejscem do sprawdzania swoich możliwości niż droga publiczna.
