Zakup motocykla, to nie jest prosta sprawa. No dobrze, może inaczej. Zakup używanego, wymarzonego motocykla, kiedy ma się ograniczony budżet, może nastręczać trudności. Szczególnie, jeżeli nie zjadło się zębów na jednośladach. Na szczęście, myślę że przebrnąłem bez przeszkód przez tę drogę, ale… trochę zakrętów było. Oto moja historia…

Moje motocyklowe perypetie, które wam niedawno opisywałem, dotyczyły przestrzeni kilku ostatnich lat. Tak pozytywny jej odbiór bardzo mnie zaskoczył. Czytałem komentarze, sugerujące bardzo sensowne modele motocykli, które mógłbym wziąć teraz pod uwagę. Od sprzedaży Hondy CB 500 F minął raptem miesiąc, miesiąc trwającego sezonu motocyklowego. Jednocześnie kolejny miesiąc z pandemią w tle. Od połowy maja, do połowy czerwca dokładnie przeanalizowałem kilkanaście modeli motocykli, byłem też bliski kupna każdego z dziesięciu rozważanych egzemplarzy, które pojawiły się w różnych ofertach. To był bardzo intensywny miesiąc, bo przecież poza motocyklami jest jeszcze rodzina, praca, codzienność… mnóstwo rozmaitych emocji. Zapraszam więc was do wspólnej przejażdżki tym emocjonalnym rollercoasterem, tylko zapnijcie pasy, bo po drodze będzie trzęsło. Końcówka jest jednak tego warta!

Optimius Prime? Nie!

Postanowiłem, że na początku krótko opowiem o tym, dlaczego większość z propozycji przesyłanych w komentarzach była poza kręgiem mojego zainteresowania. Zamiast wymieniać po przecinku całą gamę motocykli, powiem tylko, że nie szukałem motocykla o agresywnym wyglądzie, gdzie dominują ostre kształty, a przednia czacha z reflektorem przypomina łeb Transformersa. Honda CB 500 F była tego typu motocyklem, gdzie kształty przywodziły na myśl Optimus Prime. To jest po prostu kwestia gustu, ale zmieniając motocykl chciałem czegoś, co będzie wyglądało inaczej.

Kolejny filtr, który narzuciłem na poszukiwania, to rezygnacja z Hondy. Od początku swojej przygody motocyklowej jeździłem tylko Hondami, dlatego ani NC 750 (odrzucona już z powodu wyglądu) ani CB 650 R nie brałem pod uwagę. No dobra, był jeden model Hondy, który przez chwilę zauroczył mnie w zeszłym roku, do którego co chwilę wracałem myślami. Chodzi o Hondę CB 1100 w wersji EX lub RS. Piękny, klasyczny motocykl, praktycznie nie mający wad. Ostatecznie zrezygnowałem z niego ze względu na dużą masę, wpływającą na manewrowość w środowisku miejskim oraz niemal idealnie liniową charakterystykę silnika. Ta liniowość sugerowała nudę, a nudy nie chciałem. Przyznaję, że tym modelem nie jechałem, ale wracając do punktu drugiego (rezygnacja z Hondy) oraz z powodu braku sensownych ofert, zrezygnowałem z niego zupełnie. Warto tu wspomnieć, że przez cały ten czas szukałem motocykla używanego, nie nowego, z salonu. Wiedziałem że jeżeli chcę sobie pozwolić na coś ze średniej-wyższej półki, muszę polować na używkę.

Tyle modeli, że w głowie się kręci

Idąc dalej za waszymi propozycjami, pojawiały się perełki od BMW. Nie ukrywam, kuszący jest taki RnineT na przykład, napędzany wałem, ale generalnie, pragmatycznie patrząc, to nie stać mnie na BMW. Pamiętać trzeba o tym, że sam motocykl to nie koniec kosztów, jest jeszcze serwis. Polecaliście też motocykle ze stajni Moto Guzzi. Wizualnie petarda, silnik V2 z cylindrami w poprzek ramy może się podobać. Szkoda jedynie, że to chłodzone powietrzem, mało kulturalne w pracy jednostki. Ostatecznie więc i Moto Guzzi odpadło. Gdzieś po drodze moje myśli krążyły również wokół proponowanego Svartpilena 701 a nawet Vitpilena 701 ze stajni Husqvarny. Ich niebanalna stylistyka przyciąga, przy czym wizualnie bardziej podoba mi się Vitpilen, głównie przez lampę, za to ergonomiczną dla mnie pozycję zapewnia Svartpilen. Koniec końców, brak ofert w moim zakresie cenowym, bo to stosunkowo nowe motocykle, ostudził moje zapędy. Jak widzicie, kilka z polecanych przez was motocykli rozważałem, za wszystkie podesłane sugestie, po pierwszej publikacji, bardzo dziękuję.

