Kiedy w 2023 roku Royal Enfield Bullet 350 wszedł na rynek, wydawało mi się, że to po prostu niezbyt wyszukana wariacja stylistyczna na temat Classica. Próba wyciśnięcia zysków ze znanej nazwy, bez wysiłku w przygotowaniu całościowej koncepcji dla tego legendarnego modelu. Dziś, po kilku bardzo przyjemnych letnich dniach na tej maszynie, mówię temu pomysłowi stanowcze „czemu nie?”. Jeżeli za nazwą Bullet mają iść określone skojarzenia i emocje, to wciąż idą.
„Made like a gun, goes like a bullet”. Miałem rozpocząć ten tekst jakimś streszczeniem historii modelu, ale już pobieżne wejście w temat pokazało mi, że jest on bardzo rozległy i zasługuje na oddzielny artykuł. W końcu maszyny sprzedawane pod tą nazwą przez Royala Enfielda, najpierw brytyjskiego, później indyjskiego, są na rynku od ponad 90 lat! Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwałby, że w ciągu tych dziewięciu dekad będzie to wciąż ten sam motocykl, choć był okres, i to naprawdę długi, w którym Bullety rzeczywiście pozostawały „żywą skamieliną”.
![Royal Enfield Bullet 350 1932 Royal Enfield Bullet 350: taki stary, a tak dobrze się trzyma! [test, opinia, recenzja, dane techniczne, moc, masa, cena]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/02/Royal-Enfield-Bullet-350-1932.jpg)
Obecnie Royal Enfield Bullet to jedna z wariacji na temat tzw. platformy J, na której zbudowane są modele z jednocylindrowym silnikiem 350 cm3. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to wręcz bliźniak Classica 350. Różni się od niego w zasadzie tylko kształtem kanapy (pojedyncza zamiast dwuczęściowej) i tylnego błotnika, który w Bullecie ma charakterystyczną, lekko kanciastą linię wewnętrzną. Inne są także wzory malowania i emblematy na zbiorniku paliwa i bocznych osłonach – moim zdaniem zdecydowanie ładniejsze niż w Classicu. Cała reszta, w tym przednia lampa (w wersji Black Gold z daszkiem) i wbudowanym zestawem wskaźników, silnik, osiągi i wymiary – są identyczne.

Maszyna do przywoływania wspomnień
Wydaje mi się, że opowiadałem tę historię w jednym z moich youtubowych filmów o którymś modelu Royala. Skorzystam z niej i tutaj. Patrzę na stojącego przede mną Bulleta 350 w czarnym malowaniu i widzę po prostu „motór typu motór”. W tej chwili chyba najbardziej zbliżony do tego ideału model na rynku.

Im dłużej patrzę, tym bardziej zanurzam się we wspomnienia. Mam jakieś cztery lata, mieszkam na mazowieckiej wsi, w drewnianym domu krytym papą. Wjazdu na nasze podwórko strzeże skrzypiąca brama, również wykonana z poczerniałych desek. Dostałem od kogoś z rodziny lub sąsiadów rowerek Reksio w „dziewczyńskim”, różowym kolorze i właśnie uczę się nim jeździć bez bocznych kółek. Opanowałem już wsiadanie, start i jazdę do przodu, gorzej z zatrzymywaniem. Treningi wyglądają więc tak, że wybieram trasę przez całą długość podwórka, na koniec z hukiem lądując to na bramie, to na drzwiach od starej stodółki. W końcu się nauczę…

Co jakiś czas brama się otwiera i na podwórko wjeżdża On – listonosz na swojej piekielnej maszynie, która u małego chłopca budzi wielki respekt, a nawet lekki strach. Dzisiaj pamiętam tylko tyle, że pan miał na imię Edmund (wołali go Mundek) i jeździł w typowym orzeszku ze skórzanymi nausznikami. Z kolei jego wielki (z mojej perspektywy) pojazd na pewno był czarny. Jaki model – nie mam pojęcia. WSK, SHL, Junak? A może jakaś Pannonia czy starsza Jawa lub MZ? Nie wiem. Motór, po prostu motór.

