Powrót z zachwytami
Niestety nastaje czas powrotu do domu. Marcin z Asią i Janusz z Lucyną mają w planach zaliczyć po drodze Sarajewo i zwiedzić tam parę miejsc, być może zostać na noc. Mnie z Kamilem natomiast średnio leży taki plan, decydujemy się więc bezpośrednio cisnąć w kierunku Polski. Rozdzielamy się i z samego rana ruszamy we dwóch w kierunku Bośni, po drodze jednak objeżdżając park Durmitor. Widoki chwilami zapierają dech, na niebie żadnej chmurki, trasa jest po prostu bajeczna. Będąc w Czarnogórze nie można się nią nie przejechać, takie jest moje zdanie. Co chwilę stajemy w celu zrobienia zdjęć, wsiadamy na moto, a za kilka minut znów mówię do siebie pod kaskiem „o ku***, ale widok”, Kamil zresztą chyba ma podobnie.

Po kilku takich postojach stwierdzamy, że kolejne już odpuszczamy i jedziemy prosto do granicy, bo przy takiej średniej to nawet na Węgry dzisiaj nie dojedziemy. Na mnie osobiście park Durmitor zrobił w czasie wyjazdu największe wrażenie jeśli chodzi o widoki i frajdę z jazdy. Zaraz za była chyba droga SH8 w kierunku Sarandy. Magistrala Adriatycka oczywiście również jest mega, jednak w tym roku jechałem nią już po raz drugi, także największy zachwyt miałem gdzieś tam już za sobą. Tak czy inaczej, wybierając się na południe Albanii, koniecznie trzeba uwzględnić te trzy trasy przy planowaniu dojazdu lub powrotu.
Szybka odprawa na granicy i jesteśmy w Bośni. Główna trasa, którą nam pokazuje nawigacja, jest naprawdę niezła jakościowo, a duża ilość winkli uatrakcyjnia jazdę. Tracimy trochę czasu w korkach jadąc przez Sarajewo, potem już sprawnie do granicy z Chorwacją. Północny odcinek tego kraju jest niewielki, więc po niedługim czasie już jesteśmy na Węgrzech. Stajemy na pierwszej stacji zaraz po wjeździe na autostradę M6 aby kupić winiety i zjeść szybki obiad. Pogoda zaczyna się psuć i pada lekki deszcz. Korzystając z dobrodziejstwa wifi na stacji wyszukujemy na telefonach kilka opcji noclegowych w okolicach Budapesztu.
[sam id=”24″ codes=”true”]
Pierwsza miejscówka po drodze to Szazhalombatta, niestety jeden z hoteli jest zamknięty, a w drugim mają wszystkie pokoje zajęte, no trudno, decydujemy się pojechać dalej w stronę stolicy, konkretnie do miasteczka Erd. Tutaj mamy nocleg w postsocjalistycznym obiekcie o nazwie Termal Hotel. Zaczyna się robić ciemno i pada deszcz także szukanie czegokolwiek lepszego nie wchodzi w grę, zwłaszcza, że to tylko jedna noc. Kontaktujemy się z resztą ekipy, tego dnia jednak odpuścili dłuższy pobyt w Sarajewie i dojechali w okolice miasta Osijek na północy Chorwacji.
O 8 schodzimy na śniadanie, które mamy w cenie noclegu. Jednak jak się okazuje, jest to raczej wersja dla anorektyków. Miks szynki, sera i warzyw wystarcza na zrobienie jednej kanapki, natomiast drugą mogę już sobie zrobić ewentualnie w wersji po studencku, czyli jako chleb smarowany nożem. Na bogato. Wypijamy kawkę i zabieramy się do pakowania. Niestety pogoda się nie zmieniła od poprzedniego wieczoru, wciąż pada, a temp to chyba maksymalnie 15 stopni. Tego dnia już jedziemy osobno, gdyż Kamil ma zamiar przed Budapesztem odbić na autostradę M1 i jechać w kierunku wielkopolski przez Słowację i Czechy.
Ja natomiast jadę najprostszym wariantem trasy, kierując się na przejście graniczne w Barwinku. Wskakujemy w przeciwdeszczówki i jedziemy każdy w swoją stronę. Deszcz mija po ok. 150 km zaraz przed Miszkolcem, następnie na Słowacji przelatuję przez Koszyce, Svidnik i jestem na granicy z Polską. Z Barwinka do domu mam około 150 km, także po siedmiu godzinach samotnej jazdy, o 16 podjeżdżam pod garaż, ze smutną myślą w głowie, że niestety ta piękna przygoda dobiega już końca. Kamil dojeżdża do siebie ok. 19, jednak przez większość drogi ma deszcz, więc pogoda go nie oszczędza. Marcin, Asia, Janek i Lucyna tego dnia dojeżdżają do Zakopanego i tam zostają na noc.
Podsumowanie
Zrobiłem swoją TDM podczas wypadu 4 500 km w 13 dni. Sprzęty u każdego przez cały ten czas zachowywały się wzorowo, nic się nie psuło, nic nie ciekło, także jak najbardziej pozytywnie. Szkód na uczestnikach wyjazdu również nie stwierdzono. Trochę żałujemy, że nie dane nam było objechać całej Magistrali przy dobrej pogodzie, nagłe załamanie skutecznie ograniczało nam widoki niemalże do zera. No cóż, akurat słynna chorwacka „ósemka” jest trasą na tyle atrakcyjną pod każdym względem, że można ją objeżdżać co roku na dwóch kołach i chyba nigdy nie będzie się miało dość. Jestem pewien, że jeszcze tutaj wrócę za jakiś czas.