W tym miejscu winny też jestem małe wyjaśnienie, w kwestii mojego nakierowania odnośnie przyszłego motocykla. Rzadko jest tak, że procesy sprzedaży i kupna są od siebie znacznie oddalone w czasie. Zdarza się, że to jakaś okazja, jakaś szansa na horyzoncie motywuje i ostatecznie skłania, by jednak obecny motocykl sprzedać. Robicie na szybko analizę i wychodzi, że to się opłaca, bo okazja ucieknie za chwilę. Czasem przejście z maszyny na maszynę jest gładkie. A czasem, jak sumarycznie wyszło u mnie, trwa dłużej. Zaczęło się od tego, że już w dniu sprzedaży Hondy pojawił się potencjalny, nowy motocykl dla mnie.

A może Indian Scout?

Mój znajomy, Radek, dał mi znać, że jego Indian Scout jest do wzięcia. W jednej chwili poczułem ścisk w żołądku. Radek był moim sąsiadem, gdy dwa lata temu kupowałem Hondę. Pewnego poranka, dwa lata wstecz, obudził mnie bardzo charakterystyczny, głośny bulgot. Tego samego popołudnia, gdy nasłuchiwałem jego powrotu, wyszedłem szybkim krokiem na zewnątrz, by zobaczyć co to i kto to. Radek przyjechał świeżym Indianem z akcesoryjnym wydechem. Powiem szczerze, że nigdy nie byłem fanem chopperów. Wysunięte do przodu nogi, wysunięte do przodu ręce i mocno wysunięte przednie koło, nie wróżą lubianej przeze mnie dobrej manewrowości i wygodnej pozycji, w której panuję nad maszyną. Scout był inny. Dość filigranowy rozmiar, a przy tym mniejszy kąt nachylenia główki ramy, wyglądało to co najmniej zachęcająco by spróbować jazdy. Jednakże, przez dwa lata, nie odważyłem się zapytać i sprawdzić jak to jeździ. Ciekawość mnie zżerała, jednak obawiałem się, że tak bardzo mi się spodoba, że w mgnieniu oka nowo kupiona wówczas Honda pójdzie w odstawkę. Czas więc leciał, w międzyczasie przestaliśmy być sąsiadami i teraz to… TEN Indian Scout jest do wzięcia. Szybka kalkulacja w głowie, ile może być wart po 2 latach. Nadal wychodzi za dużo jak na mój budżet, pytam więc o cenę… i opad szczęki. W zasadzie nie musiałbym dokładać po sprzedaniu CB500F, no nie wierzę.

Właśnie w tamtym momencie postanowiłem napisać do Brzozy, z którym zakumplowałem się dwa lata wcześniej przy zakupie Hondy. Wiedziałem, że i u niego się trochę pozmieniało, liczyłem jednak, że znajdzie czas i doradzi mi w kwestii Scouta. Pamiętałem jeden z materiałów gdzie jeździł Indianem (FTR miazga!), więc wydał mi się właściwą osobą by zadać mu nieco bardziej rozbudowaną serię pytań. Prawdę mówiąc jest jedyną znaną mi osobą z takim doświadczeniem. Opisałem krótko sytuację, chęć zmiany, poszukiwania elegancji itp. itd. Zapytał o cenę Scouta, a gdy mu ją podałem stwierdził, że nie ma się co zastanawiać, bo nawet jak nim pojeżdżę do końca sezonu i mi nie podejdzie, to będę mógł go sprzedać z zyskiem… choćby jemu. Następnego dnia, mając bardzo napięty harmonogram, znalazłem 30 minut okienka żeby podjechać i wziąć Scouta na przejażdżkę. Wszedłem do garażu… ten wygląd…

Trochę się zmienił przez 2 lata, ale akcesoryjny wydech i przepięknie wyeksponowany silnik pozostały. Wyglądem mnie kupił od razu. Odpaliłem kluczykiem włożonym z boku silnika, ruszyło mi trzewia. Brzmienie piękne, ale bez dB killerów jak dla mnie trochę za głośne. Pozycja do przyzwyczajenia, bo zwyczajowo zgiętymi nogami szukałem podnóżków, a tu trzeba je wyprostować. No to jadę rundkę na wylotówkę z miasta.. ale to idzie! Sto koni, Sto niutonometrów momentu, dobrze, że siodło wyprofilowane, bo by mi ręce w łokciach zwichnęło. Przejażdżka dwudziestominutowa dla mnie trwała jakąś minutę. Już dobrze, emocje opadają, decyzja zapadła. Kwestia dopytania warunków sprzedaży, przecież nic już nie może pójść źle. Otóż… Brytyjczycy mają takie powiedzenie (pozdrawiam K!), że jeżeli coś wydaje się zbyt dobre by było prawdziwe, to najpewniej prawdziwe nie jest. Przekonałem się o tym w tamtej chwili, ale i później ta sama zasada oszczędziła wielkiego rozczarowania. Motocykl był w leasingu, warunki finansowe wydawały się być takie, jak przedstawiane na początku, jednak już na chłodno zapoznając się z warunkami umowy wyszło na to, że potrzeba by mi było sumarycznie 2,5 razy tyle względem początkowych deklaracji. No i taki kubeł zimnej wody na starcie mocno mnie wyhamował. Nie była to okazja życia, nie tym razem. Dzisiaj wiem, że motocykl znalazł już szczęśliwego nabywcę, Radek przerzucił się na sprzęt turystyczny, a dla mnie pozostała lekcja by za szybko się nie napalać.