To właśnie z tamtym, rozmytym w pamięci obrazem starego jednośladu połączył mnie Royal Enfield Bullet 350, którego otrzymałem do jazd testowych. I jestem mu za to bardzo wdzięczny. W końcu motocykle powinny poruszać i wyzwalać emocje. Nie jest przy tym powiedziane, że wyłącznie swoimi osiągami i technicznym wyrafinowaniem. Mają nas cieszyć, a te niepozorne 350-tki Royala cieszą jak diabli.
Prosty, nie prostacki
Wchodzenie w jakieś głębsze technikalia nie ma w przypadku tej maszyny większego sensu. Konstrukcyjnie jest prosta do bólu. Podobnie jak kilka innych modeli Royala tak niewyszukana, jak tylko pozwalają na to aktualne europejskie przepisy homologacyjne. W klasycznej stalowej ramie z podwójną dolną belką tkwi równie klasyczny, choć całkiem młody metryką, singiel chłodzony powietrzem. Jednostka generuje tylko (albo aż, zależy kto ocenia) 20 KM mocy i współpracuje z pięciobiegową skrzynią. A w zasadzie czterobiegową, co wyjaśnię nieco dalej…

Zabrakło „kopniaka”, nie dało się też oczywiście uniknąć wtrysku paliwa i tarczowych hamulców z ABS-em. Kanapa też wygląda trochę zbyt współcześnie. Mimo wszystko uważam, że Bullet 350 i Classic 350 to obecnie motocykle, które najlepiej udają klasyki. Choć ja wolę określenie „grają”, a na rynku mamy wielu znacznie słabszych aktorów.

W moje ręce trafił egzemplarz z rocznika 2024, w najlepszej moim zdaniem konfiguracji – z oświetleniem całkowicie opartym na zwykłych żarówkach i z chromowaną zaślepką w kokpicie zamiast nawigacji Tripper. Obecnie Royal pakuje niestety do swoich 350-tek trupioblade LED-y. Brrr…

Wersja wykończenia – najdroższa i najbardziej elitarna Black Gold, czyli malowane na czarno silnik i wydech, a na pozostałych elementach łączony matowo-błyszczący czarny lakier i miedziano-złote szparunki. Osobiście bardziej przemawiają do mnie dwa tańsze warianty, czarny i wiśniowy, z jednostką w kolorze naturalnego metalu.

O, widzicie – gusta, guściki. Dla jednych bzdura, ale moim zdaniem to po prostu część zabawy w neoklasyki. Pisałem o tym w niedawnym artykule o Royalu Enfieldzie Classic 650. To właśnie szczegóły decydują o tym, czy odbieramy dany model jako udanego, możliwie autentycznego klasyka, czy raczej jako „wyrób czekoladopodobny”.
Określony model jazdy
Mając wcześniej kilka razy do czynienia z Royalem Classic 350, wiedziałem, czego się spodziewać po Bullecie. Mimo wszystko, emocje przy jego odbiorze były naprawdę spore. Pamiętam, że zamieniałem testówki – oddawałem jakiś zupełnie współczesny model i brałem Bulleta. Już po pierwszym przekręceniu kluczyka i przełącznika rozrusznika (tak, odpalamy motka takim okrągłym wihajsterkiem jak w starej pralce) zupełnie zapomniałem o tym high-techu, którym jeździłem wcześniej. Usłyszałem dźwięk, poczułem charakterystyczny puls długoskokowego singla i zaśmiałem się do siebie jak jakiś złoczyńca z kreskówki. Coś wspaniałego!

Mimo mizernych (na papierze) osiągów i sporej masy blisko 200 kg, Bullet 350 sprawnie się rozpędza. Do prędkości w okolicach 70-80 km/h robi to lepiej niż większośc samochodów, dlatego nie podzielam pojawiających się co jakiś czas opinii, że możliwości tego motocykla dyskwalifikują go z bezpiecznego użytku w ruchu drogowym. Trzeba po prostu wiedzieć, jak nim jeździć, a także gdzie lepiej się nie zapuszczać. Na przykład na autostrady i drogi ekspresowe. Dróg krajowych z gęstym ruchem i dużą liczbą ciężarówek też warto unikać, w miarę możliwości. Przecież zawsze jest jakaś trasa alternatywna, spokojnie, przez wioski…

