Artykuł o nietypowych motocyklach wojskowych spotkał się z waszym ogromnym zainteresowaniem. Idąc za ciosem przedstawiamy nietypowe, nietuzinkowe, dziwne, cywilne projekty motocyklowe. Niektóre wyprzedzały swoją epokę, inne były zupełnie nietrafione, materializując się w postaci kilku prototypów lub jedynie w komputerach swoich twórców.

Moto Guzzi Mulo Meccanico czyli włoski Muł Mechaniczny

Choć pojazd ten może i trudno nazwać motocyklem, to jednak został stworzony przez jedną z najstarszych, funkcjonujących nieprzerwanie firm motocyklowych – Moto Guzzi. Pojazdy trzykołowe cieszyły się we Włoszech dużą popularnością. Korzystała z nich nie tylko armia, ale także prywatni przedsiębiorcy i instytucje państwowe. Tego typu pojazdy składały się z przodu zaadaptowanego z motocykla oraz platformy umieszczonej na dwóch kołach.
Mulo Meccanico (mechaniczny muł), to efekt prac z przełomu lat 50. i 60. Bezpośrednim inicjatorem ich rozpoczęcia był generał Feruccio Garbari, który zamierzał pojazdami mechanicznymi zastąpić muły, wykorzystywane przez oddziały górskie.
Zadanie to powierzono koncernowi Moto Guzzi, jako że firma ta szczyciła się wieloletnią współpracą z wojskiem. Po serii testów armia podjęła decyzję o zamówieniu 500 sztuk mechanicznych mułów.

Początkowo planowano wykorzystanie silnika o pojemności 500 cm3, jednak okazał się on niewystarczający i dlatego zastąpiono go jednostką o pojemności 750 cm3. Pojazd mógł przewozić ładunki o wadze do 500 kilogramów. Podczas pokonywania trudnego terenu, dużych wzniesień, tylne koła wraz z kołami pomocniczymi można było wyposażyć w gąsienice o szerokości od 800 do 1300 mm. Zestaw tych kół zamocowany był obrotowo i miał być wsparciem podczas pokonywania podjazdów o nachyleniu nawet do 31 stopni.
Produkcję przerwano w 1963 roku. Powodem była skomplikowana konstrukcja, trudna do serwisowania w terenie. Ponadto okazało się, że pojazd ma tendencję do przewracania się, co przyczyniło się nawet do śmierci kilku żołnierzy.

Munch Mammut 4TTS-1200

Montaż silnika samochodowego w ramie motocyklowej to pomysł ani oryginalny, ani nowy. Przez dziesięciolecia historii motocykli zmaterializował się w wielu modelach jednośladów.
Jednymi z bardziej oryginalnych motocykli z samochodowymi sercami są niewątpliwie prezentowany wcześniej Amazonas 1600 oraz właśnie Munch.

Projekt ten powstał w roku 1968 i był dziełem niemieckiego inżyniera Friedla Müncha, który jako jednostkę napędową wybrał silnik o pojemności 1200 cm3 z NSU TT. Ulepszona przez inżyniera jednostka 4TTS-1200 dysponowała mocą 88 KM, co pozwalało osiągnąć prędkość 220 km/h. Przy konstruowaniu Mammuta Friedl Münch wykorzystał doświadczenia nabyte podczas tworzenia jego poprzednika, tj. 1000 TTS.

Choć designersko motocykle prezentowały się topornie, to pod względem rozwiązań technicznych były wyjątkowe i odbiegały od maszyn produkowanych seryjnie. Friedel Münch sięgnął bowiem po stopy lekkie i inne rzadko stosowane materiały, jak na przykład magnez.

Liczne próby ratowania marki i jej potencjału nie przyniosły efektu i to pomimo ciągłego udoskonalania motocykla i podnoszenia jego osiągów. W roku 1979 zaprzestano produkcji Mammutów. Podobnie jak w przypadku wielu innych wyróżniających się projektów, przysłowiowym gwoździem do trumny okazała się cena motocykla.

