wt, 13 Kwi 2021

Determinacja, czyli jak realizować motocyklowe marzenia [FELIETON, WSPOMNIENIA]

-

Są przaśne lata 80. poprzedniego wieku. Po polskich drogach jeżdżą  motocykle (a może raczej „motocykle”) z krajów bratniego obozu: polskie Wueski, czechosłowackie Jawy i Cezetki oraz niedoścignione pod każdym względem Emzetki z NRD. Jako piętnastolatkowi nie przysługuje mi prawo jeżdżenia którymkolwiek z tych produktów motocyklopodobnych…

Emzetka jest marzeniem dalekiej przyszłości, zaś marzeniem bliższej – polska motorynka. To na owe czasy konstrukcja supernowoczesna: silniczek z Nowej Dęby napędza prześmieszny, malutki pojazdek na malutkich kółeczkach, coś pomiędzy motorowerem a skuterem. Taki pojazd jest obiektem moich młodzieńczych westchnień. Pomijając fakt, że zakup jest ściśle reglamentowany, to jako młody chłopak nie dysponuję odpowiednią gotówką, a i rodzice mój pomysł akceptują dość słabo. Cóż robić – trzeba się samemu zabrać do roboty. Jako że mój chrzestny ma w Sandomierzu tzw. hektary, gdzie hoduje pomidory i porzeczki, to jeżdżę do Sandomierza i zbieram. Odkładam też co miesiąc kupkę banknotów z uzyskanego stypendium sportowego – i dość szybko odpowiednią kwotę udaje mi się doskładać. Jednak w komunistycznej rzeczywistości nie ma lekko: motorynki nie można kupić, musi mi wystarczyć używany motorower marki Romet (wersja dwubiegowa, ze zmianą biegów na kierownicy).

Nieważne, jestem w ekstazie, czuję się jak wystrzelony niedawno w kosmos Hermaszewski. Z Rometem niemal sypiam, jeżdżę nim wszędzie: po mieście, na treningi i na ryby, wyglądam przez okno by na niego z czułością popatrzeć, mam łzy w oczach gdy pada deszcz. Ten związek do łatwych jednak nie należy i wymaga wielu wyrzeczeń. Po każdej jeździe trzeba czyścić gaźnik (takiej jakości jest w PRL paliwo), a ojciec widząc moje umorusane smarem ręce chce mnie nawet wydziedziczyć. Benzyna jest wtedy na kartki, na motorower przypada 9 litrów na kwartał (wyobrażacie to sobie?!). Pewnego razu muszę nawet swój motocykl pchać przez dwie godziny do domu, lecz liczy się tylko jedno – jazda.

Czy w PRL-u byłoby stać cię na nową WSK-ę, Junaka, MZ-etkę? Sprawdź to!

Teraz czasy są inne. Podróż na działkę możemy zamienić na wyprawę w Alpy, a socjalistyczne pierdzipędy – na normalne motocykle. Może niekoniecznie nówki z salonu, ale jakże inne. Inne są chyba jednak nie same marzenia, ale raczej możliwości ich realizacji. Jedziemy na dwa miesiące do Norwegii na truskawki czy do Niemiec na szparagi – i pierwszy motocykl już stoi na parkingu pod blokiem. Ba, wystarczy nie przepuszczać w weekend 500 zł co tydzień i po dwóch miesiącach mamy odłożone 5 tysięcy. Za taką kwotę można kupić już całkiem sensowny motocykl – kiedyś pomagałem byłej kursantce w zakupie zadbanej Hondy CB500 na pierwszy motocykl właśnie za niecałe 5 tysięcy zł. Za taką kwotę można również uskutecznić niezłą podróż. Moje dwa tygodnie w Maroku (z samolotem, transportem motocykla i promem) kosztowały znacznie mniej.

Da się? Oczywiście, że tak, trzeba tylko mieć w sobie odpowiednią ilość determinacji, a współczesny świat daje nam wręcz nieograniczone możliwości. Dlatego bardzo mnie irytuje bezkrytyczne (wobec siebie samego) narzekanie na brak środków finansowych na realizację motocyklowych marzeń. Wystarczy chcieć i podporządkować tym chęciom kawałek swego życia. A wtedy marzenia się spełnią.


Artur “Misja” Kufel

Krakowianin, rocznik 1965. Motocyklista z krwi i kości – jeździ motocyklem od 40 lat. Pasjonat turystyki motocyklowej od zawsze. Instruktor nauki jazdy kat. A i B. Jednoślad kupił  w wieku 16 lat – dwubiegowy Romet. Pierwszy prawdziwy motocykl: dziewięcioletnia Honda CB400N, kupiona w 1987 r. za cenę nowego malucha. Dosiadał też Yamahę TT600, Yamahę FJ1200, Yamahę WHY50 i inne sprzęty.


