EkstraGleba siedzi w głowie dłużej niż w kościach. Jak skutecznie wrócić na...

Gleba siedzi w głowie dłużej niż w kościach. Jak skutecznie wrócić na motocykl? [Słowo na niedzielę, felieton]

-

Ci z was, którzy jakiś czas jeżdżą na motocyklu, mogą już znać oba typy, o których przeczytacie poniżej. Pierwszy w kolejną sobotę po glebie siedzi już w siodle — jedzie ostro i wszystkim dookoła powtarza, że „nic się nie stało, trochę adrenaliny i po sprawie”. Szczęka zaciśnięta, kark sztywny, jak koci ogon, a dłonie na manetce aż białe od uchwytu na kierownicy, ale jedzie. Drugi cichnie. Motocykl ląduje na portalu z ogłoszeniami, w opisie „zmiana priorytetów”, a w rozmowie „wiesz, dziecko, wiek, może to już nie dla mnie”. Wyglądają na dwa przeciwieństwa. Z punktu widzenia psychologii to ten sam mechanizm w dwóch różnych parach butów.

Tekst: Michał Gessler

W mediach X poradników o powrocie do formy fizycznej po wypadku (niekoniecznie na moto): rehabilitacja nadgarstka, dobór ochraniaczy, plan treningowy. O tym, co dzieje się
w głowie po szlifie — cisza, albo wytarty frazes „trzeba wsiąść z powrotem na konia”. Otóż nie do końca „trzeba”, rzadko kiedy „z powrotem” w dawnym sensie i prawie nigdy tak szybko, jak podpowiada duma.

Dlatego dziś do przemyślenia wrzucam wam tekst o tym, dlaczego pośpiech w odbudowywaniu pewności potrafi zabetonować lęk na lata — i jak wsiąść tak, żeby wrócić naprawdę, a nie na pokaz – również przed sobą samym.

Najpierw — co jest normalne

Zacznijmy od zdjęcia ciężaru. Strach, ani lęk (bo to są dwie różne rzeczy) po wypadku nie jest oznaką słabości, ani końca kariery motocyklisty – to pierwsza dobra wiadomość na dziś. Druga dobra wiadomość jest taka, że jeżeli czujesz którąś z wymienionych reakcji emocjonalnych, to znaczy czy twój układ nerwowy działa sprawnie.

Serce, które wali na widok tego samego zakrętu, ręce, które same zwalniają manetę przed miejscem zdarzenia, sen poszatkowany powracającym obrazem — to w pierwszych tygodniach reakcja typowa, nie choroba. Tak właśnie działa mózg, który nauczył się o realnym zagrożeniu i sygnalizuje to nieco nadgorliwie. Psychiatria rozróżnia tu dwa stany: ostrą reakcję na stres (ASD), obejmującą nasilone objawy pojawiające się od trzech dni do miesiąca po zdarzeniu, oraz zespół stresu pourazowego (PTSD) — o którym mówimy dopiero wtedy, gdy objawy utrzymują się dłużej niż miesiąc i realnie utrudniają życie.[1]

Największy błąd motocyklistów może kosztować życie… [Słowo na niedzielę, felieton] | Artykuł – Motovoyager

Jest jeszcze trzecia dobra wiadomość na dziś, o której nie mówi się głośno: większość ludzi zdrowieje sama. W badaniach ofiar wypadków drogowych odsetek osób z objawami PTSD spada z około 29% miesiąc po zdarzeniu do około 19% po trzech miesiącach — organizm domyślnie idzie w stronę wyzdrowienia, nie w stronę zaburzenia.[2] Sumarycznie PTSD rozwija się u mniej więcej co piątego uczestnika poważnego wypadku drogowego (meta-analizy dają zwykle 20–26%).[3]

Tylko nie przywiązujcie się za bardzo do tych danych liczbowych, bo dotyczą one ogółu uczestników wypadków drogowych, szczegółowych danych dotyczących tylko motocyklistów nie znalazłem – być może za mało szukałem, ale nie to jest teraz najważniejsze.

Ulga, która jest pułapką

Skoro większość zdrowieje sama, to co odróżnia tych, u których lęk zostaje na lata?
W dużej mierze — to, co robią z unikaniem. I mogę tu przytoczyć całą masę badań i teorii dotyczących tego zjawiska, ale można krócej i mam nadzieję prościej – lęk powstaje przez warunkowanie klasyczne (motocykl, „ten” odcinek drogi, dźwięki, zapach kojarzą się teraz ze zdarzeniem drogowym), a utrzymuje się przez warunkowanie sprawcze.[4] Mechanizm jest prosty: unikanie konfrontacji z sytuacją, która nas spotkała natychmiast przynosi ulgę. Nie jedziesz, omijasz miejsce wypadku — lęk spada. Mózg zapamiętuje: „uniknięcie zadziałało”. I…, i to właśnie ta ulga jest haczykiem. Każde ominięcie tamtego zakrętu, każda „przełożona na później” trasa to mikronagroda, która wzmacnia lęk, zamiast go leczyć.

