Dubrownik w świetle piorunów
Perspektywa zakończenia wyprawy już drugiego dnia wygląda mało ekskluzywnie, więc postanawiam nieco spokojniej kontynuować jazdę, zwracając więcej uwagi na to, co wokół mnie. Dojeżdżamy do Senj – klimatycznej miejscówki przy wybrzeżu, gdzie robimy sobie przerwę i jemy obiad patrząc na błękit Adriatyku. Dzisiaj mamy w planie dojechać do Trogiru, gdzie czekają na nas Janusz i Lucyna z Warszawy na TDM900. Wyjechali z Polski dwa dni wcześniej od nas i również chcą objechać Albanię. Ruszamy dalej piękną Magistralą Adriatycką podziwiając widoki. Po ostatniej akcji chwilę mi schodzi, zanim ponownie łapię rytm jazdy i pewnie czuję się na zakrętach.
[sam id=”24″ codes=”true”]
Na jednym z postojów stwierdzamy, że chyba warto odpuścić dalszą jazdę Magistralą, gdyż czasowo nie stoimy najlepiej. Szybka decyzja i wbijamy się na autostradę, a po ok. 150 km zjeżdżamy w kierunku Trogiru. Sprawnie znajdujemy nocleg, po czym udajemy się na kolację i zwiedzanie urokliwej starówki.
Dzisiaj planujemy dojechać do Kotoru w Czarnogórze, z Trogiru mamy tam nieco ponad 300 km więc wszyscy śpimy trochę dłużej. Na 11 umawiamy się z Januszem i Lucyną na wylocie z miasta. Wyjazd to jakiś koszmar – mamy wrażenie, że wszyscy turyści postanawiają akurat w poniedziałek z rana opuszczać swoje kwatery i ruszać w drogę. Przeciskając się pomiędzy stojącymi w korku autami w końcu docieramy na miejsce spotkania. Tankujemy maszyny i jedziemy Magistralą w kierunku granicy z Czarnogórą już w kompletnym składzie – 5 motocykli i 8 osób. Jest ciepło, chociaż coraz więcej chmur na niebie.
Stajemy aby porobić zdjęcia, po chwili podjeżdża do nas para z Finlandii na FJR1300. Właśnie wracają z Dubrovnika, podobno w tamtych stronach pogoda kiepska, trochę pada. Chwilę rozmawiamy, pstrykamy ostatnie fotki, pozdrawiamy sympatycznych Finów i ruszamy w drogę. Myślimy sobie, skoro trochę pada, to raczej nie będzie problemu, dojedziemy. Marcin z Asią oraz Janek z Lucyną jadą do Makarskiej na kawkę.
[sam id=”24″ codes=”true”]
Wspólnie z Kamilem, Olą i Rafałem stwierdzamy, że póki pogoda w miarę to jedziemy dalej w stronę granicy i będziemy się łapać z resztą gdzieś na trasie. Po chwili zaczyna padać. Na początku lekki deszcz, jednak z kolejnymi kilometrami coraz mocniejszy. Do tego wzmaga się wiatr, a niebo przed nami zaczyna wyglądać, jak to nad Mordorem w ekranizacji Władcy Pierścieni. Po chwili wieje tak, że jedziemy 50-60 km/h i momentami ciężko się utrzymać na jednym pasie. Chowamy się pod przystankiem, ubieramy przeciwdeszczówki i dalej w drogę.
Im bliżej Dubrovnika, tym coraz mocniej leje, wiatr rzuca nas po całej drodze, a żeby atrakcji nie zabrakło, dostajemy w pakiecie widowisko w postaci walących obok piorunów. Już chyba wiem jak czują się łowcy tornad, których oglądałem na filmach dokumentalnych, kiedy to wjeżdżali w sam środek szalejącej burzy. To chyba nie jest ten lekki deszcz, o którym wspominali Finowie. Z „szaloną” prędkością w porywach dochodzącą do 50 km/h przejeżdżamy Dubrownik, jednak niewiele udaje się nam zobaczyć. Jest godzina 17, a ciemno, jakby była noc. Jedynie błyskawice co chwile rozjaśniają teren wokół i wtedy widzimy, że faktycznie jedziemy obok miasta. Przemoczeni i zmęczeni stajemy 10 km za Dubrownikiem na stacji, aby napić się czegoś ciepłego.
Po kilku minutach podjeżdża miejscowy i oferuje nam tani nocleg w okolicy. Nie mamy zbytnio sił jechać dalej, zwłaszcza, że nie zanosi się na zmianę pogody. Decyzja zapada i po chwili jedziemy w kierunku kwatery. Reszta ekipy dojeżdża po 2h i znajdują nocleg kilka domów dalej. Przez kolejne godziny obserwujemy nieprzerwaną ścianę deszczu, rozgrzewając się swojską rakiją. Miejscowe uliczki zamieniają się w małe potoki, osobiście pierwszy raz w życiu widzę taką ilość opadu podczas jednej burzy, reszta ekipy chyba też, bo każdy z nas jest w lekkim szoku, wliczając sympatycznego gospodarza. Dobrze, że tutaj zostajemy. Tego dnia robimy około 250 km.