To może w takim razie Triumph Bonecośtam?

Po tym jak sytuację z Indianem opisałem Brzozie, trochę się pośmialiśmy i zaczęliśmy zastanawiać nad czymś innym. Przywołałem w jakimś momencie temat znajomego mojej żony, Darka. Jakiś czas temu zwróciła ona uwagę na jego motocykl i starała się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Szło to mniej więcej tak: piękny, klasyczny, czarny, szprychowe koła, i napis Bonecośtam. Zapytałem Brzozę o co mogło chodzić. To na bank Triumph Boneville, jak takie koła to albo T100 albo T120. Zacząłem szukać szczegółów, bo o marce oczywiście słyszałem, ale kojarzyły mi się raczej z trzycylindrowymi, ulicznymi, dwuocznymi maszynami…

Klasyczna seria Boneville od Triumpha to od roku 2016 motocykle z nowymi, chłodzonymi cieczą silnikami, dwucylindrowe, o dużym momencie dostępnym od dołu, ale niekoniecznie dużej mocy. Po tym, jak przejechałem się Scoutem i zrozumiałem co znaczy duży moment od dołu, wiedziałem, że to tego szukam w przyszłym motocyklu. Nawet CB 500 F nie kręciłem nigdy do odciny, zmieniając biegi, zazwyczaj robiłem to gdzieś w zakresie 3-4 tysięcy obrotów. Lubiłem jazdę na najwyższym możliwym biegu. Triumph Boneville T100 wydawał się więc opcją dla mnie kompletną. Oczywiście T120 wyglądał jeszcze fajniej na papierze, jednakże ofert w moim zakresie cenowym nie było. Generalnie muszę stwierdzić, że jeśli chodzi o widoczne w sieci oferty motocykli Triumpha, klasyczne, po roku 2016, kiedy zmieniono silniki, to jest tego jak na lekarstwo. W zasadzie wszystko co widać, to sprzęty importowane. Ja co prawda z uporem maniaka wyszukiwałem ofert z rodzimych salonów, ale jak wspomniałem nic sensownego nie było. Jeden z motocykli, importowany, przykuł moja uwagę. Gdzieś na południu Polski wystawiony był Street Twin z wieloma akcesoryjnymi elementami. Wtedy tak naprawdę zauważyłem, że oprócz klasyków zupełnych, jest jeszcze coś pomiędzy. Motocykl wyglądający klasycznie, z retro DNA, ale na aluminiowych, bezdętkowych kołach, minimalnie drobniejszy i lżejszy niż T100, z dokładnie tym samym silnikiem. Szybki kontakt ze sprzedawcą, okazało się że maszyna już sprzedana, no szkoda, bo z akcesoryjną kanapą, lusterkami na końcówkach kierownicy, wyglądał przepięknie. Mówi się trudno. Następnego dnia rano rzut oka na komunikator, wiadomość od Brzozy, zrzut ekranu z jakiejś grupy, fotka szarego Street Twina i krótkie info o pochodzeniu z polskiego salonu i znikomym przebiegu. Szybkie zapisanie do grupy, cena wyborna, w zestawie sakwa boczna i owiewka, rezerwuję!

