EkstraŻegnaj, 2025. Byłeś trudnym rokiem, nie będę tęsknił

Żegnaj, 2025. Byłeś trudnym rokiem, nie będę tęsknił [felieton, podsumowanie]

-

Do tej pory lubiłem pisać felietony podsumowujące kolejne lata mojej motocyklowo-medialnej przygody. Nie zawsze było różowo, ale piękne podróże, spotkania i relacje z fajnymi ludźmi zdecydowanie przeważały. Rok 2025 był inny – zaczął się co prawda nieźle, miał swoje „momenty”, ale końcówkę zafundował taką, że generalnie raczej wolałbym do niego nie wracać. Dlatego wypatruję wiosny z większą niecierpliwością niż zwykle.

Kiedy na imprezach sylwestrowych o północy pijemy szampana i składamy sobie życzenia, naszej radości często towarzyszy nutka niepewności. Ja niemal dokładnie rok temu stałem z moimi kolegami z zespołu na scenie jednego z dużych warszawskich hoteli i czułem niepokój. Zaryzykuję stwierdzenie, że mniej więcej od 2019-2020 roku większość z nas zastanawia się raczej, co jeszcze odwali nasz coraz bardziej szalony świat, niż ma nadzieję na jakieś rewelacje…

Zaczęło się efektownie

Okres po świętach i sylwestrze zawsze oznacza u mnie niecierpliwe wypatrywanie wystarczających warunków do jazdy motocyklem. W tym czasie, a już wybitnie mniej więcej na przełomie stycznia i lutego, „znoszę jajko” i staję się nieznośny. Siedzenie w domu mnie dobija, podobnie jak codzienne pisanie o motocyklach bez jazdy motocyklem. Przynajmniej częściowym rozwiązaniem tej sytuacji stały się dla mnie i mojej żony zimowe wyloty w cieplejsze regiony i korzystanie z usług wypożyczalni. 

Maroko 2025 Konrad Monika 37

Sezon 2025 zaczęliśmy z Moniką wcześnie, od podróży do Maroka z bardzo fajną ekipą MotoVibe Rent Malaga. Ten kraj to taka „Afryka dla początkujących”, już z dużą dawką egzotyki, ale jednocześnie wciąż bardzo europejski i łatwo dostępny. Zdecydowanie polecam ten kierunek, kiedy już znudzą wam się Włochy, Hiszpania, Portugalia, generalnie całe ciepłe południe naszego kontynentu. Ja byłem oczarowany zwłaszcza półdzikimi górskimi trasami przecinającymi Atlas Wysoki. Relację z tego wyjazdu znajdziecie poniżej.

Chłodna wiosna

W Maroku wcale nie było gorąco, na przełomie lutego i marca panowały tam wręcz idealne warunki do jazdy dla tych, którzy nie lubią ani marznąć, ani się pocić. Za to w Polsce wciąż wiało chłodem i głodem (jazdy). Pod Warszawą odbyły się kolejne targi Warsaw Motorcycle Show, które dla mnie były przede wszystkim okazją do spotkania niemal wszystkich moich motocyklowych znajomych w jednym miejscu. Zawsze byłem sceptyczny co do tego typu spędów, w pandemii organizator zaliczył spektakularną wpadkę wizerunkową, ale tegoroczna impreza wyjątkowo mi się podobała. Fajnie, że coś się dzieje na tym naszym ryneczku i są chętni, by przyjechać nawet z najdalszych zakątków kraju. 

Warsaw Motorcycle Show 2025 targi 12

Niestety pogoda bardzo długo, praktycznie aż do czerwca odbierała nam sporo frajdy z jazdy po polskich drogach. Wiosna była zimna, mokra i nieprzyjemna, choć trafiały się „okienka”. W czasie jednego z nich dostałem do testów najnowszy wypust Royala Enfielda Classic 350, w którym jestem beznadziejnie zakochany. Motocykl pod względem osiągów teoretycznie żaden (20 KM…), a jest dla mnie po prostu generatorem radości. Do końca sezonu testowałem wiele innych maszyn, ale żadnej nie wspominam już z taką czułością. 

