Żądasz kultury? Zachowaj ją sam! Czym jest i jak się objawia kultura na drodze [felieton]

-

W komentarzach pod informacjami o niestety częstych ostatnio przykrych zdarzeniach drogowych non stop przewija się jeden motyw. Wielu komentujących zwraca uwagę, że mamy w sumie wystarczająco precyzyjne przepisy i sposoby ich egzekwowania. Brakuje nam natomiast kultury na drodze, i to jest główna przyczyna nieszczęść. Można się z tym zgodzić, po warunkiem jednak, że wiemy, czym tak naprawdę jest ta kultura. Wiele wypowiedzi wskazuje bowiem na to, że panuje tu wręcz odwrócenie pojęć. 

Oczywiście nie będziemy patrzeć na kulturę jako materialny i duchowy dorobek ludzkości, tylko jako zbiór pewnych zachowań. Jak się okazuje, niełatwo o konkretną definicję człowieka kulturalnego, czy też o wysokiej kulturze osobistej. Natomiast większość znalezionych w otchłaniach internetu opisów ma jedną cechę wspólną: określa kulturę jako przede wszystkim stosunek do drugiego człowieka. Do jego potrzeb i czasem słabości. Umiejętność jedzenia bezy na przyjęciu u ambasadora i znajomość klasyki literatury są tu zupełnie drugorzędne.

Jak motocyklem jeździć po mieście dla przyjemności? Czy jeszcze się da?

Niezmiennie trzymam się podejścia, że kwestia wzajemnych relacji, w tym tych na drodze, jest generalnie bardzo prosta. To my zupełnie niepotrzebnie ją sobie komplikujemy. Myślenie o innych wcale nie oznacza postawy „przepraszam, że żyję” i nie torpeduje naszych własnych potrzeb. Wręcz przeciwnie, mikroregulacje własnych zachowań pod kątem ich wpływu na otoczenie tworzą coraz bardziej przyjazne środowisko, a dodatkowo usprawniają procesy. No dobrze, ale może teraz jakieś konkrety: droga, ruch, zagrożenia, sytuacje sporne, wzajemne pretensje… 

Kult silniejszego ma się dobrze

Wróćmy do tych nieszczęsnych komentarzy pod wiadomościami o wypadkach. Zawarte w nich wołanie o kulturę na drodze najczęściej ustawione jest wyłącznie w dwóch kierunkach. Pierwszy, to aby zawsze i wszędzie umożliwiać szybką jazdę tym, którzy chcą jechać szybko. Już nawet nie „szybko” w kontekście dozwolonej na danym odcinku prędkości, tylko „dowolnie szybko”. Bo jeśli w jakiś sposób w tym przeszkadzasz, to zwyczajnie nie masz kultury. Nawet jeżeli prawo drogowe i zwykły rozsądek są całkowicie po twojej stronie.

Druga rzecz to jakieś absurdalne wręcz przywiązanie do teorii, że ruch samochodowy (motocyklowy jest jego odpryskiem) powinien być absolutnie niezakłócony. Pojazdy mają być zawsze w ruchu, jak najrzadziej hamować i nigdy się nie zatrzymywać. Jeżeli jako pieszy czy rowerzysta spowalniasz ten strumień, robiąc najzupełniej naturalne dla siebie rzeczy, to również mam złą wiadomość – kultura jest ci obca. Podobno.

Żądasz kultury? Zachowaj ją sam! Czym jest i jak się objawia kultura na drodze [felieton]

Takie pojmowanie kultury na drodze to zmuszanie do ciągłego kierowania uwagi ogółu na tych najszybszych, największych, a w praktyce najbardziej bezczelnych i najmocniej rozpychających się łokciami i lusterkami. O tym, jak silnie jest to zakorzenione w naszym społeczeństwie i jak skrajne formy przyjmuje, świadczą setki wpisów, których autorami powinni się zająć psychiatra i prokurator. W stylu: „Osobiście spaliłbym wszystkich jadących 100 km/h autostradą”. A to nie jest najmocniejszy przykład. Najgorsze, że nie wypisują tego typowe patusy, u których można by to zrzucić na karb zwykłej tępoty. To są często opinie płynące od podpisanych nazwiskiem, pozornie normalnych ludzi. Nierzadko z poważnym „biznesowym” zdjęciem profilowym, sugerującym wykształcenie i ogładę.