Motocykl-marzenie: zawieszenie i rama KTM LC4; prostota konstrukcji, waga, prowadzenie i pozycja za kierownicą TT600, silnik BMW R800GS. Największy sentyment czuje do Yamahy TDM850 (pierwszy model ze słynnymi, dwoma wielkimi, okrągłymi reflektorami z przodu).


Najbardziej niebezpieczna przygoda podczas podróży motocyklowej: właściciel kempingu na Korsyce mierzył do niego z dubeltówki (wcześniej było słychać jak ją ładuje).


Jest współzałożycielem szkoły Motomagart.

Avatar
Artur Kufelhttp://www.motomagart.pl

Krakowianin, rocznik 1965. Motocyklista z krwi i kości – jeździ motocyklem od 31 lat. Pasjonat turystyki motocyklowej od zawsze. Instruktor nauki jazdy kat. A i B. Jednoślad kupił w wieku 16 lat – dwubiegowy Romet. Pierwszy prawdziwy motocykl: dziewięcioletnia Honda CB400N, kupiona w 1987 r. za cenę nowego malucha. Obecnie dosiada Yamahę TT600, Yamahę FJ1200, Yamahę WHY50.

Jest współzałożycielem szkoły Motomagart.

3 KOMENTARZE

  1. Ja zaczynałem właśnie od motorynki. Była śliczna – niebieska, nowiutka – prosto z GSu, miała trochę inną kanapę i kierownicę niż ta na zdjęciu. To było w roku 1986. Miałem wtedy 8 lat i to był prezent na komunię od mojego Taty… To od tego wszystko się zaczęło.

  2. Moja był śliczna, ale czerwona, już z biegami w nodze, też nówka ze sklepu. Miałem wtedy 14 lat i był rok 1984 zeszłego wieku… ;-)
    Cudownie wspominam tamte śmiganie, jakże wtedy też nieświadome i beztroskie, bez kasku (nie był wymagany, trudno dostępny) , zwykła kurtka i dużo dużo szczęścia , że się nic nie stało przez te parę lat na niej. No i bena na kartki mieszana razem z olejem na stacji benzynowej…
    Miło mi się to wspomina.

  3. Też śmigałem motorowerkiem romet z biegami w rączce.
    Podróż do Grajewa – niezapomniana. W drodze deszcz i nocleg w hotelu robotniczym. Myślałem że zamarznę żywcem, tak mnie po deszczu trzęsło. I to emocjonujące wyprzedzanie traktorów, bo co szybszych rowerzystów to się nie dało tak łatwo łyknąć :-)
    Dziś jeżdżę po całej Europie i tamta podróż wydaje się śmieszna, ale nie dla mnie. To była przygoda.
    Wiatr we włosach i komary w oczach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Uliczny potwór, czyli tuning Suzuki GSX 1300 R Hayabusa II gen do 240 KM bez turbodoładowania!

W tym roku, do salonów sprzedaży motocykli Suzuki, wjeżdża nowa Hayabusa III generacji. Nie tylko wyglądem przypomina ona swoje kultowe, wcześniejsze wcielenia, ale także...

Zlot motocyklowy na Jasnej Górze – wyraz wiary, buntu czy totalna głupota? [felieton, komentarz]

W niedzielę 11 kwietnia 2021, pomimo nadal męczącej nas pandemii, która zbiera swoje koszmarne żniwo, do Częstochowy zjechały tysiące motocyklistów. Powody każdy miał zapewne...

Daj sobie szansę na Triumph marzeń na weekend! [KONKURS]

Czas pandemii to trudne chwile dla nas wszystkich. Tym trudniejsze, gdy występuje ona w połączeniu z niesprzyjającą pogodą, zaskakującymi wszystkich nawrotami zimy oraz... problemami...

Arai Concept X – bezpieczeństwo jest zawsze w modzie

W ciągu ostatnich kilku lat na polskim rynku popularność zyskują motocykle typu cafe racer, custom, cruiser. Do tego typu maszyn potrzeba nie tylko klasycznego...

Odpalanie polskiego Sokoła 1000 – biały kruk rodzimej produkcji [VIDEO]

Ten motocykl polskiej produkcji jest dziś bez wątpienia białym krukiem na rynku jednośladów i nie dziwi fakt, że każdy egzemplarz, który odpala lub jeździ...