Dlaczego napisałem o czterobiegowej skrzyni? Ponieważ Royal Enfield we wszystkich 350-tkach skonfigurował ten mechanizm w nieco dziwny sposób. Motocykl rozpędza się nieśpiesznie, ale liniowo na pierwszych czterech biegach. Przy odrobinie szczęścia i drodze z górki można zobaczyć wskazówkę prędkościomierza nieśmiało przekraczającą 100 km/h. Po wrzuceniu piątki nie dzieje się absolutnie nic, poza tym, że silnik schodzi na obroty, przy których brzmi nienaturalnie, jakby za chwilę miał wypluć korbę. Prędkość nie rośnie, a wręcz, przy minimalnym nawet nachyleniu terenu, zaczyna systematycznie spadać. Dlatego praktycznie nie używałem ostatniego biegu, zarówno w Bullecie, jak i w Classicu czy Hunterze. Czwórka i 70-90 km/h to najprzyjemniejsze dla kierowcy i chyba najzdrowsze dla motocykla warunki jazdy modelami z rodziny 350 Royala.
Gdzie oczy poniosą
W mojej opinii takie motocykle jak Bullet 350 są świetnym lekarstwem na kilka przypadłości: coraz ostrzejsze przepisy, wysokie mandaty i nieciekawe motocyklowo miejsce zamieszkania. Kiedy mam jakiegoś wypasionego turystyka o mocy ponad 100 koni, potrzebuję konkretnej, długiej trasy, żeby w pełni się nim cieszyć. Na przejażdżkach po lokalnych wioskach ciągłe trzymanie w ryzach tych dużych i mocnych motocykli jest dla mnie zwyczajnie męczące i dające mało satysfakcji.

Tymczasem małym Royalem najfajniej jeździ się właśnie w granicach przepisowych limitów prędkości. Jest w tym jakaś magia, że mając na „budziku” 50, 60 czy 70 km/h, wcale nie chce się więcej. Jest „legancko, tego…”. I te moje mazowieckie dróżki, do wyboru na Warszawę, Lublin lub Białystok, w większości proste po horyzont, nagle mają inny wymiar. Bullet czy Classic wchodzą w ten sielski krajobraz jak wyciskarka w cytrusa i wyciągają z niego maksimum smaku.
Offroad w odmianie klasycznej
Dzięki 350-tkom Royala odkryłem też na nowo offroad, oczywiście na miarę ich możliwości. Jakiś czas temu zarzuciłem jazdę ciężkimi i średnimi adventure poza asfaltem, głównie ze względu na duże ryzyko kontuzji, na które nie mogę sobie na obecnym etapie życia pozwolić. Bullet 350 i inne Enfieldy zbudowane na platformie J mają ciekawe proporcje – krótki rozstaw osi i duże koła, 19 i 18 cali. Do tego ich zawieszenie, choć proste i po staremu, z dwoma amorkami z tyłu, nadzwyczaj dobrze wybiera nierówności. Efekt jest taki, że te motocykle naprawdę świetnie prowadzą się na szutrowych drogach.

Dodatkowo znów wjeżdża tu na pełnej „czynnik klimatyczny”. Jadąc polną drogą klasycznym Royalem, czuję się mocniej związany z ziemią, z naturą – i to nie tylko z powodu nisko położonej kanapy. Jest w tym jakaś radość z powrotu do czasów, które miały już nigdy nie wrócić, a jednak wracają. Kiedy wszystkie motocykle były z konieczności „adventure”, a piaszczyste drogi, które dzisiaj wybieramy dla zabawy – normalnymi drogami. Spójrzcie tylko na moje zdjęcia z wieczornych sierpniowych „spacerów motocyklowych” w stylu hrabiego Czyńskiego ze „Znachora”. Te obrazki mówią same za siebie.

Bullet czy Classic?
Jako się rzekło, te dwa modele są niemal identyczne. Czy któryś z nich ma wyraźną przewagę? Po rozmowach z kilkoma zaprzyjaźnionymi handlowcami Royala wiem, że polscy klienci oszaleli na punkcie Classica 350 i na jego tle Bullet jest raczej dodatkiem do oferty. Moim zdaniem wielka szkoda, bo pod kilkoma względami widzę przewagę „pocisku”. Jego kanapa, choć może nie wygląda aż tak rasowo, jest dla mnie wygodniejsza na dłuższych dystansach, zwłaszcza na nierównej nawierzchni. Nie jeździłem z pasażerem, ale jego część siedziska również wygląda na bardziej przyjazną. Wspomniane już wypukłe logotypy na zbiorniku i bocznych obudowach w Bullecie również wyglądają lepiej, zwłaszcza wobec tej bieda-naklejki „Classic 350”. Ponadto jednokolorowe, czarne i wiśniowe malowania Bulleta mają naprawdę dużo klasy.