Jeśli chodzi o Albanię – kraj ten warto odwiedzić, w miarę możliwości jak najszybciej. Dlatego, że póki co Albania zdecydowanie różni się od np. Chorwacji czy Grecji pod względem mentalności ludzi i cen. Wiele osób pisze, że jest to jeden z ostatnich krajów w tym regionie, który jeszcze nie uległ komercjalizacji i w którym nie widać masowego napływu turystów. Ale za kilka lat ta sytuacja może się zmienić o 180 stopni. W samym Ksamil było widać sporo powstających hoteli i nowych inwestycji, a np. Saranda w sezonie podobno już potrafi być dość konkretnie zatłoczona. Kraj ma naprawdę piękne tereny i potencjał pod turystykę. Zdaje się, że mieszkańcy zaczynają być tego coraz bardziej świadomi. Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca mojej opowieści, gdzie starałem się oddać niezapomniane wrażenia z jazdy w tej części Europy i do przeżycia których wszystkich motozakręconych serdecznie namawiam.

„emeryten party”. Relacjonujący nie powinien pisać o swoich „off” doświadczeniach w Rumunii, bo się przykro robi. Jak przeczytałem tylko kawałek relacji o drodze, którą wszyscy w ten sam sposób pokonują omijając Słowenię to miałem wrażenie, że czytam relację „pojechaliśmy Vectrą do Chorwacji” (mało pasuje do doświadczeń motocyklowych). Generalnie dramat, przeczytałem tylko 2 strony
konkretna wyprawa, Albania chodzi mi po głowie od dłuższego czasu i chyba w tym sezonie uderzę właśnie w tym kierunku. Mam pytanie apropo komentarza kolegi Daniela, nie wiem może ja trochę niedowidze z racji wieku, ale- gdzie w relacji jest info o wyprawie „off” po Rumunii( jak rozumiem chodzi o offroad) ? I Słowenii chyba nie ominęli z tego co jest napisane w relacji
Fajna relacja, kawał drogi za wami. Tempo i przerwy na plażing i zwiedzanie idealne dla mnie.
PS. DanielD chyba jakiś gorszy dzień? Każdy jeździ tak jak chce chyba, ze masz monopol na jedynie udane wyprawy. Jesli tak to mozesz na tej stronie dać poznać innym popełniając artykuł .
Tak krótko napiszę, aby wyjaśnić dość ciekawy tok rozumowania kolegi Daniela i potwierdzić to, co napisał Bartosz. Wyprawa do Rumunii miała charakter typowo szosowy, celem było zaliczenie Transfogarskiej i Transalpiny oraz krótki wypoczynek nad morzem czarnym. Także nie mam pojęcia, skąd wywnioskowałeś, że było to doświadczenie ”off”( o ile chodziło o offroad). W przypadku wyjazdu do Albanii jechaliśmy przez Słowenię, co jest również opisane w relacji, także intryguje mnie skąd domysł, że ominęliśmy ten kraj. Zwłaszcza, że jechaliśmy lokalnymi drogami, a nie na zasadzie jak najszybszego przelotu przez autostradę. Tak czy inaczej, wnioskując po wpisie, zapewne masz bardzo bogate doświadczenie w wyprawach ”typowo” motocyklowych, odpowiednie dla nielicznej garstki prawdziwych globtroterów. Bardzo chciałbym zobaczyć chociaż jedną relację z Twojego wyjazdu, gdzie dowiemy się, jak wygląda prawdziwa motocyklowa wyprawa. W razie jest już gdzieś w necie- podrzuć link. Pozdrawiam.
…fajna zarówno traska jak i relacja, opiniami malkontentów nie przejmuj się zbytnio … .
Paweł, spoko relacja. Nie przejmuj się DanielemD. Trolli nie brakuje :)
Ciekawy region, ciekawa relacja, przydałby się krótki filmik z gopro tego przejazdu w ulewie przez dubrovnik, aby uczulić początkujących motofanów, że nawet w chorwacji nie zawsze świeci słońce a zawsze trzeba być gotowym jadąc moto na różne warunki nawet w takim regionie. Pozdr
@DanielD
„Generalnie dramat, przeczytałem tylko 2 strony” – Jak widać p. R.Betnarski posiłkował się chyba twoim przykładem zamieszczając na tym forum jakże wnikliwy spostrzeżeniami felieton „Prawdziwy Motocyklista czyli studium postaci tragicznej” .
A może Daniel to tylko motocyklowy bajerant erotoman weżmy i to pod uwagę nie przejmujcie się takimi komentarzami zazwyczaj najwięcej mają do powiedzenia ci którzy nic nie widzieli i nigdzie nie byli a śmigają tylko w koło komina jeśli nie to opis i foto jak kolega pozdrawiam obu.
Być może, dlatego zawsze staram się na miękko podchodzić do podobnych komentarzy :) Pewne jest to, że wielu ma różne wizje i preferencje dotyczące podróżowania, często uzależnione od sprzętu, ilości czasu wolnego, warunków finansowych i składu, w jakim się jedzie. Jeden woli spędzić miesiąc tułając się samotnie po mongolskich stepach, jedząc tyrolską z puchy i śpiąc w namiocie i będzie uważał taki rodzaj turystyki za jedyny słuszny. Większość z nas jednak ma ograniczenia czasowe oraz finansowe i planując trasę musi oprócz tych dwóch aspektów uwzględniać również kwestię możliwości posiadanego sprzętu oraz preferencji uczestników wyjazdu.
Początkowy plan uwzględniał powrót przez Macedonię oraz Rumunię, jednak głównie względy czasowe uniemożliwiły jego realizację. Może wtedy byłbym chociaż trochę bardziej Pro a tak to wyszło po emerycku ;)
Pozdrawiam