_SLIDERKoty, piwo i lawenda. Na pożyczonej TDM-ce w objęcia Prowansji

Koty, piwo i lawenda. Na pożyczonej TDM-ce w objęcia Prowansji [WYPRAWA]

-

W krainie kiełbasy

Za Augsburgiem dostaję pierwsze poważne ostrzeżenie od życia i TDM-y. Zatrzymujemy się na poboczu i czuję, że motocykl leci na lewą stronę. Głośne pouczenie Plecaczka, żeby nie schodził bez wcześniejszego poinformowania skutkuje. Udaje mi się podnieść sprzęt, ale w krzyżu coś tam boli. W samym Dillingen kręcimy się jak osa wokół lodów. Adres znamy, ale nie potrafimy dotrzeć pod dom cioci. W końcu pytamy tubylców, którzy perfekcyjnie wskazują nam trasę liczącą 500 metrów.
Pobyt w krainie białej kiełbasy wypada uroczo, ale to przede wszystkim zasługa cioci, która przyjmuje nas pod swój dach. Karmi i poi dobrym bawarskim piwem. Przy okazji mamy kilka niezapomnianych nocy z muzyką rozrywkową. Dodatkowym smaczkiem jest polska kuchnia w wersji bawarskiej oraz piwo, ale o tym już wspomniałem.

Prowansja Zborek Groszek(18)Bliskość Monachium skłania nas do wizyty w tamtejszych Pinakotekach, czyli galeriach sztuki wszelakiej. O ile wizyta w budynku starej kolekcji nie jest zaskoczeniem, choć trzeba dodać, że obraz przedstawiający wyobrażenie dzikiego Krakowa wzbudza nasz uśmiech, o tyle wizyta w galerii ze sztuką nowoczesną rozczarowuje nas kompletnie.

Wszystkie eksponaty i dzieła wydają się być zebrane przypadkowo, a ich ekspozycja wręcz skłania do interwencji. Niestety – Tadeusz Kantor właśnie z tego powodu został sprowadzony do lalkarskiego dziwadła. Szkoda! Całe szczęście, że w bliskiej odległości od Dillingen leży Ulm. Wycieczka do miasta z najwyższą kościelną wieżą widokową świata (161 m) robi na nas oszałamiające wrażenie i przez dłuższy czas pamiętamy kilkudziesięciominutową wspinaczkę po schodach.

Równie mocno zapada w pamięć wizyta w lokalnym browarze, zlokalizowanym w byłej fabryce. Piwo wyśmienite w dwudziestu odmianach. Długi czas nie mamy ochoty opuszczać Bawarii, bo Plecaczka bierze w opiekę pogotowie grypowe, a w dalszej kolejności i mnie, ale wycieczki zawsze muszą mieć początek i swój koniec. Nasz planujemy w Genewie, a później Budapeszcie.

Przejazd z Dillingen do Genewy nie jest trudny. Wsiadasz i jedziesz, bo przecież jesteś w Niemczech. Porządek, obowiązek i logika. Jasne? Ulegamy tej mitologicznej narracji. Zamiast szybkiej podróży trafiamy na Trójkąt Bermudzki! W okolicach Jeziora Bodeńskiego zwiedzamy niemal wszystkie zakamarki, bo znaki prowadzą nas w różne okolice. Przy okazji ucinamy sobie miłą pogawędkę z Polakiem, który jedzie z Austrii do Szwajcarii. Prowansja Zborek Groszek(24)Po blisko pięciu godzinach jazdy wokół Lindau wyruszamy brzegiem jeziora w kierunku Konstancji. Widok cudowny tylko zapadający zmrok nieco zmienia układ sił. Plecaczek wyraźnie informuje, że na dzisiaj ma dosyć. Jadę twardo, ale w końcu ulegam namowom i zatrzymuję się w Konstancji, gdzie około północy szukamy noclegu. Udaje się. 88 Euro mniej w portfelu, ale za to wyśmienite śniadanie w cenie i widok nabrzeża jeziora wart wszystkich pieniędzy! Po krótkim spacerze po zabytkowej części miasta wyruszamy do Genewy. Przejeżdżamy niemal całą Szwajcarię, która jest nudna i sterylna. W Genewie okazuje się, że nie mamy do końca sprecyzowanej lokalizacji domu znajomych Plecaczka. Wycieczka nieco się wydłuża, a dodatkową atrakcją jest krzyczący z radiowozu policjant, któremu zajeżdżam drogę (bez mandatu).

Czytaj dalej tutaj

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

7 KOMENTARZE

  1. Minos – będzie kontynuacja w przyszłym roku. Wybieramy się na kolejne szalone wakacje, ale tym razem na V Stromie. Zapewne skorzystamy z gościnny motovoyagera, o ile będzie zainteresowanie ze strony redakcji.

  2. Ciekawa wyprawa, świetny motocykl :) Ale ten desperacki powrót aby tylko zdążyć na czas z oddaniem sprzęta moim skromnym zdaniem lekko ryzykowny. Trochę jakbyś dał w zastaw swój dom, a ew dzień opóźnienia miałby skutkować jego zajęciem przez mafię.

    Szacunek dla pasażerki za przetrwanie( tym większy, jeśli w TDM była seryjna kanapa).

    • Nie planowaliśmy ryzyka, ale nieco namieszał nam hotel w Budapeszcie i sprawa zamykania granic. W TDMie była kanapa nieco inna niż ta seryjna. Pasażerka raczej nie narzekała. Pozdrawiamy

  3. Swietna wyprawa i ciekawy opis. Gratulacje. Mnie chyba zabila by ta jazda rowerem na samo zakonczenie :) Wiele opisow wypraw, jak zauwazylem, zaplanowanych jest chyba bez brania pod uwage powrotu. Zbyt malo czasu planuje sie na trase powrotna i potem ludzie jada jak opetani przez dzien i noc. To powoduje stres i zagrozenie. W waszym przypadku to juz bylo male wiariactwo. Podziwiam twojego plecaczka za wytrzymanie tego wszystkiego :) Ja staram sie potraktowac powrot jako czesc wyprawy i planuje po drodze jakis nocleg i postoj. No ale, zeby do tego dojsc, to tez nieraz tak sie wracalo… Powodzenia przy nastepnych wyprawach.

    • Dziękujemy, wbrew pozorom planowałem dokładnie każdy dzień, ale choroby nas rozłożył :-). W tym roku będziemy już bardziej uważni. Pozdrawiamy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