_SLIDERKoty, piwo i lawenda. Na pożyczonej TDM-ce w objęcia Prowansji

Koty, piwo i lawenda. Na pożyczonej TDM-ce w objęcia Prowansji [WYPRAWA]

-

Myślałam, że zginiemy

Jedziemy przed siebie i gdzieś między Buis, a inną trudną do wymówienia nazwą spożywamy wyśmienity posiłek. Oczywiście wszystko rozpoczyna się od cudownego napięcia, bo poprosiliśmy o coś do picia, a właścicielka stwierdza, że nie prowadzi baru. Przekonujemy ją, że jednak nie mamy złych intencji i z chęcią coś zjemy, co pozytywnie wpływa na dalszy przebieg wieczoru. Po posiłku ruszamy do Buis les Baronnies, gdzie mamy przez kilka dni biwakować na polu kempingowym.

Zapada zmrok i trzeba pokonać blisko 50 kilometrów. Korzystamy ze skrótu. Musimy się wdrapać na jeden masyw, a następnie zjechać w dół doliny. Trasa jest nieoświetlona, liczba winkli daleko zawyżona, grozy dodają widniejące przy krawędzi jezdni czubki drzew. To trudny przejazd, a Plecaczek jest wyjątkowo zestresowany. Po powrocie do Polski usłyszę: „Myślałam, że tam zginiemy”. Przejeżdżamy, choć proszę pamiętać, że drogi lokalne we Francji nie odbiegają swoim poziomem od tych w naszym kraju. Gdzieniegdzie może się trafić żwirek, gdzie indziej dziurka, a czasami fragment skały lub kamień. Należy zachować szczególną ostrożność, bo część dróg w Prowansji nie jest nazbyt często odwiedzana. Prowansja Zborek Groszek(17)Docieramy do Buis, a nasz kemping okazuje się wyjątkowo miły dla oka. Nie dość, że mieszkamy obok rwącego potoku, w którym parokrotnie się zanurzam, to jeszcze zewsząd otacza nas zieleń. Idealnie miejsce na relaks. Ponadto, oprócz naszej paczki, na miejscu był tylko jeden samochód. Warunki idealne. Kolejny dzień to wizyta Nyons. Ciekawa miejscowość, która słynie z wyjątkowego wzgórza zwieńczonego kościołem. Z innych atrakcji można wymienić nowoczesny tabor cygański – stado kilkudziesięciu kamperów wysokiej klasy. Z Nyons jedziemy do Vaison la Romane, ale naszą energię koncentrujemy na nowej części miasta, gdy najciekawsze artefakty zgromadzono w starej części. Przy wieczornej kolacji w Buis poinstruowani przez znajomych uznajemy, że raz jeszcze musimy odwiedzić to miasto. Najważniejszym punktem kolejnego dnia wyprawy jest Mont Ventoux! Dla fanów kolarstwa te dwa słowa oznaczają wszystko. Prowansja Zborek Groszek(16)Rano budzimy się i wskakujemy za stół! Śniadanie z bagietką, kozim serem i szynką! Atrakcje idą w cholerę, bo obżarstwo zwycięża na dwie godziny. Dodatkowo mamy okazje poznać tutejsze osy. Jedna jest tak towarzyska, że kradnie nam całkiem niemało szynki, którą konsekwentnie kroi swoją małą paszczą i zabiera ze sobą w łapkach.
W końcu żegnamy Buis i wyruszamy na Mount Ventoux! Po drodze odwiedzamy Montbrun les Bains. Tutaj jak zwykle obserwujemy ciekawy obrazek. W miejscowej pizzerii goście karmią kota. We Francji koty jadają pizzę i wcale się tego nie wstydzą! Zwiedzamy miasteczko i spotykamy innego sierściucha, ale ten jest lekko wystraszony.

Miły, ale po przejściach, bo ze złamanym ogonem. Przez chwilę podąża za nami, ale ostatecznie rezygnuje. Z Montbrun ruszamy do Sault. Tam spotykamy gang motocyklistów. Około pięćdziesiąt maszyn różnej pojemności i produkcji hałasuje w środku miasteczka, a miejscowi z przerażeniem czekają, co też się wydarzy. Szef tego bractwa jeżdżący na Goldasie w końcu zabiera to świszczące towarzystwo na dalsze wojaże.