Adam z Warszawy Adamem z Gdańska

Motocykl w stanie niemal fabrycznym, łapię kontakt ze sprzedawcą. Przecież oferta jest za dobra by była prawdziwa. Kontakt jest, chociaż nieco utrudniony, ale wydaje się że wszystko ok. Brzoza oferuje pomoc. Mam poprosić sprzedawcę o VIN i spróbujemy się dowiedzieć czegoś na temat historii tego motocykla. Ma dobrego znajomego, Adama, w salonie Triumpha w Warszawie. Zdobyłem numer ramy, przekazałem, ale na odpowiedź trzeba poczekać, bo Adam jest bardzo zarobiony. Ponieważ jednak czekać można aktywnie i jest sobota, postanowiłem podjechać do widzianego często w drodze do pracy salonu Triumpha w Gdańsku. Podjechaliśmy tam z żoną, przy okazji sobotnich zakupów. Od progu wpadł jej w oko piękny Scrambler 1200. Niestety nie ta cena, nie ten rozmiar, wszystko nie tak, hehe. Na wejściu przywitał mnie niezwykle otwarty, konkretny młody człowiek. Nie narzucał się, wskazał osadzone w stojakach Street Twin, T100, T120, do których mogłem się przysiąść. Zaczynamy rozmowę, po chwili mój rozmówca orientuje się, że szczegóły techniczne maszyn są mi znane, siadam kolejno na każdej z nich. Kiedy przysiadam do ostatniego z trzech, do Street Twina, czuję ulgę. Jest jak dopasowany do mnie, kompaktowy. Co do szczegółów technicznych, to wersja na której usiadłem różniła się od tej z oferty. Motocykl na powyższym zdjęciu był z roku 2016, natomiast w salonie wersja z roku 2019, która została nieco zmodyfikowana. Wizualnie niewiele, ale boczny panel, samo malowanie baku, oraz felgi rzucają się w oko. Nowsza wersja dysponuje 65 KM i 80 Nm, starsza natomiast 55 KM i 80 Nm. Różnic jest więcej, między innymi hamulce, dwa tryby jazdy Rain i Standard w nowszej wersji, jednak to wszystko za kwotę półtorakrotnie wyższą niż oferowana poprzednia generacja. Szczerze wyjaśniłem, że na nówkę raczej mnie nie stać, że szukam używki, więc gdyby coś się miało w salonie pojawić niech daje znać. No to już! Wyjdźmy na zewnątrz, a tuż przed salonem stoi coś pięknego. Tak poznałem Street Cup’a (jeszcze o nim napiszę), pewną wariację na temat Street Twina, stylizowaną na starsze wyścigowe motocykle z ręcznym malowaniem, owiewką i pochyloną kierownicą w stylu cafe racer. Cena? Jeszcze nie wiadomo, ale jak będzie to da znać. Poprosiłem o wizytówkę, ale fajnie mój imiennik! Serdecznie podziękowałem za rozmowę, wróciliśmy z żoną do domu. Wieczorem odzywa się do mnie Brzoza, że Adam mu zaraz sprawdzi ten motocykl po numerze ramy, bo miał ciężki dzień w robocie i dopiero się ogarnia. I tu pojawia się konkretny zwrot akcji. Brzoza mówi, że Adam już nie siedzi w Warszawie, tylko w Gdańsku, jest kierownikiem salonu. Mała retrospekcja, dzisiaj tam byłem, był tylko jeden sprzedawca, Adam… to musiał być on!

Jednak chyba raczej na pewno może Street Twin

To była długa noc, oczywiście wyszło na to, że Adam też mnie skojarzył, jako klienta który go dzisiaj odwiedził, już wtedy coś dobrze zagrało. Sprawdzony Street Twin z 2016 okazał się całkiem sensowną opcją. Napisałem do sprzedawcy, wyszło na to, że człowiek jest daleko, bardzo daleko i trzeba będzie poczekać na powrót… ile? Jakieś dwa tygodnie i będzie można dobić targu. Powiem wam, że to były długie dwa tygodnie… następnie przerodziły się niemal w miesiąc… a ostatecznie do dzisiaj wiszą sobie wiadomości bez odpowiedzi, bo kontakt się urwał. Bez słowa wyjaśnienia, nic totalnie… tego nie lubimy. Niby wszystko dograne i cisza. Ale wiecie co? To nie był czas bezproduktywny! Bywałem w salonie Triumpha częściej, rozmawiałem z Adamem i zapoznawałem się z marką. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że z oferty nic nie będzie. Czekając na jej sfinalizowanie skorzystałem z możliwości wzięcia na jazdę próbną Street Twina z 2019 roku. Trafił mi się egzemplarz z ciemnoszarym, matowym malowaniem.

Wziąłem go na długą wycieczkę po Kaszubach, zrobiłem około 200 km. Jeden zegar, minimalizm w formie, bardzo wygodna pozycja za kierownicą, chociaż dość nisko, nawet jak na mój niewielki wzrost. Niezwykle przyjemny odgłos z dwóch cylindrów i to na seryjnym wydechu. Nie mam doświadczenia z dziesiątkami motocykli, ale nie sądziłem, że seryjny wydech może być tak ładny i tak dobrze brzmiący. Do tego bardzo elastyczna praca silnika. Na ostatnim, piątym biegu, przy prędkości około 100 km/h silnik w okolicach 3000 obrotów nie wył tak, jak Honda, która miała wtedy około 5000. Ta przejażdżka uświadomiła mi, że takiej charakterystyki silnika szukam. Uświadomiła mi także, że wynalazek, nowość, jaką jest dla mnie kontrola trakcji w motocyklu, może się przydać. Wyprzedzałem na odcinku, gdzie na środku jezdni było trochę żwiru. Odkręcona manetka, zarzuciło tylnym kołem minimalnie, po czym od razu spadła moc, delikatny wężyk się wyprostował i manewr zakończył się sukcesem. Fajna sprawa. Kończąc podróż, wracając do salonu, wiedziałem już, że Street Twin to będzie właściwa maszyna dla mnie. Oddałem motocykl z uśmiechem na ustach i wielkimi nadziejami związanymi z dobiciem targu, o którym jeszcze wtedy nie wiedziałem, że do skutku nie dojdzie.