Co więcej, słychać już jakieś plotki o nadchodzącym Bullecie 650. O moich oczekiwaniach wobec tej maszyny napisałem w teście Royala Classic 650, który nie tyle mnie zawiódł, co nie dał tego „czegoś”. Zdanie podtrzymuję i czekam na pokaz nowości Royala na zbliżających się targach EICMA.

Nowa iskra
Na koniec dosyć osobiste wyznanie. Wykonuję tę swoją robotę dziennikarską od ponad dekady, co sezon jeżdżę naprawdę sporą gamą bardzo różnorodnych sprzętów. Jak w każdym zawodzie, przychodzą okresy przesytu i pewnej nudy czy zblazowania. Mam spory dystans wobec kosmicznych technologii i wyśrubowanych osiągów, które moim zdaniem już dawno przestały być przydatne w normalnej jeździe drogowej. Motocykle Royal Enfield, i to właśnie na najtańsze, najmniejsze, najprostsze i najsłabsze, wyzwoliły u mnie nową porcję młodzieńczego entuzjazmu. Stale o nich myślę i snuję plany, tak jak kiedyś o „poważnych” turystykach i wielkich podróżach.

W ostatnich latach bardzo mocno doceniłem, w jak pięknym i różnorodnym kraju żyjemy. Wydawałoby się, że znamy go na wylot, a najczęściej konsumujemy w dużych i niedbale gryzionych kawałkach, w dodatku cały czas tych samych. Takie motocykle jak Royal Enfield Bullet 350 pozwalają na odkrywanie z wielką przyjemnością miejsc, do których na innych maszynach byśmy się nie zapuszczali, „bo szkoda weekendu”. To wręcz zdumiewające, jak niecałe 200 kg uczciwej stali potrafi zmienić perspektywę.

Royal Enfield Classic 350 2024 – dane techniczne
| Silnik: | czterosuwowy, jednocylindrowy, chłodzony powietrzem i olejem |
| Układ i rozrząd: | SOHC, 2 zawory na cylinder |
| Pojemność skokowa: | 349 cm³ |
| Średnica cylindra x skok tłoka: | 72 x 85,5 mm |
| Zasilanie: | elektroniczny wtrysk paliwa (EFI) |
| Stopień sprężania: | 9,5:1 |
| Moc maksymalna: | 20,2 KM (14,9 kW) przy 6100 obr./min |
| Moment obrotowy: | 27 Nm przy 4000 obr./min |
| Skrzynia biegów: | manualna, 5-biegowa |
| Sprzęgło: | wielotarczowe, mokre |
| Napęd tylnego koła: | łańcuch |
| Rama: | stalowa, podwójna kołyska |
| Zawieszenie przednie: | widelec teleskopowy, Ø 41 mm, skok 130 mm |
| Zawieszenie tylne: | podwójne amortyzatory emulsyjne z 6-stopniową regulacją napięcia wstępnego |
| Koła i opony: | 100/90-19 (przód), 120/80-18 (tył), felgi szprychowe z dętkami |
| Hamulec przedni: | tarcza Ø 300 mm, zacisk dwutłoczkowy ByBre, ABS |
| Hamulec tylny: | tarcza Ø 270 mm, zacisk jednotłoczkowy ByBre, ABS |
| Długość / wysokość / szerokość: | 2110 / 785 / 1125 mm |
| Wysokość kanapy: | 805 mm |
| Prześwit: | 170 mm |
| Masa: | 195 kg (z płynami) |
| Zbiornik paliwa: | 13 litrów |
| Normy emisji: | Euro 5 |
| Elektronika: | analogowy prędkościomierz z wyświetlaczem LCD, wkaźnik zapiętego biegu, gniazdo USB, ABS |
| Cena: | od 25 980 zł (w zależności od wersji i koloru) |
| Importer: | royalenfield.pl |
