Motocykl to nie jest tanie hobby. Niby każdy o tym wie, a mimo to co sezon robimy dokładnie to samo — wydajemy pieniądze nie tam, gdzie trzeba. Nie na rzeczy, które realnie poprawiają jazdę, bezpieczeństwo czy komfort, tylko na to, co dobrze wygląda i daje szybkie poczucie ulepszenia. Często tylko pozorne. I żeby było jasne — to nie jest tekst tylko o początkujących, to jest tekst o nas wszystkich…
Najłatwiej wydać na to, co widać

Najwięcej pieniędzy topimy w rzeczach, które niczego nie poprawiają poza wyglądem. Ozdobniki, dodatki, personalizacja. Proporczyki, ćwieki, chromowane orły, podświetlenie led, frędzle, kolorowe śrubki, nakładki na kaski, osłony udające karbon, jakieś dziwne wynalazki przyklejone do wszystkiego, co się da. Wszystkie te rzeczy są po prostu zbędne, a część z nich zwyczajnie głupia lub głupia i do tego jeszcze niebezpieczna. Wszystko, co zmienia aerodynamikę kasku, albo może się urwać przy prędkości, to proszenie się o kłopoty. Wszystko, co rozprasza twoją uwagę, to proszenie się o kłopoty. Wszystko, co nie ma drogowej homologacji i nie jest dopuszczone do ruchu – to… a jakże, proszenie się o kłopoty. Problem nie polega na tym, że ktoś chce mieć motocykl „po swojemu”. Problem polega na tym, że za te same pieniądze można zrobić coś, co faktycznie ma sens…
Zamiast świecić się – zadbaj o stan techniczny

Jeśli masz wybór: kolejny gadżet albo serwis — wybór powinien być prosty. Opony, napęd, hamulce, zawieszenie. To są rzeczy, które zmieniają motocykl bardziej niż jakakolwiek ozdoba. Motocykl na świeżych, dobrze dobranych oponach i sprawnym zawieszeniu prowadzi się inaczej. Reaguje szybciej i łatwiej, co kierowcy daje więcej pewności. To jest zmiana, którą poczujesz od pierwszego kilometra. Dla wielu problemem jest jednak to, że nowych klocków i płynu hamulcowego, czy nowego oleju w lagach po prostu nie widać… A jak nie widać, to nie ma się czym chwalić.
Drogie ciuchy bez umiejętności to nawet nie połowa sukcesu…

Drogi kask czy porządne ciuchy to nie jest głupi wydatek. To jest inwestycja w bezpieczeństwo. Tu nie ma dyskusji. Ale bardzo łatwo jest też przesadzić. Wjechać w top półkę, na motocykl turystyczny kupić topowy kask na supersporta, owinąć się w laminaty nie planując żadnej dłuższej trasy na północ Europy, czy jeżdżąc tylko pogodę tzw. wakacyjną. Dokupić do tego kamizelkę z poduszką powietrzną, bo przecież to jest teraz najmodniejszy, najdroższy i najbezpieczniejszy gadżet. Tak, topowe znaczki ubrań i kasków widać i na zdjęciach i na zlotach, ale… lepszym wydatkiem będzie solidna średnia półka i szkolenie torowe – skierowane oczywiście pod „cywilną” jazdę. Najlepiej jest po prostu nie użytkować tych wszystkich gadżetów zgodnie z ich przeznaczeniem – czyli nie brać udziału w tzw. zdarzeniach drogowych. A uwierzcie mi, dużo taniej i zdrowiej jest umieć unikać zagrożeń, niż się na nie zbroić a potem się po nich leczyć, a motocykl naprawiać…
Motocykl do wszystkiego… czy kolejny motocykl?

Pozwólcie, że przytoczę taki klasyk: masz motocykl adventure, którym jeździsz tylko po asfalcie. Nagle jednak pojawia się pomysł na drugi motocykl „do terenu”. Bo koledzy jeżdżą na wyjazdy, a tym swoim raz byłeś na szutrze, omal byś się nie wygrzmocił i musisz mieć coś lekkiego. Myślisz więc o kupnie sztuki enduro, która realnie terenu nie zobaczy, bo off to dla ciebie szuterki, przecież w piachy nie będziesz się pchał.
I tutaj, zamiast kupować kolejny sprzęt, wystarczy zrobić jedną rzecz — zmienić opony. Dobry zestaw gum tzw. 50/50 (typu Karoo 4) potrafi kompletnie zmienić charakter motocykla. To samo dotyczy wielu innych zastosowań. Nie musisz mieć torówki, by raz na jakiś czas polecieć na trackday’a (wpuszczają tam wszystkie motocykle). W ogóle to jest ciekawe – nikt nie kupuje turystyka, bo chce wybrać się w wakacje nad morze, czy objechać Europę, ani skuterka 125, bo musi co jakiś czas wyskoczyć na miasto. Chcąc jeździć turystycznie kupujesz sakwy, szybę albo mocujesz po prostu torbę na siedzeniu pasażera twojej MT-07 i heja… Natomiast ile raz słyszę, że turystykiem na tor to nie da rady wjechać, nawet w celu szkolenia się, a adventurem to w teren nie pojedziesz, bo za ciężko. Zanim kupisz kolejny motocykl „do czegoś” sprawdź koniecznie, czy obecny nie ogarnie tego zadania po kilku sensownych zmianach.
Tani tuning, drogie konsekwencje

Klamki z Ali, wydechy „no name”, przypadkowe akcesoria. Kuszą ceną, wyglądają podobnie, działają… do czasu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy coś przestaje działać w najmniej odpowiednim momencie, a moment ten jest kluczowy jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Jestem wielkim wrogiem kupowania chińskich, tanich zamienników klamek, niesprawdzonych noname opon szosowych (kostkowe można testować na sobie, ale szosowych już zdecydowanie nie), końcówek wydechów typu głośnik, które dają frajdę tylko kierującemu takim ryczącym motkiem, o przycisku do popsów to już w ogóle nie wspominając.
Jeśli już wydajesz pieniądze na akcesoria, lepiej kup coś, co ma realną funkcję — gmole, dodatkowe oświetlenie, mocniejsze handbary, grzane manetki. Jeśli chcesz zainwestować w układ wydechowy, to kup zestaw markowy, a motocyklem pojedź na hamownię i dostrój układ paliwowy do nowych warunków pracy. Inwestuj w rzeczy, które zwiększają bezpieczeństwo, moc, czy użyteczność, które dają jakieś realne korzyści, a nie tylko wątpliwy efekt wizualny.
Wniosek, który każdy zna
Największy problem nie polega na tym, że motocykle są drogie. Problem polega na tym, że pieniądze wydajemy tam, gdzie efekt widać… zamiast tam, gdzie efekt czuć. Pamiętej, że najlepszym tuningiem są nowe opony, sprawne zawieszenie i hamulce oraz kierowca, który wie, co robi. Reszta to dodatki.