Na początku XXI wieku Mammut odrodził się w wersji 2000. Powstała ona z inicjatywy Firedla Müncha i Thomasa Petscha, przy udziale polskiego inżyniera Konrada Czwordona. Produkcją motocykla miała się zająć firma Munch Motor Technik S.A., z siedzią w Ostrowie Wielkopolskim. Produkcja w Polsce zakończyła się na 15 sztukach, a planowana jej kontynuacja w Niemczech nie nastąpiła. Zastosowany silnik generował 260 KM i moment obrotowy sięgający aż 385 Nm. Szkoda…

BMW C1 – niemiecka parasolka

Niemieccy inżynierowie wielokrotnie tworzyli motocykle, które dzięki zastosowanym rozwiązaniom wyróżniały się pod względem osiągów, właściwości jezdnych, bądź komfortu podróży. Właśnie troska o komfort, a także bezpieczeństwo kierowców, przyświecała specom z BMW, gdy na początku XXI wieku zaprezentowali skuter C1. Już na pierwszy rzut oka wyróżnia się on dachem, który nie tylko miał chronić przed deszczem i wiatrem, ale także być jednym z elementów osłaniających kierowcę w przypadku zderzenia. Ów daszek w połączeniu z pasami bezpieczeństwa, pozwolił na użytkowanie skutera, bez potrzeby zakładania kasku.

Innymi nowatorskimi rozwiązaniami były, m.in.: szyba z wycieraczką, podgrzewana kanapa, czy przedni błotnik wypełniony pianką, który miał pochłaniać część energii uderzenia.

Ten nieszablonowy skuter nie zyskał jednak popularności. Bogate wyposażenie przekuło się na wysoką cenę – 8000 euro. Mimo zalet nadal była to bowiem jedynie 125-tka.

Dodge Tomahawk V10 – jednoślad na czterech kołach

Motocykl ten pojawił się już w naszej publikacji o najdroższych motocyklach świata (550 000 dolarów), to jednak wart jest przypomnienia. Szokuje bowiem nie tylko ceną, ale i oryginalnością rozwiązań konstrukcyjnych.

Do jego napędu wykorzystano silnik z Dodge’a Vipera. Pojemność tego pieca to aż 8277 cm3. Udało się wyciągnąć z niej aż 507 KM i potężny moment obrotowy równy 712 Nm. Dzięki temu Tomahawk osiąga setkę w 1,8 sekundy. Prędkość maksymalna jest szacowana od 560 do aż 640 km/h.

Skrzynia biegów ma zaledwie dwa przełożenia. Za to koła są aż cztery, każde z niezależnym zawieszeniem, dzięki czemu możliwe jest przechylanie maszyny w zakrętach.
To istne monstrum, ważące na sucho około 700 kilogramów, wyhamowuje dzięki czterem tarczom o średnicy 508 mm każda…

Rokon Trailbreaker – na każdy teren

Napęd na przednie koło stosowany był już sto lat temu. Wykorzystywała go, m.in. firma Megola na początku XX wieku. Podłączenie do napędu obu kół miało być rozwiązaniem dla motocykli operujących w trudnym terenie. Dobrym przykładem na to jest właśnie pojazd firmy Rokon – Trailbreaker.

Historia tych motocykli sięga końca lat 50. ubiegłego wieku, kiedy to powstał prototyp zbudowany przez Charlesa Fehna. Zasada przeniesienia napędu na przednie koło, zastosowana przez tę firmę, pozostała bez zmian przez całe dziesięciolecia. Pod siodłem i zbiornikiem paliwa położony jest wał napędowy, który poprzez przekładnię i łańcuch wprawia w ruch przednie koło. Napęd tylnego koła również odbywa się poprzez łańcuch.
Co ciekawe, pierwsze pojazdy Rokona miały sztywne zawieszenie, a trudy jazdy w terenie łagodziły jedynie sprężyny siodła oraz potężne, balonowe opony. Obecnie produkowany Trailbreaker i jego pochodne mają już amortyzatory przedniego zawieszenia.

Te wszędołazy podobno znakomicie radzą sobie w terenie, choć nie porażają osiągami. Moc silnika o pojemności 208 cm3, to zaledwie 7 KM. Jednak dzięki napędowi na dwa koła mogą pokonywać wzniesienia o nachyleniu nawet do 60 stopni.

Gilera CX – przedni monowahacz

Tylny monowahacz jest rozwiązaniem stosowanym w seryjnej produkcji od początku lat 90. ubiegłego stulecia. Niewielu jednak wie, że kilka firm próbowało zastosować to rozwiązanie również w przednim zawieszeniu. Pierwszą taką próbę podjęła włoska Gilera. Model CX, choć był tylko 125-tką, to został wyposażony w to awangardowe rozwiązanie. Widelec firmy Paioli został ukształtowany w ten sposób, że oś przedniego koła mocowana była do odpowiednio wyprofilowanego ramienia biegnącego z lewej strony, które z kolei łączyło się z kolumną znajdującą się nad kołem.