[sam id=”24″ codes=”true”]

„emeryten party”. Relacjonujący nie powinien pisać o swoich „off” doświadczeniach w Rumunii, bo się przykro robi. Jak przeczytałem tylko kawałek relacji o drodze, którą wszyscy w ten sam sposób pokonują omijając Słowenię to miałem wrażenie, że czytam relację „pojechaliśmy Vectrą do Chorwacji” (mało pasuje do doświadczeń motocyklowych). Generalnie dramat, przeczytałem tylko 2 strony
konkretna wyprawa, Albania chodzi mi po głowie od dłuższego czasu i chyba w tym sezonie uderzę właśnie w tym kierunku. Mam pytanie apropo komentarza kolegi Daniela, nie wiem może ja trochę niedowidze z racji wieku, ale- gdzie w relacji jest info o wyprawie „off” po Rumunii( jak rozumiem chodzi o offroad) ? I Słowenii chyba nie ominęli z tego co jest napisane w relacji
Fajna relacja, kawał drogi za wami. Tempo i przerwy na plażing i zwiedzanie idealne dla mnie.
PS. DanielD chyba jakiś gorszy dzień? Każdy jeździ tak jak chce chyba, ze masz monopol na jedynie udane wyprawy. Jesli tak to mozesz na tej stronie dać poznać innym popełniając artykuł .
Tak krótko napiszę, aby wyjaśnić dość ciekawy tok rozumowania kolegi Daniela i potwierdzić to, co napisał Bartosz. Wyprawa do Rumunii miała charakter typowo szosowy, celem było zaliczenie Transfogarskiej i Transalpiny oraz krótki wypoczynek nad morzem czarnym. Także nie mam pojęcia, skąd wywnioskowałeś, że było to doświadczenie ”off”( o ile chodziło o offroad). W przypadku wyjazdu do Albanii jechaliśmy przez Słowenię, co jest również opisane w relacji, także intryguje mnie skąd domysł, że ominęliśmy ten kraj. Zwłaszcza, że jechaliśmy lokalnymi drogami, a nie na zasadzie jak najszybszego przelotu przez autostradę. Tak czy inaczej, wnioskując po wpisie, zapewne masz bardzo bogate doświadczenie w wyprawach ”typowo” motocyklowych, odpowiednie dla nielicznej garstki prawdziwych globtroterów. Bardzo chciałbym zobaczyć chociaż jedną relację z Twojego wyjazdu, gdzie dowiemy się, jak wygląda prawdziwa motocyklowa wyprawa. W razie jest już gdzieś w necie- podrzuć link. Pozdrawiam.
…fajna zarówno traska jak i relacja, opiniami malkontentów nie przejmuj się zbytnio … .
Paweł, spoko relacja. Nie przejmuj się DanielemD. Trolli nie brakuje :)
Ciekawy region, ciekawa relacja, przydałby się krótki filmik z gopro tego przejazdu w ulewie przez dubrovnik, aby uczulić początkujących motofanów, że nawet w chorwacji nie zawsze świeci słońce a zawsze trzeba być gotowym jadąc moto na różne warunki nawet w takim regionie. Pozdr
@DanielD
„Generalnie dramat, przeczytałem tylko 2 strony” – Jak widać p. R.Betnarski posiłkował się chyba twoim przykładem zamieszczając na tym forum jakże wnikliwy spostrzeżeniami felieton „Prawdziwy Motocyklista czyli studium postaci tragicznej” .
A może Daniel to tylko motocyklowy bajerant erotoman weżmy i to pod uwagę nie przejmujcie się takimi komentarzami zazwyczaj najwięcej mają do powiedzenia ci którzy nic nie widzieli i nigdzie nie byli a śmigają tylko w koło komina jeśli nie to opis i foto jak kolega pozdrawiam obu.
Być może, dlatego zawsze staram się na miękko podchodzić do podobnych komentarzy :) Pewne jest to, że wielu ma różne wizje i preferencje dotyczące podróżowania, często uzależnione od sprzętu, ilości czasu wolnego, warunków finansowych i składu, w jakim się jedzie. Jeden woli spędzić miesiąc tułając się samotnie po mongolskich stepach, jedząc tyrolską z puchy i śpiąc w namiocie i będzie uważał taki rodzaj turystyki za jedyny słuszny. Większość z nas jednak ma ograniczenia czasowe oraz finansowe i planując trasę musi oprócz tych dwóch aspektów uwzględniać również kwestię możliwości posiadanego sprzętu oraz preferencji uczestników wyjazdu.
Początkowy plan uwzględniał powrót przez Macedonię oraz Rumunię, jednak głównie względy czasowe uniemożliwiły jego realizację. Może wtedy byłbym chociaż trochę bardziej Pro a tak to wyszło po emerycku ;)
Pozdrawiam