Jako to, to już nie „Kraina Tysiąca Jezior”? W temacie lasów, zbiorników wodnych i przyjemnego, pofałdowanego krajobrazu nic się oczywiście na Warmii i Mazurach nie zmieniło. Natomiast z roku na rok przybywa tu świeżo wyremontowanych, krętych dróg z bardzo dobrej jakości asfaltem. W czasie naszej tegorocznej wizyty w województwie warmińsko-mazurskim, przy okazji akcji „Motocyklowa Polska na weekend”, byliśmy wręcz w szoku, jak wiele się w tym względzie zmieniło.
Motocyklowa Polska na Weekend to akcja, którą prowadzimy już drugi rok z rzędu. W czasie naszych wyjazdów odkrywamy uroki naszego kraju z perspektywy motocyklisty. Szukamy krętych tras, klimatycznych knajpek z dobrym jedzeniem, miejsc przyjaznych dla podróżujących jednośladami, zapadających w pamięć widoków i punktów, gdzie można złapać chwilę oddechu. I znaleźliśmy je po raz kolejny – tym razem w czasie ostatniego weekendu sierpnia, w województwie warmińsko-mazurskim.

Mamy sprawdzony sposób na tę akcję – znajdujemy lokalnego przewodnika, jednego z was, naszych czytelników i widzów. Spośród nadesłanych zgłoszeń wybieramy osobę, która naszym zdaniem najlepiej pokaże ciekawe, często nieoczywiste miejsca swojego regionu i oprowadzi nas po nich. W warmińsko-mazurskim naszym przewodnikiem był Rafał spod Olsztyna, którego codziennym motocyklem jest Yamaha TDM 900.
Nasz przewodnik otrzymał od nas na cały weekend motocykl testowy Kawasaki Ninja 500 SE, który odebrał z salonu Kawasaki Ostóda Moto Doktor oraz kask Schuberth z najnowszym interkomem SC Edge od Cardo, a także – już na zawsze – zestaw dodatkowych atrakcyjnych nagród. W sezonie 2025 partnerami naszej akcji oraz sponsorami nagród są:
- Fuchs Silkolene – producent wyjątkowych środków smarnych do motocykli i nie tylko
Dodatkowo w czasie każdego wyjazdu podróżujemy motocyklami innej marki. W sezonie 2025 na nasz turystyczny cykl przeznaczyliśmy cztery sierpniowe weekendy, których głównymi partnerami zostali kolejno:
- Voge Polska - woj. świętokrzyskie
- BMW Motorrad Polska - woj. lubelskie
- Suzuki Polska - woj. małopolskie
- Kawasaki Polska - woj. warmińsko-mazurskie
Trasa również dla was
Szesnaście polskich województw to na tyle duże jednostki administracyjne, że oczywiście nie jest możliwe zaliczenie wszystkich ich atrakcji w jeden weekend. Warmińsko-mazurskie nie jest tu wyjątkiem, a wręcz przeciwnie. Turystyczne bogactwo tego regionu aż kipi. Przygotowalismy dla was naszą trasę w formie pliku .gpx, który możecie wrzucić do waszych urządzeń nawigacyjnych, np. smartfona. Możecie przejechać po naszych śladach co do metra, możecie też potraktować to jako czystą inspirację i wstępny pomysł na własny wyjazd w te rejony. Albo serię wyjazdów na całe lata.

Asfaltowa rewolucja
Do niedawna Warmię i Mazury kojarzyliśmy z licznymi cudami natury i materialnymi śladami historii, do których jednak często trzeba było dojechać bardzo kiepskimi drogami. Dzisiaj sytuacja jest wręcz odwrotna. W czasie naszego weekendowego wyjazdu, w czasie którego pokonaliśmy wiele setek kilometrów po drogach głównych, ale także totalnie lokalnych, kiepska nawierzchnia lub wręcz jej brak były zupełnymi wyjątkami. Całe województwo warmińsko-mazurskie jest intensywnie asfaltowane i gładkimi jak stół trasami jeździmy już nie tylko między głównymi miastami i miasteczkami, ale dojeżdżamy też do małych wiosek, pozornie „na końcu świata”. Jednocześnie wciąż nie brakuje tu typowych mazurskich szutrów, więc jeśli lubicie turystykę w lekko offroadowym wydaniu, możecie spędzić tu całe tygodnie na odkrywaniu nowych miejsc i ścieżek.

Dojazd w stylu alpejskim
Ruszyliśmy w stronę Ostródy z Warszawy i od razu możemy polecić pewne rozwiązanie nie tylko motocyklistom ze stolicy i okolic, ale też tym, którzy jadą w stronę Warmii i Mazur z południa Polski i przecinają północne Mazowsze. Droga ekspresowa S7, na odcinku łączącym stolicę z Trójmiastem, jest już niemal gotowa – wciąż budowana jest część między Warszawą i Płońskiem. Przeniosła się tam zdecydowana większość ruchu, w tym niemal wszystkie ciężarówki.

