Kierowca auta, który w zeszłym roku na Wybrzeżu Gdyńskim w Warszawie doprowadził do śmierci motocyklisty i jego 13-letniego syna, został właśnie skazany na 15 lat więzienia. Prowadził mimo sądowego zakazu, znacznie przekroczył prędkość, a po wypadku uciekł. Prokuratura domagała się maksymalnych 20 lat i zapowiedziała apelację. Od razu nasuwa się porównanie z wyrokami w sprawach Łukasza Żaka (jedna ofiara) oraz Agnieszki Z., która doprowadziła do śmierci trójki motocyklistów i do dziś skutecznie unika odbycia kary – zresztą podejrzanie niskiej. To pokazuje, że jak różne kary polskie sądy potrafią wymierzać za poważne przestępstwa drogowe.
Do wypadku doszło 10 lipca 2025 roku około godziny 23.15 na remontowanym odcinku Wybrzeża Gdyńskiego w Warszawie. Kierowca Opla Vectry miał tam jechać około 108 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h. Zjechał na przeciwny pas i uderzył w prawidłowo jadący motocykl Yamaha, a następnie w Audi. Motocyklem wracali z meczu 45-letni ojciec i jego 13-letni syn. Obaj trafili do szpitala, gdzie zmarli wskutek odniesionych obrażeń.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Prowadził mimo sądowego zakazu
Nie był to zwykły wypadek wynikający z chwilowej nieuwagi. Kierowca nie miał prawa prowadzić samochodu, ponieważ obowiązywał go sądowy zakaz kierowania pojazdami. Mimo to wsiadł za kierownicę i ponad dwukrotnie przekroczył dopuszczalną prędkość. Po zderzeniu kierowca oraz pasażer Opla uciekli pieszo, nie udzielając pomocy poszkodowanym. Zostali zatrzymani kilka godzin później w dwóch różnych hostelach.
Kierowca odpowiadał za spowodowanie śmiertelnego wypadku, ucieczkę z jego miejsca oraz złamanie sądowego zakazu. Sąd skazał go na 15 lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura domagała się 20 lat więzienia i już zapowiedziała apelację. Uznała, że przy takiej liczbie okoliczności obciążających sąd powinien zastosować maksymalny dostępny wymiar kary.
Żak dostał 20 lat. W tamtym wypadku zginęła jedna osoba
Tutaj warto wspomnieć o wyroku sprzed kilku dni w głośnej sprawie Łukasza Żaka. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał go na 20 lat pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Zginął w nim 37-letni mężczyzna, a jego żona i dzieci zostały poważnie ranne.
Żak prowadził po alkoholu i rozpędził samochód do ponad 200 km/h. Po wypadku nie udzielił pomocy poszkodowanym, a następnie uciekł z kraju. Sąd orzekł również dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów i zastrzegł, że skazany będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie najwcześniej po 15 latach.
Sędzia Maciej Mitera stwierdził w uzasadnieniu, że tylko taka kara zabezpieczy społeczeństwo przed podobnymi kierowcami. Wyrok dla Żaka pokazał, że maksymalna kara 20 lat nie jest wyłącznie teoretyczną możliwością zapisaną w kodeksie, choć wyroki wydawane przez polskie sądy są najczęściej znacznie łagodniejsze.
Obie sprawy nie są identyczne. Żak jechał znacznie szybciej, był pod wpływem alkoholu, a oprócz ofiary śmiertelnej kilka osób zostało rannych. W przypadku wypadku na Wybrzeżu Gdyńskim zginęły jednak dwie osoby, kierowca złamał wcześniejszy zakaz, a po zderzeniu również uciekł.
Liczba zabitych nie jest jedynym kryterium decydującym o wysokości kary. Zestawienie obu wyroków rodzi jednak uzasadnione pytanie, dlaczego w jednej sprawie sąd uznał 20 lat za konieczne dla ochrony społeczeństwa, a w drugiej zatrzymał się na 15 latach.
Trzy ofiary i pięć lat więzienia odroczone o kolejny rok
Dodatkowym, nieprzyjemnym tłem obu spraw jest tragedia z Aleksandrowa Łódzkiego. W maju 2021 roku Agnieszka Z., kierując Jeepem, doprowadziła do wypadku, w którym zginęło troje motocyklistów. Została prawomocnie skazana na pięć lat pozbawienia wolności, ale nadal nie rozpoczęła odbywania kary.
Najpierw wykonanie wyroku odroczono na trzy miesiące, aby skazana mogła ukończyć staż zawodowy potrzebny do wykonywania zawodu stomatologa. Następnie jej obrona wystąpiła o kolejne odroczenie, tym razem ze względu na stan psychiczny kobiety.
Sąd Rejonowy w Zgierzu, opierając się na opinii biegłego psychiatry, odroczył wykonanie kary o rok. Prokuratura zaskarżyła tę decyzję, a zażalenie ma rozpoznać Sąd Okręgowy w Łodzi. Agnieszka Z. nie została uniewinniona ani zwolniona z kary. Faktem pozostaje jednak, że od wypadku minęło pięć lat, a skazana nadal przebywa na wolności.
Trzy sprawy i trzy bardzo różne odpowiedzi sądów
Porównywanie wyroków zawsze ma ograniczenia. Każda sprawa obejmuje inne dowody, inną kwalifikację prawną i odmienny zestaw okoliczności obciążających. Nie można sprowadzić wymiaru kary do prostego przelicznika liczby zabitych.
Różnice są jednak wyraźne. Łukasz Żak został nieprawomocnie skazany na 20 lat za wypadek z jedną ofiarą śmiertelną i kilkoma rannymi. Kierowca opla z Wybrzeża Gdyńskiego otrzymał 15 lat za śmierć dwóch osób. Natomiast sprawczyni wypadku, w którym zginęło troje motocyklistów, została prawomocnie skazana na pięć lat i do tej pory nie rozpoczęła odbywania kary.
To oczywiście nie dowodzi, że któryś z wyroków został wydany niezgodnie z prawem. Pokazuje jednak, dlaczego społeczne poczucie spójności orzecznictwa od dawna jest stale wystawiane na ciężką próbę. Skoro w sprawie Żaka sąd potrafił zastosować maksymalną karę i otwarcie uzasadnić ją potrzebą ochrony społeczeństwa, trudno dziwić się prokuraturze, że domaga się takiej samej surowości w przypadku śmierci ojca i jego 13-letniego syna.
Ostateczna ocena wyroku po wypadku na Wybrzeżu Gdyńskim w Warszawie będzie należała do sądu drugiej instancji. Dopiero po rozpatrzeniu zapowiedzianej apelacji okaże się, czy kara 15 lat zostanie utrzymana, czy podwyższona do maksymalnych 20 lat.