Jest Yamaha MT07 do wzięcia. Wstyd się nie przejechać

Gdyby to wszystko było takie proste, jak cierpliwe czekanie. Minęło kilka dni po tej przejażdżce, gdy odezwał się do mnie znajomy. Tristan wrzucił mi kilka zdjęć swojego motocykla, którego bardzo dobrze pamiętałem. Jego Yamahę MT-07 często podziwiałem przed gmachem uczelni, kiedy mieliśmy okazję trochę pogadać. Wziął nówkę z salonu, przez kilka lat dbał i trochę inwestował, by w zeszłym roku wrzucić jej pełny wydech Akrapovic. Teraz to był sprzęt kompletny.

Cena, której oczekiwał, atrakcyjna, była jedynym i bardzo mocnym argumentem, przez który w ogóle zacząłem brać ten motocykl pod uwagę. Oczywiście, nie chciałem motocykla typu Transformers, o czym pisałem na początku tego tekstu, ale… pożyczyłem go od niego na jedno popołudnie. Mogę powiedzieć, że ten motocykl to było 150% Hondy CB 500 F którą miałem. W każdym aspekcie dla mnie, nieco bardziej doświadczonego motocyklisty, był to motocykl wart tego, by go brać, jako naturalny krok w przód. Pozycja bardzo wygodna, nawet lżejszy od nieciężkiej przecież CB 500 F, do tego 150% jej mocy i momentu. To było ciężkie popołudnie, które przedłużyło się do wieczora. Wiedziałem, że motocykl bardzo szybko znajdzie kupca, jeżeli ja się na niego nie zdecyduję. Postanowiłem jednak, że skoro pragnąłem zmiany, na długo, to nie będzie dla mnie właściwa opcja. Motocykl którego szukam tym razem nie ma być wyborem z czystego rozsądku, element emocji musi mieć większe znaczenie. Ostatecznie jestem Tristanowi bardzo wdzięczny, że dał mi możliwość przetestowania MT-07. To jest naprawdę kapitalny motocykl. Powód zmiany z jego strony nie był związany z jakimikolwiek brakami maszyny. Po 4 latach jego posiadania stwierdził po prostu, że to ostatni moment na zmianę, w miarę opłacalny finansowo, by móc przeskoczyć na wyższą półkę wraz ze wzrostem umiejętności. Motocykl sprzedał się szybciutko, po kilku dniach.

A może powrót do przeszłości?

Jako ciekawostkę, opowiem wam jeszcze o jednym zdarzeniu z popołudnia z Yamahą. Chwilę po tym jak wziąłem motocykl od Tristana zadzwonił do mnie człowiek, który miał na sprzedaż… Hondę NTV 650 Revere z roku 1992! Zakomunikowałem, że podjadę do niego za kilkanaście minut, że chcę się przysiąść do tego motocykla. Tak historia zatoczyła koło. Miałem okazję, więc chciałem sprawdzić, jak będę się czuł na sprzęcie 28-letnim. To było przeżycie! Znowu dźwigienka ssania, znowu ta ogromna, mięciutka kanapa, znowu wielka masa która jest nieco zwalista w zakrętach. Powiem jednak, że jeśli chcecie zrobić sobie frajdę za 4-6 tysięcy złotych, to szukajcie zadbanego egzemplarza i śmiało! Mnie tym razem wystarczyła przejażdżka wkoło osiedla. Wspomnienia wróciły! Jednakże mój egzemplarz sprzed lat wydawał mi się znacznie lepszy, niż to czego doświadczyłem teraz. Po krótkiej rozmowie z sympatycznym właścicielem, przeszedłem 2 bloki dalej, wsiadłem na MT-07 i bardzo doceniłem cały postęp, który dokonał się przez lata w dziedzinie motocykli użytkowych.

Yamaha? Nie!