Gilera wyróżniała się również dopracowaną aerodynamicznie sylwetką, pełnymi owiewkami, które ponadto sprawiały, że motocykl wyglądał na dużo większy. Nazwa – CX była nawiązaniem do współczynnika oporu powietrza i miała podkreślać doskonałe dopracowanie aerodynamiczne maszyny. Motocykl był napędzany 30-konnym, jednocylindrowym dwusuwem, a dzięki opływowej sylwetce możliwe było osiągnięcie prędkości ponad 160 km/h. Także i w tym przypadku za zaawansowane technologie przyszło sporo płacić, co zdecydowanie ograniczyło krąg odbiorców tego modelu. Produkcja motocykla trwała w latach 1991 – 1993.

Warto wspomnieć, że śladami Gilery poszła również Yamaha. Jednak i jej GTS z 1993 roku nie przysporzył wielu klientów. Zresztą, z tych samych powodów, co w przypadku Gilery.

Uno Dicycle – dwa koła, ale inaczej

To pojazd dwukołowy, przy czym – w przeciwieństwie do klasycznego motocykla, są one umieszczone obok siebie. Maszyna powstała w 2006 roku dzięki pomysłowi nastolatka, Bena Gulaka. Podróżując po Chinach i tamtejszych zatłoczonych miastach, postawił sobie za cel stworzenie ekologicznego i małego środka transportu.

Napęd Uno Dicycle stanowi silnik elektryczny. Zachowanie równowagi jest możliwe dzięki zastosowaniu żyroskopów, a przyśpieszanie i zwalnianie odbywa się poprzez odpowiednio pochylanie i wyprostowywanie kierowcy.
W ostatnie wersji Uno III konstruktor zastosował trzecie koło, dzięki któremu możliwe jest automatyczne przekształcenie pojazdu w wersję przypominającą klasyczny motocykl, a raczej trójkołowiec.

BMW Halbo – motocykl przyszłości?

Równie odleciany jest projekt stworzony przez Pierra Yohanesa w 2009 roku.
To także elektryk, wyposażony w żyroskopy umożliwiające utrzymanie pojazdu w pionie. Silnik wbudowany jest w przednie koło, a tylne – w kulistej zabudowie – ma za zadanie wspomóc utrzymanie równowagi.

Projekt powstał z myślą o gęsto zaludnionych i zakorkowanych miastach. Czy rzeczywiście tak będą wyglądać miejskie motocykle przyszłości?

Yamaha Niken: Trzy koła w motocyklu – fanaberia czy idealne rozwiązanie?

Trzykołowe podwozie, to rozwiązanie po które do tej pory sięgali głównie twórcy skuterów. Piaggio MP3 czy Yamaha Tricity doczekały się swoich zagorzałych zwolenników. Dodatkowe koło ma za zadanie wpływać na stabilniejsze prowadzenie pojazdu, zwiększanie przyczepności przedniego zawieszenia, zwłaszcza podczas pokonywania zakrętów.
Yamaha poszła o krok dalej i w modelu Niken zastosowała dwa koła z przodu. Choć motocykl wzbudził wiele negatywnych reakcji, zwłaszcza u osób wiernych klasycznemu układowi, to jednak zachwycił wielu z tych, którzy mieli okazję przejechać się nim.
Skomplikowany układ zawieszenia zapewnia przednim kołom możliwość pochylania się, ale również przesunięcie ich osi, podczas wykonywania skrętów.

Niken chwalony jest za wygodę i właściwości jezdne. Gotowy do jazdy waży aż 263 kilogramy, a napędza go trzycylindrowy, stopiętnastokonny silnik znany z Tracera 900.

The Speeder – motocykl latający

Jego producentem jest firma JetPack Aviation, która ma doświadczenie w wytwarzaniu odrzutowych plecaków. To kolejny pomysł na omijanie korków i innego rodzaju przeszkód w miastach przyszłości. Latający motocykl ma zapewnić szybkie i bezproblemowe dotarcie do celu. Nie dziwne, że zainteresowane są nim wszelkiego rodzaju służby. Jest również dostępny w ogólnej sprzedaży. O ile będziemy w stanie zgromadzić 380 000 dolarów, bo tyle kosztuje to cudo.

Speeder osiąga prędkość 240 km/h i pułap 4500 metrów. Na takiej wysokości niezbędne będzie jednak korzystanie z maski tlenowej. Ograniczeniem w służbie może okazać się stosunkowo krótki czas lotu. Latający motocykl może bowiem unosić się nie dłużej, niż 22 minuty.



3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.