Każdy musi

To jeszcze raz, o co chodzi w tej kulturze na drodze? Głównie o to, żeby pamiętać, że nie jesteśmy na tym asfalcie sami. Tylko tyle i aż tyle. I dotyczy to wszystkich – i tych jadących z definicji wolniutko i ostrożnie, i zapitalaczy wykorzystujących do końca to, co mają pod maską lub zbiornikiem paliwa. Ich interesy wcale nie muszą się wzajemnie wykluczać, wystarczy, że każdy trochę spuści z tonu. Ustąpi, poczeka, umożliwi manewr. Zjedzie tuż po wykonanym wyprzedzaniu. Zrobi, co w jego mocy, ale bez przymusu.

Chcę jednak wyraźnie podkreślić, że nie ma tutaj symetrii na zasadzie „wszyscy są jednakowo winni”. Wciąż głównym problemem pozostają ci, którzy chcą jechać szybciej niż są w stanie myśleć i egzekwują to zawsze i wszędzie. A groźne sytuacje z ich udziałem nie są wynikiem wolniejszej jazdy „drogowych miernot”, tylko tego, że państwo sportowcy jadą w sposób, który nie daje im czasu i miejsca na reakcję na zupełnie normalne i przepisowe manewry innych uczestników ruchu.

motocyklem na autostradzie kufry podróż autostrada wyprawa motocyklowa turystyka motocyklowa scaled

Obowiązek ucieczki

Załóżmy, że mamy typową autostradę: dwa pasy w jedną stronę i dopuszczalna prędkość 140 km/h. Dopuszczalna, nie ma czegoś takiego jak minimalna! Czy ktoś jadący taką trasą 120 km/h, bo np. uważa, że warunki na tyle pozwalają, wychodzi mu lepsze spalanie czy po prostu jego pojazd ma taki limit, ma mniejsze prawa od tego jadącego 160 km/h? Dlaczego to właśnie on nie może jednorazowo wyprzedzić całej kolumny ciężarówek i ma obowiązek ryzykownego wciskania się pomiędzy nie, żeby przepuścić wszystkich chętnych jadących szybciej? Dlaczego to ci z tyłu nie mogą chwilowo zwolnić, utrzymać odległości i pozwolić na bezpieczne dokończenie manewru? I dlaczego wreszcie, zgodnie z wieloma sugestiami, prawko znaleźli w chipsach i powinni oddać ci, którzy nie są w stanie błyskawicznie dostrzec w lusterku kogoś zbliżającego się z prędkością 250 km/h, w dzień czy w nocy? A nie ci, którzy z takimi prędkościami podjeżdżają do innych uczestników ruchu?

Tak, wiem, jest stara śpiewka o tych złośliwcach jadących 60-80 km/h lewym, nawet gdy prawy jest całkowicie wolny. Ale to jest margines, który stał się dyżurną wymówką. Tak mocno przyzwyczailiśmy się do tego, że na trasach szybkiego ruchu limity nie istnieją, że agresja idzie w stronę tych, którzy jadą przepisowo lub nieznacznie wolniej. Bo to oni zawsze mają uciekać. Tego przecież wymaga kultura! 

Autostrady jak soczewka

Wyraźnie skupiłem się na autostradach i ekspresówkach, ale to dlatego, że one najlepiej pokazują problem braku zrozumienia, czym jest kultura na drodze. Oczywiście są setki innych przykładów. To już jednak materiał na książkę, a nie krótki internetowy felieton. 