Zapamiętałem za to jeden szczególny moment, jakoś w maju albo na początku czerwca. W warszawskim salonie BMW Inchcape oddawałem testowego R 12 i wyjeżdżając przypadkiem spotkałem mojego przyjaciela Rafała Betnarskiego z Motogenu, który też coś tam załatwiał. Klepnęliśmy tradycyjnego „misia”, chwilę pogadaliśmy, zaproponowałem mu podwózkę do domu. Zamówił już taksówkę, więc nie przyjął oferty przejazdu w komforcie i prestiżu na kanapie mojego V-Stroma. Pożegnaliśmy się, ruszyłem i przez chwilę patrzyłem na niego, jak stoi w ciepłych promieniach popołudniowego słońca. Wtedy nie wiedziałem, że widzę go po raz ostatni…

Szał 125-tek

Na początku czerwca redakcja Motovoyagera, a w zasadzie głównie małżeństwo Brzozowskich (chwała im!), zorganizowała tradycyjne wielkie porównanie motocykli. W tym roku było ono niewielkie pod względem pojemności skokowej testowanych maszyn, za to chyba najlepsze jeśli chodzi o ilość nagromadzonej dobrej energii i świetnej zabawy.

Okazuje się, że zgraja „starych koni” na motocyklach 125 cm3 potrafi przepysznie imprezować na asfalcie i poza nim, a przy okazji ryzyko utraty prawa jazdy jest znikome. Dodatkowy miły akcent to wygrana w porównaniu „9 koncepcji na motocykl 125” Husqvarny Svartpilen 125, której byłem opiekunem. Przy okazji przekonałem się w końcu do kasków otwartych, a to za sprawą Schubertha J2, w którym na motocyklach „wolnobieżnych” jeździ mi się znakomicie.

Kask otwarty Schuberth J2 – praktyczny i bezpieczny, jak to tylko możliwe [test, opinia, cena, waga, masa, 22.06, 2025]

Bałkany, kochany…

Kolejną motovoyagerową tradycją są lipcowe wyjazdy redakcyjne. W tym roku postawiliśmy na „głębsze Bałkany” (w odróżnieniu od „Bałkanów płytszych”, które odwiedziliśmy w 2024). Chłopaki chcieli mocniejszy offroad i trasy TET, ja wolałem asfalt. W końcu postanowiliśmy, że na miejscu po prostu się rozdzielimy i będziemy się spotykać na noclegach. Wyszło super, linki do dwóch części mojej relacji i trasy gpx do pobrania znajdziecie poniżej.

Moje Bałkany w sezonie 2025: trasa przez pięć krajów. Część 1 [Chorwacja, Bośnia, Czarnogóra, Serbia, Rumunia, GPX]

Moje Bałkany w sezonie 2025: natura i historia. Część 2 [Czarnogóra, Bośnia, Serbia, Rumunia, GPX]

Na tym wyjeździe testowałem też BMW R 1300 GS Adventure. Po ponad tygodniu w siodle i kilku tysiącach kilometrów utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma lepszego motocykla na dalsze wyjazdy, jeżeli priorytetem jest komfort i użyteczność, a nie styl. To moja silna, całkowicie prywatna opinia. 

BMW R 1300 GS Adventure 2025: turystyczny Terminator [test, opinia, recenzja, dane techniczne, moc, masa, cena]

Motocyklowe weekendy

Po powrocie z Bałkanów pojechałem na Suwalszczyznę na krótki urlop z rodziną, a następnie wróciłem do redakcyjnej orki – czasem na żyznej glebie, czasem na ugorze. W sierpniu Motovoyager żyje przede wszystkim cotygodniowymi wyjazdami w ramach cyklu „Motocyklowa Polska na weekend”. W zeszłym roku zaliczyłem wszystkie cztery, w tym wzięliśmy do pomocy Dawida i pojawiłem się w tylko dwóch odcinkach – w woj. lubelskim na BMW R 1300 RT i w woj. warmińsko-mazurskim na Kawasaki Ninja 1100 SX SE.

Nad Lubelszczyzną i Roztoczem słońce pięknie przypiekało, za to na Mazurach jeździliśmy głównie w mniejszych i większych strugach deszczu. Mimo to było przyjemnie, a przy okazji odkryłem ciekawe rejony do późniejszej, już spokojniejszej eksploracji.

W sierpniu zaliczyłem też inne, bardzo fajne wydarzenie. Z moim zespołem The Brickvillers zagraliśmy na zlocie Unique Bikers koło Wadowic. Zabawa, i dla nas, i dla gości, była znakomita i mamy już zaproszenie na przyszły rok. Z kolei we wrześniu, kolejny rok z rzędu, graliśmy na zlocie klasyków „Warkot” w Mińsku Mazowieckim. Mam nadzieję, że w 2026 uda nam się zagrać również na kilku innych motocyklowych imprezach – piszcie, dzwońcie! 

Brickvillers Unique Bikers
Fot. Unique Bikers WDC

Czarny wrzesień

Pierwszego września wypuściłem dzieciaki do szkoły, a kolejnego dnia rano dostałem telefon, którego spodziewałem się dopiero za kilka dekad. A najchętniej nie odbierałbym go nigdy. W nocy odszedł Rafał. Pustka, niedowierzanie, bezwład, tępe krążenie po domu lub wpatrywanie się w biały ekran z pustą stroną edytora tekstu. Zaprzeczenie… nie, to się nie dzieje. Kilka naskrobanych słów pożegnania i rodzaj letargu aż do dnia pogrzebu. Rafała poznałem tuż przed egzaminem na prawko kat. A, od razu wciągnął mnie do redakcji Motovoyagera, podróżowaliśmy razem po Polsce i Europie, przegadaliśmy masę nocy, był dla mnie jak brat. A teraz go nie ma. Absurd. 

Był taki Rafał… Rzecz o wyjątkowym człowieku i niespodziewanej przyjaźni [felieton]

Kilka dni po pogrzebie pojechaliśmy z Moniką naszym V-Stromem do Czech i Niemiec, zahaczając o trasy i hotele, w których bywałem z Rafałem. Myślałem, że trochę mi ulży, ale nie był to udany wyjazd, nie tylko ze względu na kiepską pogodę. Nie zrobiłem zbyt wielu zdjęć, nie napisałem relacji, bo też nie miałem w sobie żadnej radości, nawet na pięknych czeskich trasach. W dodatku dopadły mnie poważne problemy ze zdrowiem.

Konrad Monika Czechy

Od powrotu praktycznie nie wsiadałem na motocykl, nie licząc pojedynczych dojazdów i udziału w Motomikołajach. Dlatego tak mocno wypatruję pierwszych ciepłych dni nowego roku i pierwszego dłuższego wyjazdu. One mi pokażą, w którym miejscu jestem jako motocyklista i redaktor. 

594972101 1442625434539926 6233891723928334103 n

Moje testówki w 2025 roku

Przeżycia przeżyciami, a robota robotą. To dobry moment, żeby podsumować motocykle, które w 2025 roku przewinęły się przez moje ręce. Tak jak wspomniałem, zacząłem od Royala Classic 350, który bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę.

Royal Enfield Classic 350 2025: bardziej nowoczesny, wciąż zachwycający [test, opinia, opis, dane techniczne, cena, moc]

Na jego tle przyzwoicie, ale jednak dosyć blado wypadł nowy Bear 650 z tej samej stajni. To obiektywnie bardzo udany motocykl (choć z potwornie niewygodną kanapą), z którym jednak nie złapałem chemii. Tak się zdarza, wielu innych jest i będzie nim zachwyconych.

Dalej – skuter BMW C 400 GT w wersji na rok 2025. Ładna, nowoczesna, funkcjonalna i bardzo dobrze prowadząca się maszyna. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że to prawdopodobnie najwygodniejszy maksiskuter na rynku dla wysokich użytkowników z długimi nogami. 