Część odcinków starej „siódemki”, kiedyś jednej z najbardziej znanych i zatłoczonych „tras wakacyjnych” w kraju, pozostała w niemal niezmienionej formie. Część przebudowano, a w zasadzie zbudowano od nowa, jako drogę techniczną i pomocniczą dla S7.

Daje nam to cenny wybór – jeżeli mamy mało czasu, lecimy ekspresówką i w bardzo krótkim czasie jesteśmy na zachodnich Mazurach, np. właśnie w Ostródzie. Jeżeli natomiast chcemy jechać nieco dłużej, za to dużo bardziej ekscytująco, możemy pojechać właśnie po starym/nowym śladzie drogi krajowej. My zdecydowaliśmy się właśnie na tę drugą opcję, zaczynając na wysokości Glinojecka. Był to strzał w dziesiątkę – z każdym kilometrem na północ droga staje się bardziej kręta i widowiskowa, a przy tym ze świetnym asfaltem i symbolicznym wręcz ruchem innych pojazdów. Straszą tylko opuszczone budynki po biznesach, które upadły wraz z otwarciem ekspresówki – stacjach benzynowych, barach czy hotelach. Szczyt przyjemnej jazdy motocyklem to odcinek między Olsztynkiem i Ostródą, gdzie do zakrętów dochodzą wiadukty i przewyższenia. Warto!

Te mniej znane Mazury
Warto wiedzieć, że powszechnie używane określenie „jadę na Mazury” często jest co najmniej nieprecyzyjne. Współczesne województwo warmińsko-mazurskie składa się bowiem z kilku historycznych krain. Oprócz „tytułowych” Warmii i Mazur mamy tu jeszcze Ziemię Lubawską i Powiśle na zachodzie, a także Barcję na Północy. Z kolei Warmia, ciągnąca się od Fromborka aż za Olsztyn, wbija się klinem w Mazury, dzieląc je na dwie części. Ta wschodnia, z Krainą Wielkich Jezior Mazurskich, jest zdecydowanie bardziej znana i najpopularniejsza wśród turystów.

My jednak zaczęliśmy od zachodniej części województwa. Ja znałem ją bardzo słabo, a towarzyszący nam Dawid, człowiek z gór – praktycznie w ogóle. Spotkaliśmy się z naszym lokalnym przewodnikiem, Rafałem, w Ostródzie, w salonie Kawasaki Moto Doktor. Przekazaliśmy mu nagrody od naszych partnerów oraz kask Schuberth C5 z interkomem, dzięki któremu mogliśmy swobodnie rozmawiać przez cały wyjazd. Nie tracąc czasu, jeszcze piątkowym popołudniem, ruszyliśmy na zaproponowaną nam przez Rafała trasę.
Atrakcje przed spaniem
Zaczęliśmy od przelotu lokalnymi – zaskakująco gładkimi i przyjemnie krętymi – drogami na Wzgórza Dylewskie i Dylewską Górę (312 m n.p.m.), najwyższe wzniesienie Warmińsko-Mazurskiego. Na szczycie ustawiono drewnianą wieżę widokową z której rozciąga się kojąca panorama, sięgająca na dziesiątki kilometrów w dal.

Następnie podjechaliśmy pod pobliski zabytkowy wiadukt w Glaznotach, będący pozostałością po poniemieckiej linii kolejowej, już dawno nieistniejącej, rozebranej i rozkradzionej przez czerwonoarmistów. Obiekt jest ładnie utrzymany i niezwykle fotogeniczny, zwłaszcza o zachodzie słońca. Można wejść na górę po schodkach i podziwiać widok.

Z Glaznotów, już po zmroku, pojechaliśmy na wcześniej zarezerwowany nocleg koło Olsztynka, po drodze mijając majaczący na horyzoncie maszt pomnika na polu bitwy pod Grunwaldem. Spaliśmy w agroturystyce Willa Mycyny. Warto zapisać sobie tę miejscówkę – wieś w środku lasu, komfortowe pokoje, możliwość zamknięcia motocykli w stodole i bardzo przyzwoite ceny (zapłaciliśmy nieco ponad 200 zł za dwie osoby). Przy okazji mogliśmy sprawdzić jakość oświetlenia w naszych Kawasaki Ninjach H2 SX, 1100SX SE i 500 SE, jest ponadprzeciętna.
Mokra sobota
W sobotę rano obudził nas intensywny deszcz, grający swoją monotonną muzykę na blachodachówce. Założyliśmy przeciwdeszczówki i pogodzeni z losem ruszyliśmy w dalszą część trasy. W turystyce, a już szczególnie tej motocyklowej, rowerowej czy pieszej, pogoda wciąż pozostaje głównym reżyserem i kreatorem wspomnień.