W miejscowym sklepiku kupujemy trochę słodkości i miód z lawendą, bo też Prowansja lawendą kusi na każdym kroku. Z Sault do Mount Ventoux jedzie się około 35 minut, ale my rozkoszujemy się widokiem i słodkościami. Dopiero po godzinie wyruszamy zobaczyć tego „łysielca” (Mont Ventoux zostało celowo pozbawione drzew na szczycie).

TDM kapitalnie pokonuje zakręty, a my liczymy kolejnych kolarzy, którym przyszło tego dnia podejmować próbę podjazdu pod ten piekielny szczyt. Po drodze zatrzymujemy się w dobrze znanej restauracji Le Chalet Reynard, która leży tuż przy zjeździe na Aurel. Obsługa fatalna i zadufana, ale herbata smakowita. Ventoux tego dnia jest zamglone i wyjątkowo wietrzne. Prędkość wiatru oscyluje w okolicach 80 km/h. Sporo innych bikerów zjeżdża i wjeżdża na szczyt.

Prowansja Zborek Groszek(7)Podjazd jest wyjątkowo łagodny, ale trzeba być skoncentrowanym na winklach, których liczba jest imponująca. Na samej górze Plecaczek zeskakuje i biegnie zobaczyć, „co też tam jest obok ten białej wieży”, a że mgła jest gęsta jak śmietana, to… szybko wraca. W tym czasie walczę z wiatrem i twardo pilnuję rogacizny, żeby się nie urwała z moich rąk.

Nie ma możliwości, żeby bezpiecznie zaparkować, bo siła kolejnych podmuchów sprawia duże kłopoty z utrzymaniem motocykla. Zjazd z dół w takich warunkach może być pewnym wyzwaniem, szczególnie, gdy człowiek wpadnie na pomysł, żeby pstryknąć fotkę tuż obok skarpy. Trzeba Yamaszkę nieco poprzestawiać i powykręcać, ale i tak w końcu musimy pchać ją pod górę. Plecaczek zachowuje fajną fotkę, a ja ból w krzyżu!

Czytaj dalej tutaj

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

7 KOMENTARZE

  1. Minos – będzie kontynuacja w przyszłym roku. Wybieramy się na kolejne szalone wakacje, ale tym razem na V Stromie. Zapewne skorzystamy z gościnny motovoyagera, o ile będzie zainteresowanie ze strony redakcji.

  2. Ciekawa wyprawa, świetny motocykl :) Ale ten desperacki powrót aby tylko zdążyć na czas z oddaniem sprzęta moim skromnym zdaniem lekko ryzykowny. Trochę jakbyś dał w zastaw swój dom, a ew dzień opóźnienia miałby skutkować jego zajęciem przez mafię.

    Szacunek dla pasażerki za przetrwanie( tym większy, jeśli w TDM była seryjna kanapa).

    • Nie planowaliśmy ryzyka, ale nieco namieszał nam hotel w Budapeszcie i sprawa zamykania granic. W TDMie była kanapa nieco inna niż ta seryjna. Pasażerka raczej nie narzekała. Pozdrawiamy

  3. Swietna wyprawa i ciekawy opis. Gratulacje. Mnie chyba zabila by ta jazda rowerem na samo zakonczenie :) Wiele opisow wypraw, jak zauwazylem, zaplanowanych jest chyba bez brania pod uwage powrotu. Zbyt malo czasu planuje sie na trase powrotna i potem ludzie jada jak opetani przez dzien i noc. To powoduje stres i zagrozenie. W waszym przypadku to juz bylo male wiariactwo. Podziwiam twojego plecaczka za wytrzymanie tego wszystkiego :) Ja staram sie potraktowac powrot jako czesc wyprawy i planuje po drodze jakis nocleg i postoj. No ale, zeby do tego dojsc, to tez nieraz tak sie wracalo… Powodzenia przy nastepnych wyprawach.

    • Dziękujemy, wbrew pozorom planowałem dokładnie każdy dzień, ale choroby nas rozłożył :-). W tym roku będziemy już bardziej uważni. Pozdrawiamy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