Kolejne dwie testówki to również BMW: cruiser R 12 i retro sport R 12 S. Fajne, neoklasyczne motocykle dające dużo przyjemności z jazdy, a przy okazji dowód na to, że starsze boksery wciąż mają w sobie duży potencjał

Trafiły mi się także, bezpośrednio po sobie, dwa modele Voge. Pierwszy to skuter SR1 ADV, czyli taki codzienny jednośladowy SUV na kategorię A1 i B. Można się śmiać z tej koncepcji, ale faktycznie po w miarę równych szutrach da się tym jeździć bez większych poświęceń. Na ryby, na grzyby, na działkę. 

Voge SR1 ADV: skuter 125 cm3 na każdą drogę [test, dane techniczne, cena, kat. B, adventure]

Druga maszyna z chińskiej stajni to Voge 625DSX, turystyk już na pełną kategorię A, ale z osiągami tuż ponad A2. Czy to w ogóle komuś potrzebne? Okazuje się że tak, bo temu motocyklowi prawie niczego nie brakuje. Jest wyraźnie żwawszy od ciężkich adventure z 50-konnymi silnikami, a do tego bogato wyposażony i niedrogi. Ciekawa opcja pod rozwagę dla tych, którzy chcą po prostu jeździć i zwiedzać.

Voge 625DSX: turystyk dla turysty [test, opinia, recenzja, cena, dane techniczne, moc, masa, adventure, 2025]

Końcówka maja była totalnie paskudna pogodowo, przynajmniej na Mazowszu, a ja akurat na te parę dni dostałem turystyczną, flagową Yamahę Tracer 9 GT+ ze zautomatyzowaną skrzynią Y-AMT. Skrzyni raczej bym nie chciał, za to resztę motocykla – stanowcze „czemu nie”.

Następne „do golenia” stawiły się 125-tki z porównania „9 koncepcji na motocykl 125”. A w zasadzie osiem 125-tek i jeden elektryk mieszczący się w tej klasie. Z tej zgrai najbardziej podeszła mi zwycięska Husqvarna Svartpilen 125, bo to po prostu świetnie zrobiony i wyposażony „po dorosłemu” motocykl zarówno na asfalt, jak i na szutry. W wersji z silnikiem 400 cm3 musi być totalnym sztosem, choć raczej dla ciut niższych motocyklistów i motocyklistek. 

Ciekawostka jest taka, że drugą z maszyn, które dały mi najwięcej frajdy, był elektryczny Niu RQi Sport. Nie jestem purystą i bardzo mi nie po drodze ze wszystkimi motocyklowymi „prawdziwkami”. Ten sprzęt, podobnie jak inne mocniejsze elektryki, jeździ po prostu świetnie. Jest genialny do jazdy miejskiej, na cichych uliczkach Ciechocinka czułem się na nim bardzo dobrze. Przyśpieszenie totalnie inne od spalinowych odpowiedników, a cisza w czasie jazdy, a w zasadzie narastający szum wiatru, może być równie uzależniająca jak ryk wydechu. Gdyby tylko nie ten zasięg…

Jak wspomniałem, po porównaniu były Bałkany na BMW R 1300 GS Adventure. Co tu gadać – duży motocykl z dużym zbiornikiem, idealny na dwie osoby, ze świetnym (choć brzydko pracującym) silnikiem i znakomicie pomyślanym systemem bagażowym, do tego z bardzo dobrym zawieszeniem. Jedyny ciężki adventure, którym bardzo przyjemnie jeździ mi się z pełnym bagażem nawet w trudniejszym terenie. Napisałem to i podtrzymuję – gdybym mógł mieć tylko jeden motocykl do końca życia, byłby to „duży GS”. Nawet niekoniecznie nowy 1300, poprzedniemu 1250 również niczego nie brakuje. Tylko że wtedy bardzo bym płakał po Royalu i niedzielnych wycieczkach. 