Przejechaliśmy przez Iławę i Szymbark, w którym stoją majestatyczne ruiny zamku krzyżackiego, spalonego w 1946 przez naszych wyzwolicieli ze wschodu. Naszym kolejnym celem była słynna pochylnia na Kanale Elbląskim w Buczyńcu. To prawdziwy cud techniki, zwłaszcza że został zbudowany w 1860 roku i działa do dzisiaj. Statki wpływają na specjalne wózki, na których następnie są przemieszczane po specjalnym torowisku ponad 20 metrów wyżej i niemal 500 metrów dalej, na wyżej położony odcinek kanału. Całość napędzana jest wyłącznie siłą wody poruszającej kołem wodnym. Trzeba mieć niestety sporo szczęścia, by zobaczyć pochylnię w działaniu, statki wycieczkowe pływają tu bowiem co kilka godzin. Można natomiast z wyprzedzeniem zapisać się na konkretny rejs i samemu skosztować „pływania po trawie”.
Nad Zalewem Wiślanym
Z Buczyńca pojechaliśmy dalej na północ, znów znajdując się w pobliżu trasy S7. Minęliśmy Pasłęk, w którym stoi kolejny zamek, i skierowaliśmy się w stronę Elbląga. Zgodnie z zasadą, że nie wjeżdżamy do dużych miast, odbiliśmy na jego granicach w prawo, w sieć lokalnych dróg prowadzących nad Zalew Wiślany. Naszym pierwszym przystankiem w tej okolicy był Suchacz, a konkretnie wzgórze z punktem widokowym Carla Pudora. Trzeba kawałek podejść wąską ścieżką, a na szczycie strasznie żrą komary, ale widok na Zalew i Mierzeję Wiślaną jest rzeczywiście ładny.

Kontynuowaliśmy naszą podróż drogą nr 503. W miejscowości Kadyny zatrzymaliśmy się przy Dębie Bażyńskiego. To ponad 700-letnie drzewo i obwodzie pnia wynoszącym 10 metrów, nosiło różne nazwy, w zależności od tego kto akurat rządził tym terenem. Obecnie u jego podstawy zieje ogromna dziura, która jeszcze w XIX wieku była dziuplą, w której normalnie wstawiono drzwi. Mógł się tam zmieścić mały oddział żołnierzy.

Kolejny przystanek zrobiliśmy w Tolkmicku, znanym części z was ze zlotów motocyklowych, organizowanych co roku przez lokalny klub Kardan. Na ulicach miasta zatrzymało nas nietypowe widowisko. Był to ślub Polki i Chińczyka, a grupę gości zmierzających pieszo na salę weselną nad zalewem prowadzili tancerze przebrani za tradycyjne chińskie smoki. Nie zabrakło także bębnów i petard. Cyknęliśmy kilka fotek w porcie rybackim i ruszyliśmy dalej.

W pobliskim Fromborku przywitaliśmy się z Mikołajem Kopernikiem, a raczej jego okazałym pomnikiem stojącym u stóp wzgórza katedralnego z murami obronnymi, wieżą i szeregiem innych budowli, skrywających m.in. muzeum słynnego astronoma. Przyszedł czas na obiad, wpadliśmy więc do smażalni „Złota Rybka” na sandacza po fromborsku. Żadni z nas kulinarni krytycy, ale było smacznie i sycąco.

Ziemie Nieznane
O ile we Fromborku byłem ze sto lat temu na wycieczce z babcią, tak ziemie na wschód od tego miasta, położone wzdłuż granicy z Obwodem Kaliningradzkim (czy też Królewieckim), były dla mnie kompletnie obce – żaden wiatr mnie tam jeszcze nie zagnał. Wyobrażałem sobie, że będziemy jechać po dziurawych drogach wśród zaniedbanych popegeerowskich wiosek. Okazało się, że drogi są świetne, a wioski ładnie utrzymane. Przejechaliśmy przez Braniewo i skierowaliśmy się drogą nr 507 w stronę Pieniężna. Za Białczynem odbiliśmy w lewo, na Wyszkowo i Lelkowo. To bardzo malowniczy, kręty odcinek z dobrym asfaltem. Dojechaliśmy do Górowa Iławeckiego (ładny duży staw z fontanną w środku miejscowości), skąd odbiliśmy na północ, pod samą granicę.

