Kawasaki Ninja H2 mógłby być zapisywany jako terapia psychiatryczna. Już sam jego widok może leczyć. Dla jednych piękny, dla innych upiór – nieistotne. Ciśnie się na usta banalne stwierdzenie, że nikt nie przejdzie koło takiego motocykla obojętnie.
Nieważne, że skrzynia mimo quickshiftera chodzi opornie i nie jest łatwo znaleźć „luz”. Istotne jest bardzo głośne popiskiwanie czegoś w silniku gdy zmieniamy biegi ciągnąc do więcej niż 8000 obrotów odpuszczając gwałtownie gaz. Dźwięk jest oszałamiający… to trzeba przeżyć.
Gdy już mówimy o obrotach – mogą być minimalne i tak przyśpieszenie jest zawsze wystarczające. Pilot może czuć pełen luz. Dość minimalistyczny komputer pokładowy nie posiada wskaźnika zasięgu.
Przy podróżach jedynie z kartą kredytową w portfelu może to być udręką a jednocześnie nadaje smaku prawdziwej przygody. Do dziś wspominam jak dopychałem do stacji paliw różnego rodzaju pojazdy ponieważ źle wyliczyłem zapas paliwa.
Pchanie 238 kg w postaci Kawasaki Ninja H2 wyglądałoby niewątpliwie absurdalnie i romantycznie.

Wspomniana masa na papierze wygląda poważnie. To dwa kilogramy więcej niż stara Hayabusa (która wygląda na cięższą). Przy długich przelotach masa nie ma wielkiego znaczenia.
Dodatkowe kilogramy oszukują kierowcę, że jest dzięki temu stabilniej. Mimo 330 milimetrowych talerzy hamujących z przodu, po szarpanej jeździe „gaz – hamulec” w upale hamulec zasadniczy wykazywał coraz większy skok jałowy.

Nie zmienia to faktu, iż z mocno nieprzepisowych prędkości do okiełznania maszyny wystarczał jeden palec. Na plus należy zaliczyć nisko (czyli wygodnie) umieszczony pedał tylnego hamulca.
Jeśli już mówimy o pedałach i ergonomii, to podnóżki umieszczone są w optymalny sposób. Jako konstruktor z wykształcenia, który spędził miesiące na rysowaniu i projektowaniu różnych podzespołów samochodowych, trudno mi jednoznacznie krytykować rozwiązania konstrukcyjne.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że wszelkie rozwiązania są kompromisem.

…nigdy jakoś nie pałałem zbytnią sympatią do motocykli KAWASAKI, (jest to oczywiście moje indywidualne odczucie w myśl sentencji że „gusty nie podlegają dyskusjom” ) pośród produktów Kwiatu Kwitnącej Wiśni hierarchizując je gdzieś na poziomie OPLA w odniesieniu do świata czterech kółek produkowanych przez np. naszych zachodnich sąsiadów, – o ich dwóch kółkach z racji drażliwego tematu raczej nie będę wspominał. Nigdy do teraz,- ponieważ ten sprzęcik jest po prostu piękny, pomijam astronomiczne osiągi oraz samą myśl inżynierską z najwyższej półki, chodzi mi o smaczki stylistyczne, piękną kratownicową ramę, owiewki oraz ogólny design i wykończenie, o ile technicznie nie będzie sprawiał kłopotów ma wszelkie dane ku temu by zyskać miano prawdziwego hitu, pod warunkiem że recenzentami nie będą Panowie Redaktorzy jednych z wielu dwóch popularnych „polskich” czasopism motocyklowych. Świetna recenzja … .