Wróciłem do Polski, oddałem GS-a i pobrałem kolejnego -esa. A konkretnie turystycznego, trzycylindrowego Zontesa 703F. Początkowo zachwytu nie było, zwłaszcza po przesiadce z luksusowego „niemca”. Do dziś nie jestem szczególnym fanem tego typu silnika w motocyklu adventure, ale muszę przyznać, że z upływem dni Zontes zaczął mnie do siebie przekonywać. To ten typ, który musi znaleźć „swojego” człowieka.

Sierpień upłynął mi głównie w siodłach maszyn Royal Enfield, z krótkimi przerwami na inne. Zacząłem od Himalayana 450, na którym bardzo dobrze bawiłem się na dróżkach nad Liwcem. Na oponach z kostką byłoby jeszcze lepiej. W mojej ocenie to bardzo fajna maszyna codzienna i turystyczna, a nawet wyprawowa – oczywiście dla tych, którzy nie muszą niczego udowadniać.

Kolejny sierpniowy Royal to długo oczekiwany Classic 650. Spodziewałem się czegoś innego, bardziej klasycznego, mniej cruiserowego. Znacznie lepsze osiągi 650-tki nie przekonały mnie co do jej wyższości nad 350. Za to całość testu, w czasie którego odwiedziłem świętozłoty Licheń, pokazała mi, że to dwie zupełnie różne maszyny i… warto mieć obie.

Trzecim indyjskim motocyklem w sierpniu był Royal Enfield Bullet 350, w starszej wersji rocznikowej, jeszcze na żarówkach. Do tego w całkowicie czarnym malowaniu. Wspaniale jeździło mi się nim polnymi drogami o zachodzie słońca. To w zasadzie to samo, co Classic 350, wygląda może ciut mniej atrakcyjnie, za to ma wygodniejszą kanapę. Radości dostarcza tyle samo.

Royal Enfield Bullet 350: taki stary, a tak dobrze się trzyma! [test, opinia, recenzja, dane techniczne, moc, masa, cena]

Ze zgrzebnego Royala przeskoczyłem na lekko kosmiczne BMW R 1300 RT. To już totalnie inna liga, przed jazdą warto dłużej postudiować obsługę mnogich systemów motocykla, zwłaszcza zautomatyzowanej skrzyni. W mojej opinii mocno zepsuto wygląd tej maszyny w stosunku do poprzednika, za to jeździ przepięknie. To wciąż wzór dużego szosowego turystyka.

Ostatnim przetestowanym przeze mnie motocyklem w sezonie 2025 był sportowo-turystyczny Kawasaki Ninja 1100 SX SE. Generalnie stronię od tego typu maszyn, głównie ze względu na mój temperament i gabaryty, natomiast z tą Ninją polubiłem się bardzo szybko. Nie była to może miłość, za to na pewno bezproblemowe towarzystwo w podróży. Nie przepadam też za wielocylindrowymi rzędówkami, a ta akurat klasyczna czwórka jest genialna w użytku turystycznym, choć trzeba uważać na prawko, bo kusi do złego. 

Co w 2026?

Wyjątkowo nie złożę wam życzeń na 2026. Nie wiem, co napisać, a wszechświat i tak ma pewnie swoje plany. Natomiast chciałbym zostawić was ze zdaniem z ostatniego wpisu Rafała – „Marzenia mają swój termin przydatności, nie ma zatem większego sensu odkładanie ich na później.”. Co chcecie zrobić, róbcie, gdzie chcecie pojechać, jedźcie. Jak nie w 2026, to góra w 2027. „Kiedyś” jest właśnie teraz i dość łatwo może stać się „nigdy”. Wbrew pozorom, to bardzo optymistyczna i orzeźwiająco-otrzeźwiająca myśl.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Konrad Bartnik
Konrad Bartnik
Motocyklista, perkusista, ojciec, wielbiciel dobrej kuchni i dużych porcji. Jego największa miłość to motocyklowe podróże – bliskie i dalekie, po asfalcie i bezdrożach. Lubi wszystko, co ma dwa koła, a najbardziej klasyczne nakedy ze szprychami i okrągłą lampą. Na co dzień drapie szutry starym japońskim dual sportem. Nie zbiera mandatów i nigdy nie miał wypadku. Bywa całkiem zabawny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