Do niedawna uważałem, że jadąc jakimkolwiek motocyklem, zawsze powinniśmy mieć na głowie kask o maksymalnych właściwościach ochronnych, a do tej grupy z pewnością nie należą kaski otwarte. I, z samej swojej natury, nigdy do niej nie dołączą. Dzisiaj jednak z coraz większą przyjemnością jeżdżę na mniejszych motocyklach i dużo spokojniej niż kiedyś. Zachowując świadomość, z czym to się wiąże, daję też sobie więcej luzu w kwestii ubioru, w tym kasku. Nowy Schuberth J2 stał się cennym uzupełnieniem mojej kolekcji i naturalnym wyborem, kiedy wsiadam na jednoślad, którym absolutnie nie zamierzam szaleć.
Najczęstszy scenariusz wypadku motocyklowego jest dosyć typowy – uderzasz w coś lub tracisz przyczepność i spadasz z maszyny, najczęściej lecąc do przodu. Cała reszta zależy od czystego szczęścia, miejsca, w którym doszło do zdarzenia i obecnych tam innych pojazdów i przeszkód. Może zakończyć się szlifem i potłuczeniami, może zakończyć się nagle i ostatecznie. Wybraliśmy motocykle i wiemy, z czym to się je.

W takich okolicznościach ochrona twarzy jest bardzo ważna. Znam osoby, które przeżyły swoje wypadki, są z nami do dziś i mogą dalej korzystać z własnego uzębienia tylko dlatego, że jechały w kasku integralnym lub szczękowym. Nie ma co się oszukiwać, jeśli bezpieczeństwo jest ciebie absolutnym priorytetem, nie powinieneś zakładać kasku otwartego. Koniec.
Przez całe lata byłem wyznawcą właśnie takiego podejścia – zero kompromisów, tylko integral lub szczęka. Podobno tylko krowa nie zmienia zdania, a już na pewno krowa, która ma za sobą poważny „dzwon” na motocyklu. Ja nie mam, więc może nie tyle zmieniłem zdanie, co dałem sobie więcej luzu, akceptując możliwe tego skutki. Zacząłem jeździć w kasku otwartym Schuberth J2, choć nie jest to kask „pierwszego wyboru” i nigdy nim nie będzie. Dlaczego? Ponieważ w pewnych okolicznościach przyrody i na pewnych rodzajach jednośladów zapewnia mi znacznie większą dawkę przyjemności z jazdy. I tyle.

Na początku był orzeszek
Większość działających od wielu lat producentów kasków zaczynała od kasków otwartych, bo taki był wtedy standard. Schuberth nie jest tu wyjątkiem, choć akurat ta firma zaczynała nie tyle od kasków, co od skórzanych wyściółek wojskowych hełmów armii niemieckiej w latach 20. XX wieku. Pierwszy kask motocyklowy Schubertha, model Aero, pojawił się w 1954 roku i był typowym orzeszkiem ze skórzanymi osłonami uszu. Nowoczesnym jak na swoje czasy, bo ze skorupą uformowaną z poszanowaniem zasad aerodynamiki.

Bezpośredni poprzednik Schubertha J2 to model J1 z 2006 roku. Był to kask otwarty z charakterystyczną „obręczą” na wysokości brody, nieco przypominającą rozwiązania z kasków do futbolu amerykańskiego. Następnie mieliśmy dwa typowe jety, M1 i M1 Pro, bez żadnych dodatkowych elementów.

Schuberth jak Schuberth
Model J2 jest wykonany w takim samym standardzie, jak reszta aktualnych kasków Schubertha: S3, C5, E2 i Concept. Mamy tu więc skorupę z włókna szklanego wzmocnioną pasem z karbonu i system AROS, czyli dodatkowe paski wewnątrz kasku trzymające pasek biegnący pod brodą, co ma zapobiegać rolowaniu się kasku z głowy w czasie upadku. Całość spełnia wymogi najnowszych norm ECE 22.06. Jest też pełne przygotowanie do podłączenia jednego z trzech firmowych interkomów Schubertha: SC2, SC2 Standard oraz SC Edge. W kasku są fabrycznie zamontowane słuchawki, anteny FM, Bluetooth i Mesh, a także miejsca i okablowanie do wpięcia centralki, pilota i mikrofonu.