Przez następne kilka dni, czekając na Street Twina z 2016, były jeszcze dwa motocykle wzięte na tapet. Pierwszy z nich to Yamaha XSR 900. Skoro tak mi się spodobała ergonomia i silnik MT-07, to czemu by nie dać szansy motocyklowi, który wizualnie, przynajmniej na zdjęciach, prezentuję się ciekawie, łącząc klasykę z nowoczesnością, a przy tym jego parametry, z trzycylindrowym dzikim silnikiem na czele, są zdecydowanie na zapas dla mnie? Ostatecznie, po odwiedzinach w salonie Yamahy, po tym jak usiadłem na egzemplarzu testowym, przyjrzałem mu się z bliska, zadecydowałem, że Yamaha to nie to. Jakość detali, ogólne wrażenie, no niestety inna liga niż Triumph. Oczywiście, być może sama jazda to rekompensuje, ale obcując z tym motocyklem na żywo zrozumiałem, że nie jest to sprzęt dla mnie. Nie zrozumcie mnie źle, to kawał maszyny, być może dla większej osoby dopasowany idealnie, mnie jednak do siebie nie przekonał.

Osiołkowi w żłobie dano. W jednym Street Twin w drugim Street Cup…

Drugim motocyklem, który krótko po przejażdżce MT-07 rozważałem, był wspomniany w opisie mojej wizyty w salonie Triumpha w Gdańsku, model Street Cup. To jest motocykl, który mógłbym kupować w ciemno samymi oczami. Sami oceńcie, czy zgadzacie się ze mną.

Pod względem technicznym jest to w zasadzie motocykl bliźniaczy do Street Twina z lat 2016-2018. Różni się tak naprawdę sposobem wykończenia (kierownica, siedzenie, ręczne malowanie, owiewka), a w niewielkim stopniu funkcjonalnością (podwójny zegar zamiast jednego, tylne zawieszenie nieco wyższe). Widoczny na zdjęciu egzemplarz, to używka od pierwszego właściciela w Polsce, który niedawno przesiadł się na model Bobber. W roku 2019, kiedy Triumph poprawił serię Street Twin, całkiem zrezygnowano z modelu Street Cup. Można więc powiedzieć, że motocykl stał się z miejsca białym krukiem. Co fajne w tym egzemplarzu, to widoczne dwa skórzane kufry w zestawie, co nie ukrywam, mocno podnosi użyteczność bez wielkiej szkody dla wizerunku. Ponieważ jednak koszt zakupu przewyższał mój budżet, musiałem się przekonać podczas przejażdżki, czy to motocykl dla mnie. Konsultując ten model z Brzozą usłyszałem, że raczej nie jest dla mnie, ze względu na kierownicę, ogólną pozycję i sposób prowadzenia. Ale przecież musiałem przekonać się sam jak to z nim jest, wziąłem go więc na pół godziny, żeby objechać miasto w ramki. W samym mieście, między autami, wszystko gra, pozycja jednak, nieco pochylona, agresywna, nie była dla mnie w pełni komfortowa. To wrażenie nasiliło się znacznie, po wyjechaniu na odcinek obwodnicy. Koniec końców to naked o nieco bardziej sportowej sylwetce. Jego styl sugerowałby odkręcanie do wysokich obrotów, natomiast w tym modelu odcięcie jest już przy 6500. To kawał pięknego i znowu świetnie brzmiącego motocykla, ale jednak Brzoza miał rację. To nie jest sprzęt dla mnie. Z tego co wiem stoi i czeka na szczęśliwego nabywcę.

Wreszcie pojawia się konkret! Mamy go?

Wróciłem do domu, podjąłem kolejną już próbę kontaktu ze sprzedawcą szarego Street Twina, jednak wszystko wskazywało na to, że nic już z tego nie będzie. Wiadomości ode mnie nie były odczytywane od wielu, wielu dni, a ja bardzo chciałem Triumpha. Aż tu nagle, chwilę po 18, po zamknięciu salonu w Gdańsku, dostaję wiadomość od Adama, kierownika. Dzisiaj do salonu w Warszawie wjechał Street Twin rocznik 2017, od pierwszego właściciela, ze znikomym przebiegiem… ale KONKRETNIE doinwestowany.

Już na pierwszy rzut oka widać tu akcesoryjną kanapę, krótszy wydech, minimalistyczną wersję tylnego mocowania tablicy, lusterka na końcach kierownicy. Mój ulubiony, czarny kolor. Smaczków było tam dużo, dużo więcej. Cena oczywiście adekwatna do tego, co się dostaje, ponad mój zakładany budżet, ale nie dam takiej okazji wymknąć się z moich rąk. Od razu poszła rezerwacja. Było to tuż przed przedłużonym weekendem w połowie czerwca. Wiedziałem więc, że będę musiał poczekać do kolejnego tygodnia, by motocykl znalazł się w Gdańsku. Zgoda. Spojrzałem raz jeszcze na zdjęcie powyżej i wiedziałem, że warto czekać.

Jak kupić pewny, dobry motocykl używany na odległość? Oględziny przed kupnem, na co zwrócić uwagę?

A może jednak coś większego? Speedmaster po dzwonie? Proszę bardzo!

