Podczas pobytu w schronisku, znajdującym się na najwyższym punkcie przełęczy, poznajemy małżeństwo z Niemiec. Ludzie, którzy pewnie mogli by być naszymi rodzicami, dosiadają BMW 1100. Naszą uwagę skupia wcześniejsza jazda za nimi, szybka i pewna, naprawdę duży szacun dla tych państwa.
Ruszamy dalej. Zjazd z przełęczy nie trwa długo, po około 30 minutach docieramy w okolice miejscowości Bovec, gdzie postanawiamy sprawdzić temperaturę wody w pobliskiej rzece Soca. Woda, no cóż, jak to w górskim strumieniu, jest bardzo zimna, pewnie coś w okolicach 8 stopni. Wytrwanie w niej kilkanaście sekund graniczy z cudem ale świetnie regeneruje rozgrzane upałem organizmy. Po odpoczynku kierujemy się już dolinami w kierunku południowym, jadąc lokalnymi drogami. Upał jest niemiłosierny.
Rajd z Borysem
Wysoko w górach jest znacznie chłodniej. Docieramy do urokliwej małej miejscowości Kanal nad Socą, której architektura i położenie przypominają Mostar w Bośni i Hercegowinie. Miejscowość jest szalenie urokliwa, liczy niespełna 1200 mieszkańców, co roku odbywają się tutaj zawody skoczków do wody z mostu.
Pijąc kawę planujemy dalszą podróż. Miejscowość tak nam się podoba, że postanawiamy się w niej zatrzymać. Krótka rozmowa z miejscowymi wskazuje, że nad rzeką są ogródki działkowe, gdzie możemy się rozbić namiotami, oczywiście za darmochę. Dojazd na ogródki nie zajmuje nam dużo czasu, na miejscu poznajemy bardzo miłych właścicieli, którzy pozwalają nam rozbić namioty, udostępniają dostęp do wody i toalety oraz częstują miejscowymi przysmakami.
Po rozbiciu namiotów spotyka nas niemiła niespodzianka. W SV Marcina pęka linka sprzęgła. Niezbędna jest wymiana. Z pomocą przychodzi nam poznany na działkach Borys. Po oględzinach motocykla stwierdza, że jest w posiadaniu części i rano ją nam wymieni. Ucieszeni tą informacją możemy oddać się wieczornemu zwiedzaniu ciekawego miasteczka oraz konsumpcją słoweńskiego piwa.
Rano o 6 pobudka i czekamy na Borysa. Ten pojawia się punktualnie, z zestawem narzędziowym i linką sprzęgła, którą wymienia, czyniąc SV Marcina zdalną do dalszej jazdy. W rozmowie okazuje się, że Borys również jest motocyklistą, jeździ Suzuki GSX-R 1000. Pyta o nasze dalsze plany wyprawowe. Informujemy go, że mamy zamiar pojechać na wybrzeże Adriatyku do Piranu.
Borys poleca nam ciekawą trasę wiodącą nad morze, omijającą autostradę, z dobrej jakości asfaltem i tym co motocykliści kochają najbardziej – zakrętami i wzniesieniami. Sam stwierdza, że ma dzisiaj dzień wolny i oferuje, że może nam tę trasę pokazać.
Tak też się staje. Po drodze do Piranu zwiedzamy jeszcze sanktuarium w Świętej Górze położone na 682 m. npm. Roztacza się stąd przepiękny widok na Alpy Julijskie. Dalsza droga wiedzie przez Nova Goricę oraz miejscowość Sezana. Tak jak obiecał Borys, droga jest pełna długich, szybkich zakrętów.
Jazda za Borysem, który zna miejscowe drogi i każdy zakręt jest niesamowitym przeżyciem dla każdego z nas i zarazem świetną nauką motocyklowego rzemiosła. Borys naprawdę wymiata na motocyklu. W okolicach 13. dojeżdżamy na wybrzeże Adriatyku w Pirana. Borys stwierdza, że jego rodzina ma tutaj dom w okolicy i oferuje, że możemy u nich rozbić namioty. Tak też się staje. Borys wraca do Kanalu, a my zostajemy na popołudniowe zwiedzanie wybrzeża. Umawiamy się, że odwiedzimy jeszcze Borysa w drodze powrotnej znad wybrzeża następnego dnia.
Tego dnia zwiedzamy Piran. Robi on niesamowite wrażenie, wyglądem przypomina chorwacki Dubrownik. Uliczki są niesamowicie wąskie, tak więc wszystkie samochody zobowiązane są parkować przez wjazdem do miejscowości. Oczywiście nie tyczy się to motocyklistów, co umożliwia nam zwiedzanie miejscowości z siodeł motocykli.
Piran tętni życiem. Sierpień jest miesiącem, gdzie wszystkie hotele i pensjonaty są zajęte, plaże wypełnione turystami, a restauracje przeżywają wieczorami prawdziwe oblężenie. Podbudowani wieczornym zwiedzaniem szybko zasypiamy w akompaniamencie wszechobecnych koników polnych.

Takie opisy zimą? No nic tylko Was powiesić :) Ah Fazerze mój Fazerze, ileż jeszcze do tej przeklętej wiosny? :)