Oczywistą różnicę widać z przodu kasku. Mamy tam tam bardzo duży wizjer i wypinany pałąk w dolnej części. Jaka jest jego rola? Na pewno nie jest ona kluczowa dla bezpieczeństwa. Element ten nie jest w żaden sposób wzmocniony, np. wewnętrznym metalowym prętem. To po prostu plastikowy profil wykończony od wewnątrz twardą pianką. Wydaje mi się, że ma on po prostu zapewnić szczelność kasku, kiedy używamy go w chłodniejsze dni. Dociskamy do niego wizjer, a od spodu stanowi on punkt zaczepienia dla wyjmowanej osłony podbródka, mającej formę trójkąta z tkaniny, podobnie jak w innych modelach Schubertha. Mój kask J2 w rozmiarze XXL waży 1590 g, a z interkomem ok. 1700 g. Nie jest ani przesadnie lekki, ani ciężki.

Leży jak czapka
To tyle jeśli chodzi o suche technikalia, najważniejsze jest to, jak Schuberth J2 sprawdza się w praktyce. Po pierwsze, wchodzi mi na głowę. Można się śmiać, ale mam na tyle wielki i kłopotliwy czerep, że nie jest to oczywistość. To zresztą jeden z głównych powodów, dla których to właśnie Schuberth C3 był moim pierwszym kaskiem i jestem wierny tej marce od 12 lat. Muszę przy tym zaznaczyć, że poprzednie modele otwarte, M1 i M1 Pro, nawet z największą skorupą i najcieńszą wyściółką były na mnie za małe. J2 w rozmiarze XXL (63) pasuje jak ulał, a są jeszcze XXXL (65). Także jeżeli w dzieciństwie beztrosko bawiliście się kompresorem, to spokojna wasza wielka głowa – znajdzie się „jotdwójka” i dla was.

Ponadto dla najbardziej popularnych rozmiarów M, L i XL dostępny jest program Schuberth Individual. Polega on na tym, że w autoryzowanych punktach sprzedaży dobiorą wam dodatkowo wyściółkę z odpowiednią grubością poszczególnych padów. Każda głowa jest inna, nawet jeżeli jej obwód teoretycznie zgadza się z tabelą. Sam dobierałem indywidualną wyściółkę w moim integralnym Schubercie S3 i to naprawdę świetna rzecz, która znacznie podnosi komfort użytkowania.

Widok na cały świat
Jedziesz sobie spokojnie przez podlaskie wioski, niezbyt wyrywny klasyczny motocykl radośnie pod tobą pyrkocze, a przed sobą widzisz krajobraz wyraźnie ograniczony krawędziami otworu na wizjer. Tak właśnie jest w integralach i kaskach szczękowych, choć akurat Schuberthy C5, S3 i E2 zostawiają naprawdę duże pole widzenia. Natomiast jadąc w J2 na głowie mam wrażenie, że oglądam świat bez ograniczeń, wręcz jakbym jechał bez kasku. A jednocześnie w końcu biednemu nie wieje wiatr w oczy i mucha nie siada. To wspaniałe doświadczenie i jak dla mnie największa zaleta tego kasku, ale tylko na określonych typach motocykli i skuterów. Niezbyt szybkich, „spacerowych”. Na bardziej dynamicznych maszynach, które zachęcają do ostrzejszej jazdy i ewidentnie męczą się przy spokojnej, wkrada się jakiś taki nieprzyjemny niepokój…

