Osiołki na autostradzie
Na szczęście w nocy nawałnica przechodzi i rano jest pogodnie. Postanawiamy wrócić w stronę Dubrownika, aby zobaczyć przez chwilę to, czego nie mieliśmy możliwości obejrzeć wczoraj i przy okazji zrobić kilka fotek. Stajemy w jednej z licznych zatoczek, skąd mamy super widok na stare miasto. Robimy zdjęcia, słońce świeci, zapowiada się pozytywny dzień. Ruszamy w kierunku granicy z Czarnogórą. Droga mija sprawnie, objeżdżamy zatokę Kotorską i wjeżdżamy do miasta Kotor. W planie mamy wjechać na teren parku Lovcen i zobaczyć budowlę w jego najwyższej części.
[sam id=”24″ codes=”true”]
Rzut okiem na mapę i po chwili udaje się nam zlokalizować drogę wjazdową. Jest wąsko, bardzo kręto, a asfalt miejscami wilgotny. Na szczęście nie pada, więc możemy podziwiać z góry wspaniały widok na Zatokę Kotorską. Dojeżdżamy do małego parkingu, z którego to należy udać się pieszo dość długimi schodami do mauzoleum położonego na samym szczycie. Jest bardzo ciasno, ale jakoś upychamy tam nasze sprzęty i idziemy na górę, gdzie robimy kilka fotek i podziwiamy okolicę. Wracamy w kierunku Cetinje, a następnie już standardową drogą na Budvę.
Jak najbardziej warto zaliczyć park Lovcen będąc w okolicy, przejazd trasą robi wrażenie, jednak w miesiącach wakacyjnych dość spory ruch, w tym autokarowy, może być męczący. W naszym przypadku na początku września było luźno. Za miastem Budva zjeżdżamy z głównej drogi, aby zobaczyć wyspę Sveti Stefan. Chwilę wcześniej delikatnie padało i jest dość ślisko. Kamil podczas ruszania chyba zbyt mocno odkręca manetkę i łapie niegroźnego szlifa po asfalcie. Na szczęście nic mu nie jest, tylko trochę nowych rysek na motocyklu i lekko wygięta kierownica. Najważniejsze, że można jechać dalej. Dojeżdżamy do miasta Petrovac, gdzie decydujemy się zostać dwie nocki, tak aby kolejnego dnia dać odpocząć naszym tyłkom.
Znajdujemy bardzo fajny hotel blisko morza, w środku pusto, bo już po sezonie i cena 15 euro od osoby. Robimy sobie wieczór integracyjny, testując lokalne wysokooktanowe wyroby, głównie w oparciu o jeden podstawowy, czyli piwo Niksicko. Dzień kolejny to ogólnie chillout – krótkie plażowanie, spacer po okolicy i kontynuacja testowania lokalnych trunków. Kończymy jednak wcześniej, tak aby kolejnego dnia z rana odpalić w kierunku Albanii.
Ola z Rafałem decydują się zostać dzień dłużej, a następnie wracać do Polski, zatrzymując się jeszcze po drodze w Chorwacji. Z racji krótkiego urlopu nie są w stanie kontynuować z nami dalszej podróży. Żegnamy się zatem i w okrojonym składzie startujemy z rana w stronę Albanii. Dojazd do granicy mija szybko, czekamy grzecznie w kolejce na sprawdzenie paszportów, oprócz nas stoi jeszcze Włoch na Glodwingu oraz ekipa z Serbii na cruiserach. Po chwili pojawia się również samotnie podróżujący Niemiec na wysłużonej Africa Twin.