Czekanie bierne nie jest jednak w moim stylu. Przyszedł czas na najbardziej zaskakujący element tej całej historii. Właśnie wtedy, w długi weekend czerwcowy, wertując ogłoszenia na znanym portalu, w oko wpadł mi motocykl wymarzony. Wyjaśnię. Patrząc na ofertę Triumpha, gdy na samym początku robiłem rozeznanie, Triumph Bobber bardzo mi się spodobał ze względu na swój silnik 1200 ccm. Motocykl ten wygląda pięknie, przywodzi mi na myśl Indiana Scouta, którym jeździłem, ma jednak zasadniczą dla mnie wadę. Jest jednoosobowy. Mój przyszły motocykl musi pozwolić mi na przejażdżkę z żoną. Nie mówię o jakichś dalekich podróżach na dwóch kółkach. Mieszkając w mieście chcę mieć możliwość, żebyśmy czasem po prostu zrobili sobie małą wycieczkę. Bobber odpada… ALE… ale jest nowy Triumph Speedmaster. Jest to motocykl, który pojawił się na rynku w roku 2018. Sama linia ma długą historię, niemniej od roku 2018 postanowiono, by wziąć cieszącego się uznaniem Bobbera, powiększyć zbiornik z rozpaczliwych 9 do 12 litrów, dołożyć siedzenie dla pasażera, tworząc tym samym kapitalny motocykl. W naszym pięknym kraju rynek używanych Triumphów jest znikomy, a jeśli chodzi o Speedmastera po roku 2018, znalazłem wówczas dosłownie jedno ogłoszenie.

Na zdjęciu wygląda wspaniale. To jest Speedmaster w wersji Maverick, z akcesoryjnym wydechem i fotelem, co prawda bez drugiego dla pasażera, ale można to dołożyć później. Mnóstwo kosmetycznych smaczków, maszyna przepiękna. Budżet jednak daleko poza osiągalnym. To z powodu budżetu nie widziałem wcześniej ogłoszenia z tym motocyklem, nie łapało się w filtrach, mimo że trochę już wisiało. Nieśmiało napisałem do sprzedawcy, poprosił o telefon. Dzwonię, z drugiej strony odzywa się bardzo zachrypnięty głos. Mówi, że jeździ od 50 lat, a to jego dopieszczony motocykl. Chce kupić nowego Rocketa, bo gdyby nie ten fakt na pewno by tego nie sprzedawał. Zachęca mnie do wizyty w Szczecinie, w niedzielę, bo po co czekać. Kupiony. Zostałem kupiony tym wszystkim co usłyszałem. Nie ma kasy? Nie szkodzi… to się jakoś załatwi, w końcu maszyna idealna… Konsultacja z Brzozą, no i faktycznie wygląda, że wszystko gra i buczy, nic tylko jechać i brać. Jednakże Brzoza, stary wyjadacz, postanowił dopytać o jeden szczegół. Skoro motocykl jest z 2018, sprowadzony z UK, to jaka jest jego historia tam? Czy są jakieś zdjęcia motocykla z UK? Może warto go sprawdzić w salonie Triumpha po numerze VIN? No tak, czemu nie, do Szczecina blisko nie jest, a co mi szkodzi. Pytam właściciela o historię motocykla, jakieś zdjęcie. Oczywiście, mam rację, że motocykl miał przygodę, jedna laga była uszkodzona, ma zdjęcie do wglądu, ale pokaże mi jak przyjadę, bo obiecał poprzedniemu właścicielowi, że nie będzie tego zdjęcia przesyłał… hmm… ok. Podjechałem do salonu Triumpha, już na wejściu Adam mnie przeprasza, że nie przesłał mi więcej zdjęć Street Twina z Warszawy. Mówię mu szczerze, jak jest, że jest taki motocykl, że Street Twin cały czas biorę pod uwagę, bo nie wiem co tu wyjdzie, ale może by mi sprawdził tego Speedmastera. Okazuje się, że Adam go pamięta z Warszawy. Zrobił wtedy na nim wrażenie. No więc warto sprawdzić. W historii brak poważnych napraw, jakiś przegląd przy około 3000 km rok wcześniej, wszystko fajnie. Adam jednak od niechcenia dorzucił: a wpisywałeś może VIN w gugla? No nie wpadłem na to, więc robimy to. Wyskakuje dokładnie 1 wynik, strona z aukcjami z UK. Widać, że jest 11 zdjęć w raporcie, ale za raport trzeba wyłożyć 3 dolary. No dobra, wrócę do domu, ogarnę. Po powrocie do domu stwierdzam, że warto zobaczyć jak to wyglądało, płatność przeszła, otwieram raport i widzę między innymi to.