Widzisz dziadka, który ewidentnie ma problemy z ogarnianiem rzeczywistości. Grupę dzieci z tornistrami, które teraz są na chodniku, a za chwilę ktoś może kogoś wypchnąć na asfalt. Widzisz gościa z rejestracją z innego miasta, który gubi się w manewrach. Rowerzystę, który ma wybór: albo pojedzie bliżej środka jezdni, albo jej popękaną, pokruszoną krawędzią. Wreszcie widzisz tę przysłowiową babę w Yarisie. Widzisz i ułatwiasz im życie. A przy okazji sobie i innym kierowcom. Zamiast pomyśleć, jak najszybciej i najsprawniej ich ominąć/wyminąć/wyprzedzić, zastanów się, co zrobić, żeby wszystkim w tej sytuacji było lepiej i przede wszystkim bezpieczniej. To właśnie jest kultura. Podjeżdżanie pod zderzak i miganie światłami to jej zaprzeczenie. Zwykłe wymuszanie i zastraszanie. 

Polityka miłości – na rowerze, motocyklu i za kółkiem [Felieton]

Żabką i motylkiem

Jak w prosty sposób sprawdzić, czy ja sam zachowuję kulturę na drodze i czego mogę wymagać od innych? Wystarczy pomyśleć, co na temat danej sytuacji mówią przepisy. Tak, wiem, wymyślono je tylko po to, żeby dołączyć taryfikator i łupić kierowców… Ja jednak, choć nie zawsze jestem ślepo przywiązany do kodeksu drogowego (a konkretnie do zapisanych w nim wartości liczbowych), lubię traktować go jak linę z pływakami wyznaczającą tory na basenie. Każdy z nas płynie nieco inaczej, ściąga go w lewo lub w prawo, ale jednak wszyscy wiemy, gdzie jest ta lina i w którym kierunku zmierzamy.

Jeśli więc widzisz, że to ty znacznie się oddaliłeś, a ktoś inny wciąż płynie blisko tej liny, to sam od siebie powinieneś wymagać więcej, niż od niego. Proste – chcesz mocniej rozrabiać, musisz się bardziej postarać i zwracać uwagę na więcej rzeczy. Inni też zapłacili za wstęp na basen, i to bez obowiązku bycia Phelpsem czy Jędrzejczyk. Musisz wiedzieć, co jest prawem, a co przywilejem. Co obiadem, a co deserem.

Żądasz kultury? Zachowaj ją sam! Czym jest i jak się objawia kultura na drodze [felieton]

Zmniejsz płomień, bo wykipi

Jest jeszcze coś. Moim zdaniem jednym z głównych źródeł problemów na drogach wcale nie są zachowania innych, tylko nasze reakcje na te zachowania. Jesteśmy jako społeczeństwo tak nabuzowani, zestresowani, puszczeni w jakiś obłąkańczy pęd, że każde zaburzenie tego pędu budzi totalnie przesadzone reakcje. Ktoś niedostatecznie szybko ruszył na zielonym? Nie podjechał wystarczająco blisko poprzednika? Pomylił pasy i teraz próbuje wrócić na właściwy? Zabić, ubić, pobić. A przynajmniej zwyzywać, i to niekoniecznie w zaciszu kasku czy kabiny auta. Choć przez wiele lat byłem zwolennikiem swobodnego dostępu do broni, to właśnie to spowodowało u mnie zmianę podejścia. Reagujemy absurdalnie na sytuacje, które wcale tego nie wymagają. Nie czujemy podziału na rzeczy ważne i błahe, również na drodze. Osoby kochane, stabilne, spokojne, i poukładane często zmieniają się za kierownicą w agresywnych psychopatów. 

Na koniec bezwstydnie posłużę się tekstem buchniętym Złomnikowi: „Jeśli ktoś stoi za tobą w kolejce do Żabki, dotykając cię ciałem, miga ci latarką w oko i dyszy, to zejdź na bok, żeby mógł pierwszy podejść do lady. Sklep to nie kółko różańcowe.”. 

Konrad Bartnik
Konrad Bartnik
Motocyklista, perkusista, ojciec, wielbiciel dobrej kuchni i dużych porcji. Jego największa miłość to motocyklowe podróże – bliskie i dalekie, po asfalcie i bezdrożach. Lubi wszystko, co ma dwa koła, a najbardziej klasyczne nakedy ze szprychami i okrągłą lampą. Na co dzień drapie szutry starym japońskim dual sportem. Nie zbiera mandatów i nigdy nie miał wypadku. Bywa całkiem zabawny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY