Polskie ślady
Francja urzeka mnie od pierwszych kilometrów. Dobrze, że wiszą deszczowe chmury, bo inaczej ciągle bym się zatrzymywał, żeby zrobić zdjęcie malowniczej łące, lub równie zachwycającym pagórkom.
4 czerwca postanawiam przeznaczyć na odwiedziny miejsc związanych z walkami Maczkowców. Jako pierwsze odwiedzam mauzoleum w Montormel. W okolicach Falise zauważam polską flagę górującą nad okolicą. Zbaczam więc z trasy – ciekawość zwycięża. Okazuje się, że to cmentarz żołnierzy 1 Dywizji Pancernej w Urville Langannerie. Skromny, zadbany. Oddaję się chwili zadumy, nad losami tych, co oddali życie za „naszą i waszą” i ruszam dalej.
Mauzoleum położone jest na wzgórzu zwanym Maczugą. 72 lata temu Polacy bronili go przed Niemcami uciekającymi z kotła Falaise. Mieszkańcy okolicznych miast ufundowali pomnik. Jest popiersie generała Maczka, jest i Sherman z 1. Polskiej Dywizji Pancernej.
Widok ze wzgórza zachwyca, rzuca na kolana. Aż wierzyć się nie chce, że te malownicze tereny były świadkami tak zażartych walk. Ślady tych walk widoczne są jednak niemalże na każdym kroku – w postaci tablic pamiątkowych, pomników…
W drodze powrotnej zatrzymuję się za Chambois, w miejscu poświęconym żołnierzom kanadyjskim. Gdy siadam na motocykl silnik nie daje się uruchomić. Metoda na pych pomaga tylko na chwilę. Zatrzymuję motocyklistę na Kawasaki, ale nie jest w stanie mi pomóc.
Idę do najbliższego gospodarstwa, ale jego mieszkańcy również nie dają rady nic wskórać. Ustalają jedynie adres mechanika w Argentan. Do miasta, położonego w odległości ponad 10 km, motocykl dopchać muszę sam. Po przebyciu kilkuset metrów dochodzę do wniosku, że po prostu nie dam rady. Tym bardziej, że droga wiedzie pod górę.
Francuscy kierowcy zatrzymują się, dopytują się, co się stało, starają się pomóc. W końcu kierowca starego Golfa, widząc, że nie ma innego wyjścia, dzwoni po żandarmów. Po ich przybyciu wsiada do swojego wehikułu i… i nic. Okazuje się, że padł mu akumulator. Dzień pechowy nie tylko dla mnie.
Żandarmi ustalają adres mechanika motocyklowego, który pomimo soboty i późnej pory, nadal pracuje. Załatwiają lawetę do przewozu dwuśladów i jadą ze mną do mechanika. Na miejscu czekają, aż motocykl będzie naprawiony (na szczęście awaria okazała się nie być poważna – padł regulator napięcia. Pomagają w tłumaczeniu. Moja wdzięczność dla ich bezinteresownego poświęcenia nie zna granic. Vive la France!