MASAKRA. Ktoś dał za ten szrot około 5000 zł na aukcji i próbował sprzedać za 38 000. Złamany jak zapałka. W dodatku, mimo niewielkiego przebiegu, komuś się chciało jeszcze cofać licznik? Nie ma mowy by ryzykować z takim motocyklem. Nie ma zgody na utajanie takich informacji. Nie i już. Z początkowej ekscytacji zostało zdenerwowanie całym tym faktem. To trzeba mieć tupet. Napisałem do człowieka, w sobotę wieczorem, że nie mogę przyjechać po motocykl w związku z pewnym znaleziskiem. Dostałem krótkie „ok” w odpowiedzi. Napisałem nawet, że nie wiem czy zdaje sobie sprawę, że motocykl nie powinien jeździć po tym, co go spotkało w UK, w odpowiedzi „ok”. Sobota wieczór… odetchnąłem głęboko.

Dzięki Brzozie, dzięki Adamowi, nie wpadłem na minę. Dwa dni później ogłoszenia już nie było. Nie wiem czy się sprzedał, czy ktoś poszedł po rozum do głowy i je zdjął. Wspomniałem tu już wcześniej pewne powiedzenie, przytoczę je znowu. Jeżeli coś wydaje się zbyt dobre, by było prawdziwe, to najpewniej prawdziwe nie jest. Taki motocykl, opuszczając salon z takim wyposażeniem, miał wartość około 80 000 zł, po 2 latach sprzedawany za mniej niż 40 000 zł. Do tego ogłoszenie trochę czasu już wisiało. Czemu wcześniej nikt z takiej okazji nie skorzystał? Za dobre, by było prawdziwe. Jeszcze tego samego dnia, w sobotę wieczorem, napisałem do Adama, że nie mogę się doczekać mojego przyszłego Street Twina.

Głowa posypana popiołem. Street Twin woła…

Przyszedł kolejny tydzień. Otrzymałem więcej zdjęć motocykla od Adama. To była naprawdę świetna oferta. Przed chwilą mówiłem, że trzeba uważać na zbyt dobre okazje. Tu jednak cała różnica polegała na tym, że zaangażowani w temat byli rzetelni ludzie. Informacja o okazji była błyskawiczna, decyzja o rezerwacji również. Trzeba mieć szczęście w takiej sytuacji, ale i dokładnie wiedzieć czego się chce. Po całym tym kwasie ze Speedmasterem nabrałem jeszcze większego przekonania, że Street Twin jest dla mnie. Przyszedł czwartek, z rana SMS od Adama, motocykl jest już w salonie. Szybki wypad na 15 minut w przerwie obiadowej z żoną by go zobaczyć. Na żywo prezentował się jeszcze lepiej. Dogadałem się z Adamem, że po pracy podskoczę i dobijemy targu. Jeszcze tego samego dnia ogarnąłem ubezpieczenie i wyjechałem z salonu moim nowym sprzętem. Triumf pragmatyzmu… z dużą dawką emocji!

Motocykl jest ze mną już niemal dwa tygodnie. Złapałem kontakt z poprzednim właścicielem z Warszawy, który przerzucił się na Tigera 900. Jak mu wspomniałem, że mam jego motocykl padło sentymentalne – Jak będziesz chciał go sprzedać, weź daj mi najpierw znać. Tylko, że ja naprawdę nie zamierzam tego motocykla wymieniać na inny. Jasne, że nie ma takich osiągów jak Speed Twin, w którego może bym celował, ale musiałbym mieć niemal podwojony budżet. Jasne, że za jakiś czas mogę stwierdzić, że teraz to ja szukam turystyka do dalszych podróży. Na tę chwilę planuję jednak, że motocykl ze mną zostanie, po prostu. Jeśli uznam, że inny motocykl lepiej się nadaje do innych zastosowań, to będę zbierał na drugi motocykl, nie na wymianę. Takiego motocykla szukałem i go znalazłem.

Podziękowania

Kończąc swoją historię, chciałem podziękować kilku osobom. W pierwszej kolejności mojej żonie, która zawsze mnie wspiera, nawet jeśli nie do końca się ze mną zgadza. Tacie, bo mimo że zdecydowanie nie jest fanem motocykli, to gdy zadzwoniłem w sobotę z pytaniem, czy jest szansa żebyśmy pojechali do Szczecina po motocykl, usłyszałem, że oczywiście i czy 5 rano jest ok. Brzozie, za odpisywanie na nieskończoną liczbę wiadomości, dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, za możliwość opisania wam całej tej historii na łamach Motovoyagera. Adamowi, za profesjonalizm, otwartość i zbudowanie mocnej podstawy do długiej i przyjacielskiej znajomości. Christianowi, Michałowi, za podgrzewanie i studzenie emocji związanych z kupnem nowego motocykla. Na koniec dziękuję każdemu, który dobrnął do końca tego tekstu. To już. Tu kończy się przejażdżka moim zakupowym rollercoasterem…

Tekst i większość zdjęć: Adam Korzeniewski



ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.