Schuberth generalnie słynie ze znakomitych wizjerów i blend przeciwsłonecznych. Mają znakomite właściwości optyczne, nie zniekształcają obrazu, a blenda usuwa tylko ten zakres światła, który naprawdę męczy oczy. Nie zmienia zbytnio kolorów otoczenia, działa jak bardzo precyzyjny filtr. Oczywiście jak każdy element wystawiony na bezpośrednie działanie wiatru, owadów i zanieczyszczeń, wizjer z czasem się rysuje. Ja swoje wymieniam co roku. Schuberth oferuje do modelu J2 wizjery w różnych wersjach: przezroczyste, z możliwością montażu pinlocka oraz przyciemniane.
Cichy, ciepły, uniwersalny
Pierwszą jazdę w moim J2 zaliczyłem jakoś w marcu, przy temperaturze nieprzekraczającej 10°C. Spodziewałem się hałasu i totalnej zimnej wichury wewnątrz, tymczasem nic takiego nie nadeszło. Jechałem wtedy w wersji „pełnej”, z wpiętą osłoną podbródka. Było cicho i ciepło jak w „normalnym” kasku. Schuberth J2 ma dodatkowo przekonstruowany tylny kołnierz, który bardzo dobrze przylega do karku. Dzięki temu kask jest naprawdę szczelny i nie wpuszcza wiatru.

Ma to oczywiście dwie strony. Na lato wypiąłem podbródek, co nie tylko zwiększyło przewiew, ale też dało trochę swobody mojej długo zapuszczanej kępie kopru zwanej dumnie brodą. Nie jest to jednak przewiew przesadny. Przy zamkniętym wizjerze ruch powietrza jest mniejszy niż w integralach czy szczękowcach z otwartą przednią wentylacją. Najczęściej jeżdżę więc z lekko podniesionym wizjerem, w pozycji „miejskiej”. Na szczęście blokada tej pozycji jest dosyć mocna i szyba zamyka się samoczynnie dopiero przy prędkościach, których i tak staram się nie osiągać. W kasku J2 montuję na zmianę interkomy SC2 i Edge, rozmowy przebiegają bez zakłóceń, nie słychać zbędnego szumu.
Bardzo podoba mi się łagodny kształt skorupy i górnego wlotu powietrza Schubertha J2, dzięki któremu również na bardzo klasycznych motocyklach nie wyglądam jak odklejony kosmita. Oczywiście nie ma mowy o wyglądzie kasku „z epoki”, ale naprawdę nieźle się to klei, zwłaszcza w stonowanym szarym kolorze, który wybrałem.

Ech, ci okularnicy wpatrzeni w paragony
Schuberth J2 jest generalnie kaskiem bardzo praktycznym, z jednym wyjątkiem. Staram się nie wypinać dolnego pałąka – jaki jest, taki jest, ale jest. Dlatego kiedy jeżdżę w okularach, a nie soczewkach, muszę je za każdym razem zdejmować i zakładać, zdejmując i zakładając kask. W dodatku mam wrażenie, że „uszy” okularów ciężej wchodzą i wychodzą spod wyściółki niż w innych modelach. Mógłbym co prawda za każdym razem wypinać pałąk, ale trzymające go plastikowe obejmy są naprawdę mocno spasowane i jest to operacja znacznie trudniejsza niż, dajmy na to, podniesienie szczęki w C5 czy E2. Dlatego kiedy jeżdżę w okularach, kaski szczękowe są znacznie mniej uciążliwe.
Tradycyjną wadą kasków Schuberth jest również cena, obiektywnie wysoka. J2 malowaniu białym i czarnym kosztuje 2399, szarym 2499, a ze sportową grafiką 2699 zł. Do tego należy jeszcze doliczyć koszty jednego z oryginalnych interkomów, jeżeli ich potrzebujecie i chcecie w pełni wykorzystać kask, tak jak go zaprojektowano.

Niech będzie jednym z kilku
Czym zacząłem, tym skończę. Kask Schuberth J2, mimo że zapewnia piękne wrażenia z jazdy i pozwala na swobodne podziwianie krajobrazu mijanych okolic, jest i zawsze będzie kompromisem pod względem bezpieczeństwa. Dlatego nie wyobrażam sobie, żeby miał być moim jedynym kaskiem, w którym będę np. robił autostradowe przeloty w szybkim tempie. Na klasyka, na skuter, do jazdy z generalnie niskimi prędkościami – jak najbardziej. Jak chyba wszystkiego, kasku otwartego warto używać… z głową.
Zdjęcia: Daniel „Pastor” Chmielewski, autor

Mam taki kask, polecam. Zresztą jak każdy inny kask firmy Schuberth. To jest porządna marka warta swojej ceny. Ten jest chyba najładniejszym ze wszystkich otwartych kasków jakie powstały do tej pory.