[sam id=”24″ codes=”true”]
Marcin zagaduje pytając o plany podróży, generalnie Pan jedzie w kierunku południa, bez konkretnego celu, ma sporo czasu, więc nic nie planuje i spontanicznie podchodzi do tematu. Super sprawa. Kontrolę przechodzimy sprawnie, po czym startujemy w stronę południa. Pierwsze wrażenie – trochę inny świat. Stan dróg, okolica, ludzie – tutaj widać kontrast pomiędzy wcześniejszymi krajami, przez które jechaliśmy, a Albanią. Generalnie sporo śmieci, zaniedbanych domów, bezpańskich psów, a co jakiś czas widać ludzi idących z osiołkami wzdłuż drogi. Raz nawet trafia się taki na autostradzie.
Im dalej w stronę południa i większych miast wzdłuż wybrzeża, tym wszystko wygląda nieco schludniej, robi się też coraz cieplej. Dojeżdżamy do Vlory – największego kurortu w Albanii. Postanawiamy wymienić euro na albańskie leki, z pomocą miejscowych szybko znajdujemy kantor. Jest ponad 30 stopni i nawet krótki spacer po mieście w motocyklowych spodniach i t-shircie męczy dość mocno. Siadamy w pobliskiej knajpce z nadzieją zjedzenia czegoś dobrego, jednak Albańczycy mają sjestę lub coś w tym stylu, więc aktualnie możemy tylko zamówić napoje.
Jako że każdy głodny, odpalamy sprzęty i jedziemy dalej na południe, a po kilkunastu kilometrach zatrzymujemy się w przydrożnej restauracji. Dopada mnie pierwsze dość mocne zmęczenie w podróży. Siadam i czuje, jakbym momentalnie opadł z sił. Jest gorąco, kręci mi się w głowie i jestem bardzo zmęczony. Reszta ekipy wygląda ok, jednak ja albo się odwodniłem, albo zjadłem coś, co mi zaszkodziło, sam nie wiem. Uzupełniam płyny i po godzinie startujemy drogą SH8 w kierunku Sarandy. Trasa robi się coraz bardziej kręta i pnie się ku górze przez malownicze tereny. Równy asfalt, bardzo mały ruch, super widoki. Stajemy, aby zrobić kilka fotek, z lewej strony góry, z prawej widok na morze.
Ja jednak czuje się coraz gorzej i trochę się obawiam dalszej jazdy. Po chwili zwracam chyba wszystko, co zjadłem przez ostatnie dwa dni, następnie wypijam kubek intensywnej mięty od Marcina, zjadam wafelka i po krótkim czasie czuje, że odzyskuje siły. Jest o niebo lepiej. Wsiadamy na motocykle i jedziemy bez przystanków w kierunku Sarandy. Dojeżdżamy już po zmroku, na mieście sporo młodzieży, czuć imprezowy klimat. Jednak na dzisiaj naszym celem jest spokojniejsza miejscowość położona 15 km dalej na południe – Ksamil. Na wjeździe do miasta udajemy się do pierwszego hotelu, miejsce jest, cena atrakcyjna, warunki ok, bierzemy. Nikt już z nas nie ma siły na ewentualne szukanie i porównywanie z innymi. Tego wieczoru wypijamy jeszcze piwko i szybko padamy ze zmęczenia. W drodze spędziliśmy 12 godzin, pokonując dystans 450 km.

[sam id=”24″ codes=”true”]

„emeryten party”. Relacjonujący nie powinien pisać o swoich „off” doświadczeniach w Rumunii, bo się przykro robi. Jak przeczytałem tylko kawałek relacji o drodze, którą wszyscy w ten sam sposób pokonują omijając Słowenię to miałem wrażenie, że czytam relację „pojechaliśmy Vectrą do Chorwacji” (mało pasuje do doświadczeń motocyklowych). Generalnie dramat, przeczytałem tylko 2 strony
konkretna wyprawa, Albania chodzi mi po głowie od dłuższego czasu i chyba w tym sezonie uderzę właśnie w tym kierunku. Mam pytanie apropo komentarza kolegi Daniela, nie wiem może ja trochę niedowidze z racji wieku, ale- gdzie w relacji jest info o wyprawie „off” po Rumunii( jak rozumiem chodzi o offroad) ? I Słowenii chyba nie ominęli z tego co jest napisane w relacji
Fajna relacja, kawał drogi za wami. Tempo i przerwy na plażing i zwiedzanie idealne dla mnie.
