Pierwszy ciepły weekend. Słońce w końcu przestaje być tylko ozdobą, asfalt wygląda na suchy, a termometr pokazuje, że nie zmarzniesz jakoś, gdy wyjdziesz z domu, by pojeździć. Motocykl wyciągnięty z garażu, odpalony bez problemu. Wszystko działa. No to jedziemy…
I właśnie tutaj większość motocyklistów popełnia ten sam błąd. Nie jakiś oczywisty, o którym trąbią poradniki. Nie chodzi o ciśnienie w oponach ani o nienasmarowany łańcuch. Problem jest dużo mniej widoczny, nienamacalny. Chodzi o to, że wydaje ci się, że jeździsz dokładnie tak samo jak w październiku. Nie jeździsz.
To, co znika zimą, nie wraca od razu

Zima nie zabiera ci umiejętności wprost. Nadal wiesz jak ruszyć, jak hamować, jak złożyć motocykl w zakręt. Tego się nie zapomina. Ale znika coś ważniejszego – automatyzm pewnych zachowań. To wszystko, co pod koniec sezonu robiłeś bez zastanowienia, nagle wymaga chwili, dosłownie chwili zastanowienia. Pomyślenia o tym, reakcji intencjonalnej. Twoje ruchy, czy też odruchy, są minimalnie wolniejsze, mniej płynne, decyzje zapadają z lekkim opóźnieniem. Niby nic wielkiego. Pół sekundy tu, drobne zawahanie tam, delikatny błąd przy zmianie biegu, brak podsprzęglenia tam, gdzie było to potrzebne. Tylko że właśnie na tych rzeczach opiera się płynna jazda. To jest właśnie rdza, którą pokryłeś się przez bezczynną motocyklowo zimę – godziny spędzone na youtubie, nawet naszym, niestety się nie liczą…
Niestety najpierw wraca odwaga, dopiero potem forma

Pierwsze kilometry są zwykle spokojne. Czujesz, że coś nie gra, więc jedziesz ostrożniej. Motocykl wydaje się trochę obcy, ciało sztywne, głowa jeszcze nie jest oswojona z prędkością i szumem w kasku. Ale wystarczy kilka zakrętów, żeby to się zmieniło, przynajmniej podświadomie. Wraca pewność siebie, przypominasz sobie jak to było te kilka miesięcy temu. Zaczynasz odkręcać, wjeżdżają endorfiny. I to jest moment, w którym zaczyna się robić niebezpiecznie. Bo to nie jest powrót formy. To jest tylko powrót odwagi. Odwaga wraca natychmiast, a umiejętności potrzebują czasu.
Dlaczego chopper to nie cruiser? Jakie są różnice i skąd się wzięły? | Artykuł – Motovoyager
Efekt jest prosty: zaczynasz jechać tempem, które pamiętasz z końcówki sezonu, ale robisz to z gorszą kontrolą, mniejszą precyzją i wolniejszą reakcją. Z wierzchu niby wszystko wygląda normalnie. W środku – już nie do końca.
Asfalt po zimie nie jest tym samym asfaltem

Do tego dochodzi coś, co wielu ignoruje – warunki. Asfalt w kwietniu to nie jest asfalt w lipcu. Nawet jeśli wygląda dobrze, często pokryty jest cienką, nieprzyczepną warstwą resztek tzw. zimowego syfu – mieszaniny soli, żwiru, piachu, kurzu. Przyczepność jest gorsza, bardziej nieprzewidywalna. Opony też zaczynają od zera. Są przechłodzone, twarde po postoju w chłodzie, nie zawsze mają idealne ciśnienie. Motocykl reaguje inaczej, niż to zapamiętałeś. A ty zakładasz, że wszystko działa tak jak zawsze, jak wtedy…
Ciało pamięta mniej, niż myślisz

Po zimie zmienia się też coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka – napięcie. Ręce są sztywniejsze, barki spięte, ruchy mniej naturalne. Motocykl to czuje. Zamiast lekkiego wejścia w zakręt pojawia się niepotrzebna siła na kierownicy. Zamiast płynnego hamowania – drobne szarpnięcia. To nie są błędy, które kończą się spektakularną glebą. To są błędy, które powoli zabierają kontrolę, siłę, opanowanie. Kilka hamowań, bolą przedramiona, kark, uda. Niby nic, a jednak to jest groźne. Brakuje ci obycia ze sprzętem, luzu. Wszystko robisz na napince. Motocykl to czuje i tego nie lubi.
Najgorsze, że wszystko wydaje się normalne

Pierwsza jazda po zimie bardzo często kończy się bez historii. Wracasz do domu i masz poczucie, że wszystko jest w porządku. Motocykl sprawny, ty „ogarnięty”, sezon można uznać za rozpoczęty. Nic się nie stało, wszystko pamiętasz, jest jak było.
Tylko że gdzieś po drodze byłeś wolniejszy w reakcjach niż zwykle, choć wydawało ci się inaczej, popełniłeś więcej drobnych błędów, kilka sytuacji zamiast być w pełni kontrolowanych, jakoś same wyszły. To nie są rzeczy, które zapamiętujesz. To są rzeczy, które po prostu są trudno zauważalne i właśnie dlatego tak łatwo je zignorować.
Pierwsza jazda to nie jest rozgrzewka motocykla

To jest rozgrzewka kierowcy. Motocykl po zimie możesz sprawdzić, przygotować, dopieścić. Z człowiekiem tak się nie da. Tu nie ma checklisty, która załatwi sprawę w garażu. Forma wraca tylko w jeden sposób – przez jazdę. Ale nie przez jazdę „jak zawsze”, tylko przez jazdę świadomą. Spokojniejszą, bardziej skupioną, techniczną. Jedziesz powoli nie po to, żeby się wlec, ale żeby wrócić do punktu, w którym znowu wszystko dzieje się automatycznie.
Wniosek, który każdy zna, ale mało kto stosuje

Pierwsze jazdy po zimie to nie jest moment, żeby sprawdzić „czy nadal masz to coś”. To jest moment, w którym powinieneś założyć, że jeszcze tego go nie masz. Niestety większość motocyklistów robi dokładnie odwrotnie. Nie bądź jak oni. Bądź inny. Bądź bezpieczny.

Przeczytałem ten tekst, jak wiele waszych tekstów, z zaciekawieniem. Czuję jednak lekki niedosyt. Poza truizmami jakie zostały opisane i towarzyszą (bardziej lub mniej świadomie) co sezon braci motocyklowej, brakowało mi refleksji na temat tego co można zrobić w okresie motocyklowej “posuchy”. Motocykliści, jak pisałem wyżej, są grupa składającą się z mniej i bardziej świadomych (co do motocyklizmu) ludzi i może warto wskazać jakieś rozwiązania na te „cosezonowe” bolączki?