Naszym celem było Żywkowo, najsłynniejsza „bociania wioska” w Polsce. Obecnie zamieszkuje ją na stałe zaledwie 19 osób, w dużej mierze potomkowie Ukraińców przesiedlonych tu w ramach powojennej akcji „Wisła”. W każdym gospodarstwie znajdziemy za to kilkanaście bocianich gniazd. Ptaki przylatują tu masowo w marcu i zostają do początku sierpnia, odchowując młode. Warto wpaść tutaj w tym okresie, wejść na wieżę widokową w jednym z gospodarstw i cieszyć się bocianim towarzystwem. Minusem jest niestety jakość drogi prowadzącej tu z Górowa, którą trzeba pokonać w tę i z powrotem. To jeden z niewielu odcinków z bardzo słabą nawierzchnią, jakimi jechaliśmy w trakcie tego weekendu.

Przed zmrokiem zdążyliśmy jeszcze podjechać do Lidzbarka Warmińskiego, gdzie zrobiliśmy sobie kilka zdjęć pod majestatycznym Zamkiem Biskupim. Na nocleg w położonym u jego stóp luksusowym hotelu nie mieliśmy za bardzo funduszy, poza tym chcieliśmy dojechać tego dnia jak najdalej na południe. Nasz wybór padł na domek w starym ośrodku w Budach koło Dźwierzut, na południe od Biskupca. Niezbyt drogo, za to bardzo w stylu PRL, co dla mnie jest akurat plusem, bo bardzo lubię noclegi w takim klimacie.
Mazurska niedziela
W niedzielę rano spotkaliśmy się z Rafałem w Pasymiu, ładnym miasteczku nad jeziorem Kalwa. Na estetycznym, choć zbyt mocno wybetonowanym rynku, naszym gospodarzem był miejscowy, bardzo przyjazny kundelek. Osobiście bardzo wysoko cenię takie nowe znajomości.

Pojechaliśmy drogą nr 53 w kierunku na Szczytno. To dobrze znana krajówka, ale warto ją wybrać, bo ma świetny asfalt, masę zakrętów i świetne widoki. Trzeba tylko trafić na czas mniejszego ruchu. W niedzielny poranek to właśnie nam się udało. Ze Szczytna chcieliśmy wjechać na drogę nr 600 w stronę Mrągowa, Rafał jednak postraszył nas słabym asfaltem. Wybraliśmy więc kolejne drogi krajowe, tym razem nr 58 i 59. W Pieckach wstąpiliśmy do popularnej wśród lokalnych motocyklistów lodziarni – możemy ją polecić.

W Mrągowie mieliśmy w planach odwiedzenie Muzeum Sprzętu Wojskowego i miasteczka westernowego Mrongoville. Z powodu kurczącego się czasu (mieliśmy tego samego dnia wrócić do Warszawy), pojechaliśmy tylko na chwilę do każdego z nich.

Z Mrągowa ruszyliśmy na wschód, znaną i niestety zatłoczoną drogą nr 16. Nie zatrzymywaliśmy się w Mikołajkach, chyba najbardziej znanym mazurskim kurorcie, tylko pojechaliśmy dalej, dużym łukiem nad północnym wybrzeżem największego jeziora w Polsce – Śniardw. DK16 jest w tym miejscu sporo luźniejsza i wciąż bardzo fajna do jazdy motocyklem, pełna szybkich łuków. W Okartowie, tuż za groblą, skręciliśmy w prawo, na Nowe Guty. Tam zatrzymaliśmy się pod wieżą widokową, skąd można złapać ładną panoramę Śniardw.

Następnie, przez Ruciane-Nidę, dojechaliśmy do miejscowości Kamień nad jeziorem Bełdany, gdzie ukryty w lesie funkcjonuje Klub Mila. To duży kompleks turystyczny z własnymi portami jachtowymi, domkami, gastronomią, strefami sportowymi i masą innych atrakcji. Przypomina nieco ośrodek wakacyjny w amerykańskim stylu z filmu „Dirty Dancing”. Skąd nasza wizyta w Mili? Chcieliśmy ją sprawdzić przed powrotem na imprezę Kawasaki Green Days, którą zaplanowano w tym miejscu tydzień po naszym weekendzie. To rzeczywiście idealna miejscówka na tego typu wydarzenie.

Do zobaczenia za rok
W Klubie Mila zakończyliśmy naszą „Motocyklową Polskę na weekend”. Nie tylko odcinek w województwie warmińsko-mazurskim, ale też cały cykl na sezon 2025. Zaczęliśmy go rok temu, mamy objechaną połowę polskich województw – osiem. Materiały z Kujawsko-pomorskiego, Zachodniopomorskiego, Śląskiego, Mazowieckiego, Świętokrzyskiego, Lubelskiego, Małopolskiego i wreszcie Warmińsko-mazurskiego znajdziecie na naszym portalu i na kanale YouTube.
Dziękujemy naszym partnerom i naszym lokalnym przewodnikom. Przed nami jeszcze dwa sezony tej fajnej akcji. Polska jest niesamowicie różnorodna i atrakcyjna motocyklowo. Warto o tym przypominać na każdym kroku.