PS. DanielD chyba jakiś gorszy dzień? Każdy jeździ tak jak chce chyba, ze masz monopol na jedynie udane wyprawy. Jesli tak to mozesz na tej stronie dać poznać innym popełniając artykuł .
Tak krótko napiszę, aby wyjaśnić dość ciekawy tok rozumowania kolegi Daniela i potwierdzić to, co napisał Bartosz. Wyprawa do Rumunii miała charakter typowo szosowy, celem było zaliczenie Transfogarskiej i Transalpiny oraz krótki wypoczynek nad morzem czarnym. Także nie mam pojęcia, skąd wywnioskowałeś, że było to doświadczenie ”off”( o ile chodziło o offroad). W przypadku wyjazdu do Albanii jechaliśmy przez Słowenię, co jest również opisane w relacji, także intryguje mnie skąd domysł, że ominęliśmy ten kraj. Zwłaszcza, że jechaliśmy lokalnymi drogami, a nie na zasadzie jak najszybszego przelotu przez autostradę. Tak czy inaczej, wnioskując po wpisie, zapewne masz bardzo bogate doświadczenie w wyprawach ”typowo” motocyklowych, odpowiednie dla nielicznej garstki prawdziwych globtroterów. Bardzo chciałbym zobaczyć chociaż jedną relację z Twojego wyjazdu, gdzie dowiemy się, jak wygląda prawdziwa motocyklowa wyprawa. W razie jest już gdzieś w necie- podrzuć link. Pozdrawiam.
…fajna zarówno traska jak i relacja, opiniami malkontentów nie przejmuj się zbytnio … .
Paweł, spoko relacja. Nie przejmuj się DanielemD. Trolli nie brakuje :)
Ciekawy region, ciekawa relacja, przydałby się krótki filmik z gopro tego przejazdu w ulewie przez dubrovnik, aby uczulić początkujących motofanów, że nawet w chorwacji nie zawsze świeci słońce a zawsze trzeba być gotowym jadąc moto na różne warunki nawet w takim regionie. Pozdr
@DanielD
„Generalnie dramat, przeczytałem tylko 2 strony” – Jak widać p. R.Betnarski posiłkował się chyba twoim przykładem zamieszczając na tym forum jakże wnikliwy spostrzeżeniami felieton „Prawdziwy Motocyklista czyli studium postaci tragicznej” .
A może Daniel to tylko motocyklowy bajerant erotoman weżmy i to pod uwagę nie przejmujcie się takimi komentarzami zazwyczaj najwięcej mają do powiedzenia ci którzy nic nie widzieli i nigdzie nie byli a śmigają tylko w koło komina jeśli nie to opis i foto jak kolega pozdrawiam obu.
Być może, dlatego zawsze staram się na miękko podchodzić do podobnych komentarzy :) Pewne jest to, że wielu ma różne wizje i preferencje dotyczące podróżowania, często uzależnione od sprzętu, ilości czasu wolnego, warunków finansowych i składu, w jakim się jedzie. Jeden woli spędzić miesiąc tułając się samotnie po mongolskich stepach, jedząc tyrolską z puchy i śpiąc w namiocie i będzie uważał taki rodzaj turystyki za jedyny słuszny. Większość z nas jednak ma ograniczenia czasowe oraz finansowe i planując trasę musi oprócz tych dwóch aspektów uwzględniać również kwestię możliwości posiadanego sprzętu oraz preferencji uczestników wyjazdu.
Początkowy plan uwzględniał powrót przez Macedonię oraz Rumunię, jednak głównie względy czasowe uniemożliwiły jego realizację. Może wtedy byłbym chociaż trochę bardziej Pro a tak to wyszło po emerycku ;)
Pozdrawiam