Gorzej, że ten schemat rozlewa się na całe motocyklowe życie. Najpierw omijasz konkretne miejsce. Potem ten rodzaj drogi. Następnie jazdę w deszczu, bo wtedy właśnie upadłeś. Potem cały weekend, bo „coś dziś nie ten dzień”. I kiedy to zauważymy w sobie, to już zaczyna być powoli problemem. Unikanie nigdy nie dostaje informacji zwrotnej (nie uczy nas), że jest już bezpiecznie — więc samo siebie napędza i zabiera nam kolejne obszary naszego motocyklowego życia, o czym było wyżej. Sprzedaż motocykla to po prostu skrajna wersja tego samego ruchu: chwilowa, potężna ulga za cenę utrwalenia przekonania, że jedyny sposób na strach to ucieczka.

Szarżujący powrót to też unikanie

I tu wracamy do początku naszego dzisiejszego spotkania. Przypomnijcie sobie tego gościa z zaciśniętą pod kaskiem szczęką i tak napiętym ciałem, które wygląda jak posąg.
Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że wielu z was zapyta: „o co temu gościowi znowu chodzi przecież robi dokładnie to, co trzeba, konfrontuje się z lękiem? A ten się tylko czepia”. A jednak często takie zachowanie niczego nie leczy, bo jego powrót jest naszpikowany tak zwanymi zachowaniami zabezpieczającymi. Jedzie sztywno, w hiperczujności, wolniej niż ruch, omija konkretny zakręt szerokim łukiem, wyjeżdża tylko przy idealnej pogodzie, z kolegą „na wszelki wypadek”. Może tak pokonać pięć tysięcy kilometrów i nadal nie przepracować strachu — bo przez cały czas jego mózg dostaje komunikat: „przeżyłem tylko dlatego, że byłem maksymalnie spięty i wszystko kontrolowałem”. To nie jest korekta lęku. To jest podtrzymywanie go w galopie.

Trzydzieści cztery stopnie w cieniu, czyli nie tylko motocyklista staje się gorszy… [Słowo na niedzielę, felieton] | Artykuł – Motovoyager

Jest też i druga, subtelniejsza pułapka zbyt szybkiego odbudowywania pewności. Brawurowy powrót bywa nie tyle odwagą, ile obroną — udowadnianym na siłę sobie, że „przecież nic mi nie jest”. Taka pewność jest krucha, bo nie jest zbudowana na żadnym realnym doświadczeniu, że sobie poradzę, tylko na zaprzeczeniu. Wystarczy jeden nieprzyjemny moment w trasie — poślizg, klakson, cień tamtego wspomnienia — i ten obraz wali się jak domek z kart. A wtedy wahadło potrafi odbić w drugą skrajność: od „jestem twardy” do „to jednak nie dla mnie” i… – sprzedaży motocykla. Pośpiech nie buduje pewności. Buduje jej atrapę, która czeka, aż ktoś ją stuknie.

Jak to jest, że ekspozycja w ogóle działa?

Dlaczego więc ekspozycja, czyli jazda po „tym” zakręcie w ogóle działa? Teoria przetwarzania emocjonalnego Foa i Kozaka tłumaczy, że lęk jest zapisany jako „struktura strachu” — sieć skojarzeń łącząca bodziec (droga), reakcję (panika) i znaczenie („zginę”).[5] Żeby ją zmienić, trzeba ją najpierw uruchomić (czyli poczuć lęk), a potem dostarczyć informacji korygującej: jadę tą drogą, na motocyklu, warunki podobne jak przy ślizgu i nic się nie dzieje. Innymi słowy wsiadasz z prognozą „będzie katastrofa”, katastrofa nie następuje — i dopiero ta rozbieżność uczy mózg czegoś nowego. Dlatego zaciśnięta szczęka i sztywność motórzysty po wypadku są kontrproduktywne, oczekiwanie wypadku nigdy nie zostaje uczciwie sfalsyfikowane.

Jak wsiąść, żeby wrócić

Złoty środek plasuje się gdzieś między brawurą, a ucieczką i nazywa się ekspozycją stopniowaną. Wbrew nazwie nie chodzi w niej o powolność w sensie obiektywnym, tylko o to, by na każdym szczeblu naprawdę pozwolić nie ziścić się oczekiwaniu na tragiczny finał. Drabina może wyglądać mnie więcej tak: usiądź na motocyklu w garażu, silnik zgaszony, i po prostu wytrzymaj rosnący dyskomfort, aż zauważysz, że nic złego się nie dzieje. Potem silnik odpalony, na postoju. Pusty plac, wolne kółka. Cicha, znajoma droga. Ten rodzaj drogi, na którym się przewróciłeś. Wreszcie samo miejsce zdarzenia — na spokojnie, może najpierw jako pasażer auta. I teraz ważna uwaga. To co zaproponowałem powyżej, to tylko przykład. Każdy, kto będzie się mierzył z tym wyzwaniem, może dyskomfort odczuwać w innym miejscu.

Na każdym etapie zostajesz tak długo, aż przekonasz się, że przewidywana katastrofa nie przychodzi. Kolejność i tempo dobierasz pod siebie — chodzi o kierunek, nie o sztywny harmonogram.

Dwie zasady decydują, czy to zadziała. Po pierwsze: odstawiaj zabezpieczenia, nie dokładaj ich. Zjedź z hiperczujności do normalnej, uważnej jazdy; nie omijaj celowo „tego” zakrętu; nie warunkuj wyjazdu idealną pogodą. Po drugie: jedź z pełną uwagą skupiając się na tym, co robisz, zamiast zagłuszać strach muzyką w kasku czy gadaniem przez interkom. Ekspozycja z „odcięciem” emocji to ekspozycja pozorna — struktura strachu musi być realnie uruchomiona, żeby dało się ją przepisać. Paradoks polega na tym, że nie chodzi o to, żeby się nie bać, tylko żeby przekonać się, że strach jest do zniesienia, a przewidywane nieszczęście się nie materializuje.

Granica

I granica, o której w motocyklowym gronie mówi się najrzadziej, a która jest najważniejsza. Jeśli po mniej więcej miesiącu objawy nie odpuszczają, a wręcz utrudniają normalne funkcjonowanie — powracające koszmary, natrętne obrazy zdarzenia, bezsenność, wybuchowość, odcięcie od bliskich — to nie jest już materiał na „wsiądź i przełam się”. To sygnał, żeby pójść do specjalisty. Ekspozycja przedłużona i terapia poznawczo-behawioralna skoncentrowana na traumie mają najlepiej udokumentowaną skuteczność w PTSD; samodzielne przełamywanie się może wtedy nie tylko nie pomóc, ale i utrwalić uraz. Wiedzieć, kiedy odpuścić garaż i zadzwonić po pomoc, to nie słabość — to ta sama dojrzałość, która na drodze każe czasem po prostu zwolnić.

Bo prawda jest taka, że po wypadku nie trzeba pokonać drogi. Trzeba pokonać własne oczekiwanie, że ta droga cię wykończy. A tego nie robi się szarżą. Robi się to spokojnie, szczebel po szczeblu.

I piszę to ja. który sprawdził tę teorię na własnej skórze.

[1]Rozróżnienie ostrej reakcji na stres (ASD) i PTSD wg DSM-5: U.S. Department of Veterans Affairs, National Center for PTSD, „Acute Stress Disorder”. https://www.ptsd.va.gov/professional/treat/essentials/acute_stress_disorder.asp

[2]Trajektoria zdrowienia (29,4% miesiąc po zdarzeniu → 18,8% po trzech miesiącach): systematyczny przegląd
i meta-analiza rozpowszechnienia PTSD u ofiar wypadków drogowych (2024). https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC12680517/

[3]Rozpowszechnienie PTSD wśród ofiar wypadków drogowych — meta-analiza: zbiorczo 22,25% (Lin i wsp., 2018); inne meta-analizy dają ok. 20–26%. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5779792/

[4]Teoria dwuczynnikowa: Mowrer O.H. (1947/1960), „Learning theory and behavior”. Współczesne omówienie mechanizmu unikania: „Avoidance learning: a review of theoretical models and recent developments”. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC4508580/

[5]Teoria przetwarzania emocjonalnego: Foa E.B., Kozak M.J. (1986). Omówienie w kontekście terapii PTSD: Rauch S., Foa E., „Emotional Processing Theory (EPT) and Exposure Therapy for PTSD”. https://link.springer.com/article/10.1007/s10879-006-9008-y

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